Z piorunem w herbie


W ostatni wieczór tamtych pamiętnych wakacji zasiadłem za ekranem peceta. Popijając herbatę oglądałem „Rob Roya” wgranego na sidiroma i słuchałem muzyki z Łinampa. Jeśli jesteście tak młodzi, iż nie wiecie co to owe pecet, sidirom i Łinamp to spieszę z wyjaśnieniem. Pierwsze to taki laptop tylko dużo większy. Tak duży jak mała szafka. Żeby go użyć trzeba siedzieć za biurkiem do którego jest przypisany. Drugie to taka płyta z nagranymi filmami, zdjęciami czy piosenkami. Trzecie zaś to coś w rodzaju Spotifai czy YouTube.

Trochę się tremowałem przed pierwszym dniem w nowej szkole. Czemu akurat ta nie inna? Wiele dobrego opowiadał o niej kuzyn, który chodził tam do technikum. Dwa była blisko. Trzy miała dobre opinie. Cztery był tam profil historyczno-socjologiczny. Tak więc wybrałem tą, a nie inną i był to wybór dobry. W pierwszy dzień września roku 2002 nad doliną Wisłoka przewalały się stalowo – ołowiane chmury. Obudził mnie deszcz jesienny. Szary, zimny, niezmienny. Przed budzikiem jeszcze wstałem. Zjadłem grzecznie śniadanie, zamówiłem pacierz, ząbki umyłem. Następnie ubrawszy się w strój odświętny przygotowany przez Mamę ruszyłem dziarsko do kościoła na uroczystą Mszę Świętą Inugaracyjną. Wyglądałem bardzo poważnie. Niczym leśniczy idący na uroczyste otwarcie lasów po lockdownie lub stróż gotowy na Boże Ciało. Razem z sąsiadem, który także zaczynał nauki w owej szkole. Z tą jednak różnicą, że miał uczyć się na elektryka a ja na historyka. Czy tam prawnika lub innego socjotechnika. Po uroczystej Mszy Świętej, pod nadzorem Grona Pedagogicznego przemaszerowaliśmy karnie i sprawnie, niczym dywizja generała Maczka, do budynku Elektryka. Wtedy oficjalna nazwa brzmiała Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 5. Czy jakoś tak. Wszyscy jednak używali nazwy Elektryk. Po oficjalnych przemowach rozesłano nas do klas nam przeznaczonych. Mnie akurat do A-32 (a może to było A-30?) bo tam miała zgromadzić się cała 1 DL.

Zaraz po wejściu rozejrzałem się po klasie – O Jezu ile bab! Zdominują nas! To było pierwsze co przyszło mi do głowy. Tak, było nas tylko siedmiu. W ponad trzydziestu osobowej klasie. Zaraz po moich pierwszych myślach przemówił Wychowawca. Sporo o nim słyszałem od kuzyna. A to , że inteligentny, a to , że wyluzowany nie sztywniak. Wyglądał trochę jak fan heavy metalu ubrany dla niepoznaki w marynarkę. Co mnie zaintrygowało bo z jednej strony podobały mi się metalowe kawałki jakie leciały czasem w radiu. Z drugiej wiadomo – to diabelska muzyka, a ja byłem bardzo pobożnym chłopcem. Pod koniec lekcji zapoznawczej zacząłem znów rozglądać się po klasie i przyszedł mi do głowy sprytny plan – skoro ich tu tyle, to może znajdę tu jakąś girlfriend? Szczególnie spodobała mi się Patrycja o platynowych włosach i dużych oczach. Siedziała jednak z niejakim Michałem i pomyślałem, że pewnie są parą i zrobiłem minkę <smuteczek>. Z stanu melancholii podbijanej nieomal listopadową pogodą wyrwał mnie głos intrygującego, choć nieco diabolicznego Wychowawcy informujący, iż możemy już iść do domów…

C. D. N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *