Stay-behind


 


Bagnet na broń

  Piszę ten artykuł o Estonii. Ciekawych rzeczy dowiaduję się przy okazji research-u.  Na przykład o tamtejszym wojsku. Estonia jest zdolna wystawić 65 tysięczną armię. Przyrównując do naszych warunków Wojsko Polskie w razie wojny liczyło by 2,5 miliona „bagnetów„. Sama estońska OT to ok. 15 tysięcy ludzi, a planuje się podwojenie tej liczby. Putin wie, że ewentualny podbój i  pacyfikacja Estończyków będzie równie kosztowna jak wojny czeczeńskie. Putin wie jak, że zbrojny opór w Estonii zajętej w 1940 roku trwał bardzo długo. Ostatni partyzant zginął w 1978 r. – https://chutornik.pl/2017/12/bardzo-duga-wojna/  I kolejnym razem będzie tak samo, gdyby Rosja zdecydowała się na inwazję.  Zastanawia mnie, gdy czytam o przygotowaniach Estończyków, czy nasze MON ma plany wojny partyzanckiej? Takie jakie powstały w Krajach Bałtyckich. Nawet w optymistycznym wariancie przebiegu działań zbrojnych Rosjanie mogą przejąć kontrolę nad  sporą częścią terytorium Rzeczpospolitej. W nomenklaturze NATO-wskiej działania przygotowawcze do działania w podziemiu nazywają się „stay-behind” – „zostając z tyłu„. Czy takie „stay-behind” są realnie przygotowywane? 

 Są to przygotowania wielorakie. Zaznaczam, że jestem całkowitym amatorem w dziedzinie wojny partyzanckiej. Nie znaczy, że te pomysły są głupie. Ahmad Szah Masud, Szamil Basajew  czy Nestor Iwanowycz Machno też byli amatorami a pomysły na walkę nieregularną mieli całkiem niezłe. 

  • Plany budowy skrytych magazynów i leśnych bunkrów. Partyzanci muszą przecież gdzieś chować broń, materiały wybuchowe czy radiostacje. Muszą istnieć też  plany zrzutów, budowania tajnych lądowisk. Niezbędne jest też zaplanowanie sieci tajnych radiostacji i sieci kurierskiej. 
  • Żeby partyzantka miała sens jej zadania muszą służyć siłom regularnym. Muszą więc też istnieć plany koordynacji działań z Wojskami Specjalnymi i WOT, ale też innymi rodzajami Sił Zbrojnych. Oraz  z wywiadem wojskowym i cywilnym, policją itd. 
  • Niezbędne są też podręczniki i plany szkoleń „cichociemnych”. Oficerów którzy stanęli by na czele oddziałów partyzanckich.
  • Trzeba też zaplanować jak utrzymywać kontakty z partyzantami na Litwie, Łotwie w Estonii. Opcjonalnie (zależy od rozwoju sytuacji) także na Białorusi i Ukrainie). 
  • Należy uczyć żołnierza  sił regularnych  – co zrobisz, gdy twoja dywizja jest rozbita? Jak możesz uciec z niewoli? Jak przetrwać w lesie i nie dać się złapać Iwanowi? Nie łudźmy się, całe brygady i dywizje zostały by rozbite, gdyby Putin rzeczywiście uderzył.
  • Na tyłach znajdzie się też wielu cywilów.  Przygotować  więc trzeba i podręcznik dla cywilów. O na przykład o tytule „Mały sabotaż. Jak pomóc swojemu wojsku i zaszkodzić najeźdźcy”

Przed wojną polski wywiad wojskowy przygotowywał się do okupacji części bądź całości II RP. Między innymi dzięki temu już 7 dni po kapitulacji Warszawy w 1939 r. polskie podziemie omal nie zgładziło Hitlera za pomocą pół tony trotylu. Obecnie nie tylko Estonia robi plany oporu pod rosyjską okupacją. Robi się to również na  Łotwie i Litwie, oraz w Finlandii. Na Ukrainie zaś, na terenach okupowanych przez Rosjan i rebeliantów działali partyzanci z tzw. oddziałów „Cień„. Wypadów na tyły frontu dokonywali też ukraińscy komandosi, zwiadowcy i pododdziały  formacji ochotniczych. Z Rosją da się walczyć. A tym bardziej, że Polska ma przecież długie tradycje wojny podjazdowej. Ba! Dwa razy mieliśmy własne podziemne państwo! Polak (i Słowianie w ogóle) ma naturalny dryg do partyzantki. 

A tutaj komandosi ’Zielonych Beretów” z formacji  Specjal Forces podległych… Gwardii Narodowej na ćwiczeniach – tu ich stronka: http://www.nationalguardsf.com/

 

Woda dla ryb

Przygotowanie cywilów jest równie ważne jak przygotowanie partyzantów. Bez wsparcia ludności każdy uciekinier czy zestrzelony lotnik zostanie schwytany. Bez pomocy cywilów każda grupa dywersyjno-zwiadowcza czy oddział partyzancki zostanie rozbity. Jak mawiał Mao Tse-Tung „partyzanci bez chłopów są jak ryba bez wody„. Obok wspierania partyzantów, ważnym elementem walki na tyłach jest opór cywilny. Indywidualny, oddolny sabotaż. A co takiego sabotaż? Na przykład przebicie opon w ciężarówce okupanta, wadliwe wykonanie silnika, powolna praca na rzecz okupanta. Jest także „mały sabotaż„. W okupowanym Donbasie działała grupa cywilnego oporu kierowana przez, o ile dobrze pamiętam, grafika komputerowego. Malowali na sklejce karykatury przywódców „republik ludowych” po czym przypinali je za pomocą „trytyrytek” na płotach i słupach. Tropiono ich z zajadłością taka jakby co najmniej podkładali miny i zabijali oficerów. 

Czeczeńscy bojownicy przy zestrzelonym rosyjskim helikopterze – I wojna czeczeńska.

Czego potrzeba by być partyzantem ?

    Na pewno przekonanie, że powszechny dostęp do broni sprawi, że „wrazie W” partyzantka będzie prężna i groźna jest mylne i przez to groźne. Dla partyzanta dużo ważniejsza od umiejętności strzeleckich jest zdolność do przejścia 200 kilometrów. W grudniu, w górach. Z RKM-em na plecach. Bez butów… Człowiek, który ma nogi obwiązane szmatami i taśmą klejącą tez może maszerować. Człowiek może naprawdę dużo. Być dobrym strzelcem? Bardzo korzystne. Tylko… strzelanie na strzelnicy, a strzelanie podczas nocnej walki to dwie różne rzeczy. Na strzelnicy nikt do strzelca nie strzela. Po drugie nie słychać jęków ranionych kolegów. Po trzecie jest jasno, a cel się nie rusza. I po czwarte na wojnie strzela się do żywych ludzi. Tak, że „powszechny dostęp do broni przygotuje nas do wojny” to dość naiwny mit.  Inna rzecz, że w Estonii MON rozdaje karabinki szturmowe obywatelom, a w Polsce mój znajomy  żołnierz zawodowy musiał wyrabiać sobie pozwolenie na broń …       


Przesmyk Suwalski – Moskovia podczas inwazji na Kraje Bałtyckie będzie musiała go zająć by odciąć NATO-wską pomoc. Teren to jednak dobry dla obrony regularnej jaki nieregularnej. Puszcze, lasy, jeziora, morenowe wzgórza, mokradła, torfowiska, zabagnione rzeki. Finka wskazuje Bagna Biebrzy. Gorzej bronić się będzie na linii Brześć – Warszawa. W 1920 ofensywa moskiewska zatrzymała się dopiero na przedpolach Stolicy…
 
 

 

Mamy dobrą młodzież

  Polska to nie Litwa, Estonia czy Finlandia. Jest nas ponad 35 milionów. Pobór (póki co) konieczny nie jest. Natomiast masy chłopaków i dziewczyn z ostatnich klas szkół średnich wystarczy tylko delikatnie pchnąć i sami się zgłoszą do WKU. Klasy wojskowe warto zamienić w klasy wojskowe z prawdziwego zdarzenia.  Można by też odtworzyć przedwojenne szkoły wojskowe dla młodocianych.  Warto wspierać Legię Akademicką i różnych „Strzelców„. W Finlandii i krajach Bałtyckich OT i paramilitarne organizacje nie są wyśmiewane tylko otoczone powszechnym szacunkiem. Trzeba uczynić wuef i przysposobienie ważnymi przedmiotami w szkole. No i najważniejsze – musimy  mieć kadry i infrastrukturę do masowego szkolenia poborowych i ochotników w razie wzrostu zagrożenia. Dziś sytuacja jest stabilna, ale… kto w 2013 wyobrażał sobie aneksję Krymu?  Z tymi granicami mamy szansę obronić się sami, z tylko technicznym wsparciem Amerykanów. Popatrzcie jak jest teraz (atak możliwy od strony Kaliningradu i Białorusi) a jak było w 1939 (atak z północy, wschodu, południa a na końcu i ze wschodu). Nie mam wątpliwość, że gdyby sytuacja w Europie zaczęła się zaostrzać to całe mnóstwo mężczyzn, chłopców oraz dziewcząt i kobiet będzie chciała bronić swojej ziemi. Państwo ma obowiązek dać im taką możliwość.  

P.S.

 Tak straszę, ale się nie bójcie. Wojna jest jednak bardzo mało prawdopodobna. To nie Francja, która idzie ku wojnie domowej. Nie bójcie się – weselcie. Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku ! Do zobaczenia w 2018 – oby był lepszy/ tak samo dobry jak 2017. 

P.S. 2

Dopiski po redakcji (XI-XII 2018 r.), albo małe uzupełnienie.

A co pan robił panie generale?

      Tak przy redagowaniu tego tekstu  poczytałem różne publikacje na tematy wojskowe. Na przykład wywiad z gen. Różanskim. Wytyka różne wady i bolączki wojska. Na przykład brak rezerw. No dobrze, ale co jego ukochana Platforma zrobiła w tej kwestii? Nic poza stworzeniem NSR, który stał się (z całą sympatia dla moich kolegów NSR-owcow) „przedsionkiem zawodowego woja„. Natomiast rząd PiS stworzył, niewątpliwie potrzebne, WOT ale armia nadal nie ma  za dużo rezerw. Wojska pancerne np.  Co będzie, gdy będziemy mieć dostawy czołgów, a nie będziemy mieć wyszkolonych ludzi?  Czemu nikt nie wpadł na pomysł żeby zrobić fachową akcje agitacyjna w szkołach średnich? I ta droga zyskiwać 5 000 – 10 000 rekrutów każdego roku. Taka służba była by ochotnicza, krótka i intensywna. Trochę sport, trochę przygoda, trochę możliwość zdobycia nowych kwalifikacji (np darmowe prawko kat. C). Rezerwa ćwiczenia co 3 lata. 2 tygodnie poligonu – przygoda daleko od zawodowo-rodzinnej rutyny. Rekrut dostawał by oczywiście żołd. Tak samo rezerwista na ćwiczeniach. Plus ulgi podatkowe, zniżki na komunikację itd.  Liczmy po 10 000 rocznie. To  po 5 latach to już 50 000. A to już nie mało. A jeśli nie zebrało by się rocznie 10 000? Wtedy cóż … losowanie .  Zostaje pytanie –  co z tymi 50 000 robić? Nie mam pojęcia. Może wcielić do NSR? Może wyłuskać „rekrutów specjalnych” (np. informatyków, radioamatorów, droniarzy, płetwonórków, pilotów szybowców itd.), a z reszty stworzyć zmechanizowane regionalne brygady Gwardii Narodowej? Może stworzyć rezerwowy oddział specjalny? To nic śmiesznego – poczytajcie jak to się robi na świecie: https://chutornik.pl/2017/03/gra-wojenna-cz-14_21/Taka „rezerwa Wojsk Specjalnych” mogła by być szkolona na wzór amerykańskich „Zielonych Beretów” tj. jako trzon przyszłych oddziałów partyzanckich.

Łotewska Gwardia Narodowa podczas ćwiczeń z żołnierzami z USA. 

https://www.youtube.com/watch?v=9kYIhY9G4vU

Armia potrzebuje rezerw. Na chwilę obecną straty sił ukraińskich (MON, MSW, milicje ochotnicze) wynoszą prawie 4100 zabitych (oficjalnie). Przez „zonę ATO” przewinęło się 326 000 żołnierzy i funkcjonariuszy ukraińskich. Całe polskie Wojska Lądowe to ok. 50 000 ludzi. Wojna w Donbasie to nie była duża wojna, chwilami tylko zahaczała o średnią (VII 2014 – II 2015). Nie trzeba kończyć szkół oficerskich żeby wiedzieć, że w przypadku wojny z  Rosją straty będą o wiele większe niż podczas „misji stabilizacyjnych„. Szczególnie wśród najbardziej wyspecjalizowanych żołnierzy – komandosów, pilotów, oficerów.  Bez rezerw w ogóle nie ma sensu posiadać armii. Czemu więc w III RP „wojo” było synonimem patologi i marnowanego czasu? Wiele jest tego przyczyn. Pierwsza – wojsko III RP było kontynuacją LWP. Rekrut nie był obywatelem mającym bronić „domu”, ale „mięsem armatnim„. Z czasem nie szkolono nawet „mięsa armatniego”. Zasadnicza Służba Wojskowa była czasem wykonywania bezsensownych czynności, użerania się z „falą” i nudy. Przynajmniej taki był odbiór społeczny. Po drugie różnym siłom zależało na tym, żeby Polska była słaba. Młodzieniec oddający się „integracji” (tj. „ćpaniu, chlaniu i ruchaniu”) był idealnym młodym Polakiem z perspektywy Kremla, Berlina i Brukseli. 
Można się obronić – a nie wolno patrzeć tylko na pomoc Amerykanów. Nawet jeśli przyjdą z odsieczą to jakiś czas musimy wytrzymać. Jeśli zaś zdajemy się tylko na protektorat to możemy od razu zgłosić prośbę o zostanie kolejnym stanem… Zresztą niedawna zdrada SDF, którą zadeklarował Trump każe tym bardziej liczyć bardziej na siebie niż na daleką Amerykę.

Żołnierze brytyjskiej Armii Rezerwowej podczas ćwiczeń

Jedna pięść zamiast pięciu palców

Generał  Różanski mówi też  w wywiadzie, że Wojsko Polskie nie jest armią tylko zbiorem jednostek o różnym poziomie wyszkolenia. Nie ma centralnych ćwiczeń, alarmów ogólnopolskich, planów całościowych. Ok generał nie jest człowiekiem z mojej bajki. Jego PO wpuszczała FSB do siedziby kontrwywiadu. Lecz warto zastanowić się nad tym co mówi. Armia musi być nie tylko dobrze uzbrojona, ale też dobrze zorganizowana. Nieraz w historii bywało tak, że armia mniej liczna, ale lepiej „urządzona” zwyciężyła siły liczniejsze. Jeszcze ważniejsze jest wewnętrzne przekonanie każdego żołnierza o tym kim jest. Żołnierz nie jest „pracownikiem budżetówki” tylko wojownikiem. Rosjanie wprost mówią, że największą słabością europejskich armii jest „niska odporność na straty„.  Dyscyplina i duch walki to siła, która zawsze prowadziła do zwycięstw najgroźniejsze armie.  To takie postscriptum – XI 2018 r.

Nauka sztuki wojny

W grudniu myślałem czy coś by tu jeszcze dopisać? Czytam właśnie książkę „Kalifat Terroru” – można się z niej dowiedzieć jak dziś tworzy się silne i groźne podziemie. Rzecz jasna wiele metod stosowanych przez dżihadystów jest nie do zaakceptowania, ale… wiele można się od nich nauczyć. Planując walkę podziemną trzeba być świadomość, że kopiowanie Polskiego Państwa Podziemnego z czasów II wojny światowej jest anachronizmem. Tak samo jak wtedy nie kopiowano Państwa Podziemnego z czasów powstania styczniowego. Dziś są inne czasy, inne techniki inwigilacji i kamuflażu, inne uzbrojenie. Trzeba „badać” współczesne wojny – Afgan, Czeczenię, Irak, Gruzję, Jugosławię, Ukrainę, Sri Lankę, Syrię…

Duch Narodu

Na koniec najważniejsze – dziś ludzie i państwa są słabsi niż kiedyś. Warto pomyśleć o tym, że bez odpowiedniego wychowania kolejne pokolenia będą coraz słabsze (https://chutornik.pl/2018/03/ulani-werbuja-strzelcy-maszeruja/ ).  Trzeba to zmieniać. Odkurzyć też warto zapomnianą instytucję – Obronę Cywilną (https://chutornik.pl/2017/07/po-co-nam-obrona-cywilna-i-wo/). Społeczeństwo postindustrialne jest bardzo wrażliwe na ciosy. W dawnych czasach pacyfikując jakieś terytorium trzeba było palić wieś po wsi. Chłopi uciekali w lasy razem z rodzinami i  zwierzętami gospodarskimi.   Stamtąd często nękali najeźdźców. Dziś… wystarczy zniszczyć elektrownie i sparaliżować internet. Dlatego OC jest tak ważna. By brak prądu, ogrzewania i internetu nie wywołał chaosu. Popierać  trzeba formacje paramilitarne – (https://chutornik.pl/2017/12/nie-poszyc-borsuki/).  I na koniec końca –  realizować moją „Idea Fix” – dywersyfikacja dostaw energii na wypadek zniszczenia głównych elektrowni, rafinerii itp. Gdybym był królem… :)(https://chutornik.pl/2017/05/polskie-bezpieczenstwo-enrgetyczne/). 

Galeria 

Źródło fotek we wpisie – Wikipedia


W USA istnieją formacje Gwardii Narodowej – oczywiście nie jest to to samo co OT (jednostki GN brały udział w wojnach w Iraku i Afganistanie), ale zasada działania ta sama – lokalne, rezerwowe siły. Amerykanie, w przeciwieństwie do naszych „strategów” typu  minister Klich uważają, że rezerwy są potrzebne. Na fotce głównej godło „Kaitseliit” – estońskiej OT.



Nawet w optymistycznym wariancie pod okupacją może się znaleźć Warmia, Mazury, Suwalszczyzna, Podlasie i północne Mazowsze. To jednak bardzo dobry teren dla partyzantów i komandosów operujących  na tyłach wroga.

W 1109 Bolesław III Krzywousty pokonał armię inwazyjną głównie dzięki nieustannemu szarpaniu jej z tyłu, przodu i boku. Źródło obrazka – Wikipedia.

Dzikie Pola – walki latem 2014 r. Rosyjska dywersja była tak skuteczna m,in dlatego, że Ukraina nie miała swoich sił OT, a siły podległe MSW były wiosną 2014 roku w stanie rozkładu.
Vukovar 1991 r.  – ochotnicza miejska milicja vs. korpus zmechanizowany….
Gdyby Finowie w 1939 roku mieli „małą armię zawodową”…K
Kiedyś czytałem wypowiedź snajpera z Wojsk Specjalnych dla prasy. Wyśmiewał pomysł szkolenia snajperskiego dla OT. Czy ten obrońca Kobane, który jest na foto powyżej był/jest gorszym snajperem od owego komandosa? Po kilku miesiącach walk o miasto (2014/2015) zapewne nie, a być może nawet strzela lepiej.

Malinowa – Podkarpacie. 17. XII. 2017 r. Poprawione i uzupełnione  w Kijowie i na Podkarpaciu – XI, XII 2018 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *