Powrót w górę


Było trochę tych rozdziałów w życiu. Zamykam właśnie czternasty zaczyna piętnasty. Szukam jakiegoś sposobu na odreagowanie różnych rzeczy, które przeżyłem przez te wszystkie lata. Myślę, że tym sposobem będzie pójście w góry. Wysoko, wysoko. Bliżej Słońca.

A jest tych gór sporo do wejścia. Może trzeba będzie pojechać znów za granicę do roboty. Jeśli tak to , albo znów Niderlandy, albo jednak kurs na południe. Taka Austria… Wysokie Taury, Niskie Taury, a i Dolomity blisko, Słowenia blisko. Może Bawaria, albo Szwajcaria? W Alpy ciągnie, Pireneje, Dinary, na Kaukaz. Trochę tęsknię na swój sposób za tymi wielonarodowymi barakami, za rzeką Mozą, za masztami żaglowców w Amsterdamie. Jednak jeśli znó za granicę to pewnie tam , gdzie nad moją fabryką będą górować ośnieżone szczyty.


Taaaa… adrenalinki potrzebuję. Mi lepiej głowa pracuje jak muszę hamować przed BTR-em stojącym na ulicy, jak widzę pod sobą przepaść, jak trzeba zjechać na nartach stromym stokiem między drzewami. Chyba sporty górskie i sporty walki to najlepsza droga do ogarnięcia burzliwych wspomnień i pójścia naprzód.

Można pojechać gdzieś daleko w te góry, ale ….






Karpaty widzę z podwórka. Karpaty to cały odrębny wymiar. Można chodzić po nich przez całe życie i się całych nie schodzi. Od Krywania po Moldoveanu. Od Jeziora Żywieckiego po Żelazną Bramę.



Na razie więc Karpaty. Cergowa, Pasmo Jazowej, Czerwone Wierchy, Hyrlata, Bukowica. Narty nawoskowane, raczki nowe kupione, łańcuch w rowerze naoliwiony. 15 rozdział też nie będzie nudny.


Co do zaś dywersantów, kryłatych raket, Trybunałów, resetów konstytucyjnych, cen baryłki ropy, ofensyw w Jemenie – ja chyba przedawkowałem to wszystko. 13 i 14 rozdział mojego życia sprawił, iż czuję , że sam potrzebuję resetu. Bardzo potrzebuję resetu.