Legalne, ale średnio uczciwe


 Kiedyś dostałem propozycję pracy w pewnej firmie. Praca miała polegać na tym, że przechodzę weekendowe szkolenie po czym idę w miasto, pukam do wiejskich chat i  wszędzie przedstawiam się jako profesjonalny doradca finansowy. Przemyślałem propozycję i stwierdziłem, że nie ma takiej opcji, nie będę tam pracował. Nie mam żadnego wykształcenia w kierunku ekonomii a z matematyki miałem dopuszczający. Nie mam też żadnego doświadczenia w tym fachu, ani nawet smykałki to biznesu. Mam tylko niezłą gadkę.  Wolałem dorywcze roboty a w końcu wyjazd do UK. Moja ówczesna dziewczyna stwierdziła, że z takim niedojdą życiowym być nie chce. Nie ożeniłem się z nią. Może i dobrze. Może, gdybym się ożenił….  Cóż to  jednak za życie być  z zawodu krętaczem?  Żadne szęście  nie jest tego warte. Opisywana firma jednak działa nadal na polskim rynku, zupełnie legalnie. Wszak klient może zapytać „a jakie ma pan wykształcenie?”, „Jak długo pracuje pan w finansach?” i tak dalej. Nie pytają… ich problem.  Jest wiele przykładów takich legalnych kantów. Wszelkie wtłaczanie emerytom „cudownych środków” na potencję, bóle kręgosłupa i dobrą pamięć. Lub też  firmy takie jak ta w której zatrudnił się znajomy. Żadnej podstawy, tylko prowizje. Ok, zgodził się na to… ale chłopa znam, wiem, że poza sprzedawaniem tego co firma oferuje jest tam wiele innej, papierkowej roboty. I on ją robi. Ok, zgodził się, ale osobiście bym nigdy nikomu nie zaproponował takiej umowy. Rozumiem, zlecam malarzowi namalowanie swojego portretu konnego. Malarz przepił zaliczkę, obrazu nie zaczął. To zapłaty nie dostanie. Tu jednak chłop robi robotę i właściwie nic z tego nie ma.  Wszystkie te przykłady pokazują, że można mieć zupełnie legalne biznesy i nie być uczciwym. Nic nie zastąpi dobrych obyczajów.

Są i bardziej kuriozalne sytuacje. Czytam sobie internety. Ot scenka rodzajowa – mąż zastał żonę z kochankiem. Rozgniewało go to wielce więc mu obił mordę. Kochanek zamiast zastanowić się nad swoim postępowaniem pozwał owego męża do sądu. Teraz nieszczęśnik poza rogami ma też tzw. zawiasy. Jakaż tu sprawiedliwość? Sentencja wyroku brzmieć powinna tak „O ty bezczelny k…..e nie dość, że podgrywasz cudzą żonę to jeszcze to! Sąd oddala pozew – dobrze ci ch…. chłop zrobił. A za to, że byłeś tak bezczelny i pozwałeś go jeszcze do sądu My Wysoki Sąd skazujemy cię na powtórny wpierdol i przykucie do pręgierza. Będziesz tam stał całą niehandlową niedzielę, a miejski kat zawiesi ci na szyi tabliczkę z opisem twoich niecnych uczynków”. Dobra mamy XXI wiek nie XI. Warto zauważyć jednak, że żadne prawo nie zastąpi dobrych obyczajów. Sypianie z cudzymi żonami to nic nowego. Zawsze istnieli rogacze, niewierne żony i kochankowie. Tyle, że w dawnych czasach kochanek raczej spalił by się ze wstydu niż poszedł z taką sprawą  do sądu. Nic nie zastąpi dobrych obyczajów i minimum przyzwoitości. Pewnych rzeczy się po prostu nie robi.

Czy dzisiejsze czasy są lepsze niż dawne? I tak i nie.  Na przykład masowe pozywanie się do sądu po obiciu mordy przytępiło trochę temperamenty. Nawet pijany i wściekły młodzieniec hamuje się, gdy pomyśli, że inny młodzieniec, który jego zdaniem zasłużył na obicie mordy ma możność pozwać go do sądu. Dobrze, że mniej jest takiej uliczno-imprezowej przemocy. Czy jednak ludzie stali się lepsi dzięki temu? Nie, bo żadne prawo nie zastąpi dobrych obyczajów. Żadne prawo nie zastąpi sumienia prawidłowo wykalibrowanego. Ludzie nie stali się lepsi, po prostu bardziej boją się sądów. A  złe słowa mówią sobie nadal. Złe słowo może zaś boleć bardziej gorzej niż podbite oczy, złamany nos czy ukruszony ząb.  Taka to własnie refleksja naszła mnie wczoraj. I postanowiłem wrzucić ją do internetu.

P.S.

No dobra owa dziewka nie była taka zła jak ją odmalowałem, a ja święty nie byłem. Po to mam jednak swoją stronę, żeby sobie czasem poużywać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *