8.10 do Haelen


To i zaczynam. Najpierw niebieski fartuch odbieram od zgrabnej Rumunki z magazynu niebieskich fartuchów. Potem torba to szafki, pisuar, ostatni łyk kawy, ubieram czepek na głowę, przechodzę bramkę dezynfekcyjną i odbijam kartę magnetyczną. Jest sterylnie, zimno i wydajnie. Nie pierwsza to w życiu nocna zmiana – byle do rana!

Paleta za paletą

Zasadniczo moja rola polega na układaniu skrzynek i kartonów z sałatkami w odpowiedniej kolejności na paletach.

Palleta isdan !

Wedy, gdy jest dan, odsuwam ją paleciakiem tak by mógł ją zabrać wózkowy. Zanim podjedzie  umieszczam etykietę z numerem partii i kodem kreskowym.  Następnie owijam stack streczem lub taśmą klejącą. Zadanie dość proste, ale tempo pracy jest dość wysokie, a i skrzynki mają swoją masę. Gdy przerzucisz ich tysiace to trochę zaczynaja ważyć. Niby  na hali jest tylko +4.5 stopnia, ale chwilami strugi potu spływają po plecach. Jest też oczywiście monotonie. Jak to na produkcji. Do wytrzymania jednak. Bywało gorzej. Znacznie. Znacznie, ale byłem też młodszy. I nie chodzi tyle o mięśnie co duszę.

Mała Rumunia

Pracuję dziś z Rumunami. Zdominowali doły firmy. Większość robotników na moim dziale stamtąd. Duża część operatorów (brygadzista, wajzor) i timliderów (chyba coś w rodzaju kierowników) też z tego pięknego kraju. Lubię Rumunię. Byłem tam dwa razy. Teraz jakby trzeci. Jest skokowo różna od Holandii. Hollandia jest ułożona i płaska jak stół. Rumunia wesoło bałaganiarska , a pół kraju to góry.

Hej Alexandra

Moja nie być Alexandra, Moja być Andrea

Zrobiła obrażona minke. Zalotnie obrażoną jak się domyślam…

A Twoja być Andrea , a Alexandra siostra – bliźniaczka?

Tak , ale Twoja nie pamiętał Moja imię!

Cóż… Paletę później…

Andrea Moja lubieć z Twoja robić!

Oooo tak? Czemu?

Twoja włosy Dunaj rzeka, a oczy gwiazdy nad Karpaty góra!

Przekrzykuje maszyny, a Andrea trzepocze rzęsami 🙂

Andrea… To ciekawe żeńskie imiona rumuńskie… Andrea, Alexandra, Mirella, Faustina, Claudia, Aretea. Europa łacińsko-grecka, klasyczna, wyrafinowana i cywilizowana. Męskie? Ion Ceaucescu, Vasilu Antonescu, Nicolae Draculescu. Czuć w nich połoninę, owce,  watrę, karpacki las. Słychać wycie wilków, cerkiewne śpiewy i bojowe bębny Daków. Żeńskie rozkoszne i słodkie. Męskie bojowe i surowe jak zima na przełęczy Tarnica la Cruce. Ciekawe to.

Pauza!

Pierwsza przerwa.  Jabłko, dwie lurowate kawy i dwa papierosy. Za szybko mija.

Byle do przerwy

Po drugiej przerwie pracuje na innym stanowisku. Maszyna wypluwa kolejne woreczki z sałatkami. Obsługuje dwie dziewczyny pracowicie ładujące je do skrzynek nr 8. Anna jest z Wołynia. Małomówna, ale uśmiechnięta. Typ urody szukam dobrego prawosławnego męża, ale katolik czy babtysta też ujdzie. Bardzo się zdziwiła , gdy zagaduję do niej po ukraińsku. Pewnie ma teraz tzw. majndfucka

Ukrainiec czy Polak? Ale skad Polak może znać ukraiński?

Druga to Nikola. Rezolutna i pewna siebie małolata znad Sanu. Lub przynajmniej odgrywająca pewną. To nie jest stereotypowa przedstawicielka gen Z. Robotna. A tempo przyśpiesza i trzeba być robotnym. W pewnym momencie się trochę gubię. Nie ma paleciaka obok. Trzeba szukać. Maszyna wypluwa kolejne paczki, ale już nieco inne. Inne więc skrzynki. Gubię się a Nikola wyskakuje do mnie z pretensją

Nie ogarniasz! A może… Jesteś pod wpływem…?

Oj zagotowało się we mnie.

Nie … Jestem po prostu zmęczony

Robię dalej w…. Myślę sobie…

Oj dziewczyno trzeba Ci wykładu o solidarności. O tym, że najpierw trzeba być solidarnym z kolegą. Nawet i nowo poznanym. Bo jest robotnikiem, jest Polakiem i jest z Europy Wschodniej jak Ty. Nie bądź askaryską firmy Van Chooyen, nie graj Wincentego Pstrowskiego…

Ale czasu nie ma na gadanie, na wyjaśnianie przypisów tym bardziej,  a i złość mi przechodzi. Nikola zresztą podchodzi

Masz tu nowe rękawiczki, wiesz nie znam Cię, a tu timliderzy patrzą…

Zabrzmiało jak chyba przepraszam. Wybaczam więc. Wybija godzina drugiej przerwy.

Tu mała uwaga – pozory mylą. Vide tekst „Żegnaj Przyjacielu” z 30 III 2026.

Innaczej jak w Devonie

Na przerwie siadam z Grażynką. Kobieta umęczona popija herbat i ciężko oddycha. Stanowczo wykonuje pracę ponad siły, ale cóż euro samo się nie zarobi. Na stołówce Rumunii, Polacy, Cyganie, Ukraincy. Tubylca ani jednego. Przyjdą dopiero rano. Wysocy, jasnowłosi, eleganccy. Bardzo mili i bardzo obcy. Totalna alienacja.

Jest zupełnie innaczej niż lata temu w UK. Tam pracowaliśmy ramię w ramię – Polacy, Anglicy i Kornwalijczycy. Oni szli po fajrancie do swych domów. Do swoich bab, dzieci, wędek, warsztatów, treningów rugby etc. Lecz robiliśmy razem. Razem się pociliśmy i razem mokliśmy, te same wiatry smagały nasze twarze i w tym samym błocie grzęzły nasze łelingtony. Gdy dostałem drgawek z zimna i nawet już w aucie nie mogłem przestać  to Garry oddał mi swoją bluzę mówiąc

Tobie jest zimniej niż mi mejt

Gdy Garremu perlina spadła na łeb i czerwona krew tryskała na jego niemal białe włosy polałem mu czuprynę zimną wodą i przyłożyłem gazę jałową, a on powiedział

Dziękuję mejt

Nawet szef czasem wsiadał za kierownicę lorki sevenendhalf , albo brał pegsy i slejdżhamera w swoje ręce. I tak wytwarzały się nici porozumienia. Z czasem splatały się w mocną linę. Brytyjczycy i My byliśmy jak jedno ramię dzierżące slejdżhamera. Myślę, że uczucia nasze polsko-brytyjskie były bardzo podobne do tych z czasów, gdy na exeterskich lotniskach stacjonowały polskie dywizjony – 307 i 317.   Tu, w korporacji Van Chooyen tak nie ma. Nie czuję wrogości czy zawiści do tych biurowych , ale ani jedna nić nie powstała i wiem , że nigdy nie powstanie.

Nie ma też jakiegoś braterstwa Wschodnich Europejczyków. Potrafimy się kolegować, ale to tylko tyle. Każda nacja trzyma jednak ze sobą najbardziej, a Rumunii jak twierdzą Ci ci tu dłużej robią:

Opanowali tą fabrykę i dużo pod siebie działają.

No normalnie Mała Romania Mare 🙂

Droga do spanka

Jest ósma i czekamy na gietefałkę do osiedla. Księżyc w pełni wisi nad polderem. Ptactwo się budzi wtdając chóralne ojrzyki i jest pięknie. Palę szluga wysępionego od Grażynki (skończyły mi się) i myślę (o tym wszystkim co na Wschodzie). Mimo wszystko jest  pięknie. Choć, gdyby to był powrót z juwenaliów, albo z balu...Ale było, minęło…  Teraz wracam z Plantacji. Będę spał i to jest fajne. Trzeba cieszyć się z małych szczęść.

O 8.10 przybywa bus. Po drodze młodzi milczą, albo śpią, a starsi rozmawiają. W tych rozmowach, a rozmowy o kwestiach polityczno-społeczno-ekonomicznych, czuć wpływy Korwina, Brauna i Balcerowicza. Oraz …. tęsknotę za Komuną i za …  Solidarnością.   Paradoks goni paradoks, ale wszystko to rozumiem. Skąd one.  Definicji, dat, nazwisk znam o wiele mniej niż dekadę temu. Za to o wiele więcej rozumiem. Patrzę na te poranne Polaków rozmowy z przymrużonym jednym okiem. Raz z senności, dwa ze zrozumienia właśnie.

O 9.15 dopijam piwo, posypuję jedzono Stelli i Grubemu, dopalam papierosa. Idę spać. Na cztery godzinki. Jak wstanę dzwonię do Agencji Happy Work. Mam sprawę, ale to już na osobną opowieść.

P. S.

Zaglądajcie na Insta 🙂 chutornik_dzialfoto

A tu dopisek z końca marca – przeczytajcie tekst z 31 pt. „Żegnaj Przyjacielu”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *