Oto lato tegoroczne. Daleko, w Polsce na Malinowej. Niestety nie mogę sobie tego zobaczyć na żywo. Główną przyczyną jest model „rozwoju„, który funkcjonuje w naszej Polandii. Jest to typ rozwoju charakterystyczny dla krajów np. Afryki. Prowincja tamtejsza się wyludnia. Mudżinowie porzucają nie przynoszące dobrych plonów poletka w buszu i udają się do wielkich miast. Tam przeważnie zasilają społeczności slumsów. Cześć udaje się prosto do krajów I Świata przedzierając się przez dżungle, pustynie, łańcuchy górskie i morza. U nas także, w tej Afryce Europy (jak mawia o Polandii mój kolega), ludzie opuszczają swoje wioski i udają się na studia do Krakowów i Lublynów. Podobnie jak w Afryce czy Ameryce Południowej trafiają często do „slumsów”. Zostają często, gęsto tzw. prekariatem. Prace na umowę zlecenie czy inne „dziesięcioletnie darmowe staże z dobrym wpisem do CV„. Część udaje się zaś prosto za granicę. Na Zachód. Po to by podejmować się ciężkich prac, których Niemcy, Norwegowie czy Angielczycy nie chcą wykonywać. Taki to model „rozwoju” zaproponowali nam „ojcowie założyciele” III RP – czyli gen. Kiszczak, red. Michnik i spółka.
Oczywiście taki typ rozwoju jest w wielu krajach warunkowany przez geografię i klimat. Trudno , żeby interior Brazylii był gęsto zaludniony. Nie ma niczego dziwnego w tym, że większość mieszkańców Chanatu Moskiewskiego mieszka przed Uralem, a większość Chińczyków na żyznym wschodzie kraju a nie na półpustynnych pustaciach przy granicy z Mongolią i Kazachstanem. To naturalne, ze większość Kanadyjczyków mieszka nad Wielkimi Jeziorami a wiekszość Szwedów nad Bałtykiem a nie w Laponii. Normalnym też jest, że młodzi ludzie uciekają z górskich wiosek w Apeninach , Pirenejach, że wyludnia się Masyw Centralny we Francji. Opuszczanie przez młodzież wiosek gdzieś nad mokradłami Biebrzy czy w głębi Bieszczadów jest więc naturalne. Tyle, że w normalnym EUROPEJSKIM kraju udawali by się do Ostrołęki , albo Sanoka by tam ułożyć sobie życie. Wracali do swych domów na prowincji, dla odwiedzenia rodziny, dla wypoczynku czy dla dokonania zbiorów. Cześć zaś zostawałaby i trudniła się czymś na miejscu. U nas zaś jest depopulacja obszarów, które zaczynają się za rogatkami metropolii. Jak za czasów tatarskich najazdów i szwedzkich potopów – depopulacja. I to jest chyba najpaskudniejsze w systemie pookragłostołowym.
A jak zatrzymać ludzi w powiatach? Proste – wystarczy , 2200 pln na rękę zamiast 1200 . W ogóle mozliwość podjęcia pracy na warunkach cywilizowanych jest ważne. Cywilizowanych tj z urlopem, premią i przynajmniej 5-10 letnią pewnością zatrudnienia. Czemu na czas określony, a nie na „zawsze” ? Wierzę w potrzebę pewnej elastyczności zatrudnienia. Owszem trzeba pamiętać o tych , którzy są już zatrudnieni. Jednak trzeba myśleć też o setkach tysięcy „ludzi zbędnych”. Tych dla których nie ma miejsca w Ojczyźnie. Tych dla których nie ma miejsca w ich „haimatach„, w ich Podlasiach i Pogórzach. Nie czczę drobnych i średnich przedsiębiorców. Wielu to złoci ludzie, wielu to chciwe buce. Jednak trzeba o nich dbać, a przynajmniej ich nie zwalczać. Oni dają pracę. Nasze urzędy kontrolne zachowują się często nie jak urzędy kontrolne tylko jak komisje wysiedleńcze. Sanepidy i Gminne Ośrodki Kultury nie zatrudnią wszystkich. No i kogo będzie kontrolował sanepid gdy wszyscy wyjadą z powiatu, komu będą dożynki wyprawiać w GOK-u jak gminę zarośnie las ?