PW 1794


Porucznik padł na bruk  jakby rażony  gromem – strzelec wyborowy bezbłędnie skosił dowódcę roty. Jednocześnie zza kominów i z górnych pięter, w kierunku rosyjskich piechurów, zaczęły lecieć kule, granaty, dachówki a nawet krzesła. Jegrzy przylegli do murów i rozpoczęli rozpaczliwą obronę. Jednak nie to było najgorsze. Strzelcy i miotacze atakujący z dachów i górnych kondygnacji kamienic odwracali tylko uwagę od potężnej watahy, która wypadła nagle z bocznej uliczki. Setki mężczyzn w różnym wieku zbrojnych zarówno w  karabiny z bagnetami jak i różnorodny oręż (nogi od stołów, dragi nabite gwoździami, rzeźnickie noże itp.) ruszyły biegiem w kierunku Rosjan. Zaczęło się polowanie…

Krew na bruku

17 kwietnia 1794 r. (w Wielki Czwartek)  na wieść o zwycięstwie pod Racławicami wybucha w warszawie bunt nierozwiązanych jeszcze jednostek Wojska Polskiego i milicji miejskich.  Przyłączają się do rebeliantów warszawscy  cywile. Powstanie nie było spontaniczne – przygotowywano  go od dawna. Rosyjskie służby oczywiście też wytrwale pracowały tropiąc polskie podziemie. Złej sławy targowiczanin, biskup Józef Kossakowski proponuje nawet, żeby w Wielką Sobotę (sic!) zrobić wielką „zaczistkę” korzystając z tego, że Warszawiacy wieczorem zgromadzą się w kościołach. Insurekcja wybucha jednak wcześniej. Warszawiacy zdobywają Arsenał przechwytując  zgromadzone tam zapasy. Moskale zostają zaskoczeni i muszą bronić się w izolowanych punktach, albo przedzierać do swoich. Budynki bronione przez okupantów są jednak zdobywane szturmem. Jeden po drugim. Przedzieranie się przez barykady i ulice też nie jest  łatwe bo wszak to Rosjanie są na obcym terenie. Do 19 kwietnia Stolica Rzeczpospolitej jest  wolna.  Zdobyto m.in gmach rosyjskiej ambasady, w którym znaleziono archiwa wywiadu i tajnej policji. Co najmniej dwa tysiące rosyjskich żołnierzy zginęło, a kolejne dwa (z hakiem) dostało się do niewoli. To około połowy stanu garnizonu sprzed wybuchu powstania.  Straty powstańców  też były duże, wyniosły ok. 1200 zabitych.22-23 kwietnia litewscy powstańcy opanowali Wilno. Insurekcja była u  swego szczytu.

Żeby trochę przyciemnić obraz Powstania Warszawskiego 1794 r. warto nadmienić, że „lud Warszawy” często przy okazji walki z Moskalami grabił domy bogatszych mieszczan. Wielu Rosjan zostało zamordowanych już po walce. Przyczyną były zarówno zrozumiała nienawiść do brutalnego okupanta jak i wpływy jakobinów. W tym samym czasie „militarystyczny, terrorystyczny, ludobójczy i paranoiczny” reżim francuski pławił się we krwi własnych obywateli i wojował z całą Europą. Powstanie w Rzeczpospolitej było mu na rękę po odciągało siły pruskie z frontu i wiązały walką Petersburg.  Ideologia jakobińska znalazła podatny grunt  także w rozrywanej przez zaborców Rzeczpospolitej. Tu i tu walka rewolucyjna. Podatny grunt się znalazł tym bardziej, że Jego Królewska Mość miał charakter raczej słaby i systematycznie tracił na popularności, a cześć  magnaterii zorganizowała „targowicę”. Na szczęście sam Kościuszko odżegnywał się od krwawego radykalizmu choć niewątpliwie był swego rodzaju protosocjalistą i lewicowcem. 

Rok Krwi i Chwały

To nie był jednak koniec walk o Stolicę w sławnym 1794 r. Pomiędzy 13 lipca a 6 września Warszawa była oblegana przez wojska Prus wspierane przez Rosjan. Obroną dowodził osobiście Naczelnik Kościuszko. Jako dowódca polowy, wbrew mitom, był mocno przeciętny. Jednak jako fortyfikator sławę zyskał już podczas walk za Oceanem.  Reduty i okopy rozmieszczone na przedmieściach lewobrzeżnej Warszawy wytrzymały napór wroga. Były tak rozmieszczone by wspierać się wzajemnie ogniem. Luki między nimi umożliwiały działanie naszej kawalerii i kontrataki piechoty. Na przedpolach wykopano fosy i wilcze doły. Miasta broniły wojska regularne, ówczesna OT czyli milicje miejskie i kosynierzy.  Na szańcach dowodzili generałowie, którzy później zyskali sławę w wojnach napoleońskich – Dąbrowski, Zajączek, książę Poniatowski. Z kolei głównodowodzący wojsk oblegających Warszawę, król Prus Fryderyk Wilhelm II wodzem był raczej mało błyskotliwym. Po paru nieudanych szturmach agresorzy zwinęli oblężenie.

Gdy jesienią wielki wódz rosyjski Aleksander Surworow spróbował kolejnego ataku postawił na  taktykę, którą lubił  czyli szybkość i zaskoczenie. Zawsze uważał, że szybki szturm jest lepszy od długiego oblężenia, podczas którego wojsko zabija nie tyle wróg co ciągnące się za armiami epidemie.  Zaatakował  więc od wschodu,od strony Pragi, gdzie szańce były słabsze. 3 listopada  rozpoczęła  się nawała artyleryjska. 4 listopada o świcie i w gęstej mgle Rosjanie cicho podeszli pod wały. Fosy zostały zasypane wiązkami wikliny, a oddziały szturmowe zaczęły się piąć po drabinach. Opór był heroiczny, pospołu walczyli żołnierze i milicjanci. Katolicy, protestanci i Żydzi. Atak był jednak  tak zaskakujący i wściekły, że po 4 godzinach walczyły tylko niedobitki Naszych sił.  Po wybyciu uzbrojonych zaczęła się eksterminacja, gwałty, grabież i podpalanie. Nie oszczędzano nikogo.  Wisła zabarwiła się na czerwono, a łuna pożarów zasiała grozę w sercu Warszawiaków zza Wisły. Stary generał co prawda wydał rozkazy by „z babami nie wojować”, ale ta masakra w stylu Batu-Chana walnie przyczyniła się do kapitulacji lewobrzeżnej części Warszawy. Liczbę ofiar polskich szacuje się na ok. 6000 zabitych żołnierzy i 7 do 20 tysięcy wymordowanych cywilów. Straty rosyjskie to co najmniej 1500 zabitych. Surworow wysłał do Katarzyny II, krótkie sprawozdanie „Ura! Warszawa nasza!” na co caryca poinformowała go o awansie „Ura! Feldmarszałku!”. Tak skończył się opór powstańczej Warszawy w roku 1794. 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *