Wojna pięciodniowa cz. 1


Na obrazie powyżej możecie zobaczyć mapę Osetii Południowej sprzed wojny gruzińsko-rosyjskiej w 2008 roku. O niej dziś opowiem.  Choć chyba lepiej nazwać to zajawką do serii  wpisów, które pojawią się za jakiś czas. Warto opowiedzieć o tej wojnie.  Historia bowiem to nie tylko rzymskie legiony i rycerze w zbrojach, ale i wydarzenia sprzed paru lat.

Na fotce zniszczone pozycje tzw. „sił pokojowych” (tj. rosyjskich oddziałów wspierajacyh Osetyjczyków Południowych). Sierpień 2008 r.

 

 

 

 

 

 

 

Kolorem żółto-brązowym na mapie oznaczono tereny, które tuż przed tą wojną kontrolowały władze „zbuntowanej republiki”, zielony zaś to tereny, które jeszcze na początku sierpnia 2008 kontrolowała Gruzja. Czemu Saakaszwili nie nakazał ewakuowania gruzińskich wiosek i posterunków w tej zapadłej okolicy? Trzeba Wam wiedzieć, że Osetia Południowa to kraina wielkości Bieszczad z Pogórzem Przemyskim. Z podobną gęstością zaludnienia. Tyle, że góry „nieco wyższe”. Nie ma tam żadnych cennych złóż nie licząc owiec.  W całej Gruzji górskie wioski wyludniają się. Młodzi, i owszem, lubią przyjeżdżać na urlop do chaty dziadków.  Na codzień żyć wolą jednak w miastach. Niewielu decyduje się na zostanie we wsiach, które zimą są ( często na wiele miesięcy) odcinane od świata przez zaspy. Problem rozwiązał by się, że użyje cynicznego stwierdzenia, „biologicznie”. Czy chodziło o  osobisty honor prezydenta i chęć pokazania społeczeństwu, że potrafi walczyć o całość Gruzji? Być może…A być może nie miał innego wyboru.

Na fotce – pogranicze gruzińsko-osetyjskie. Zdjęcie własne.

Dlaczego wojska gruzińskie uderzyły pierwsze? Czy armia gruzińska zdała egzamin czy go oblała? Czy „wyprawa prezydentów” pod wodzą Lecha Kaczyńskiego miały jakiś wpływ na przebieg wydarzeń? Jak sprawdziła się w tej wojnie broń importowana z Polski? Jakie były plany władców z Kremla i co Moskowia zyskała na tej wojnie? Czy wojna zaczęła się w sierpniu 2008 r. czy wcześniej? I jak, w ogóle, powstały zbuntowane republiki Abchazji i Osetii Południowej? O tym też trzeba opowiedzieć…

Na fotce gruzińscy strzelcy wyborowi w akcji

 

Czy nie lepiej było próbować działać na kierunku abchaskim? Abchazi, krewniacy Czerkiesów, nigdy nie pałali bowiem specjalną sympatią do Rosji. Tyle, że podczas rozpadu ZSRR (tak apropo parę dni temu zmarł jeden z głównych „winowajców” rozpadu Imperium – Richard Pipes rodem z Cieszyna)  bardziej bali się Tbilisi niż Moskwy. I mieli ku temu niemałe podstawy. Przez wieki jednak Gruzja i Abchazja żyły ze sobą w symbiozie trochę podobnie jak Polska i Litwa. Gdyby drążyć ten kierunek… Kto wie. Nie wiem jednak czy te moje kalkulacje nie są mrzonkami. Nie znam bowiem lokalnych uwarunkowań, aż tak dobrze. Teoretycznie wyrwanie Abchazji z łap Moskwy było by korzystne dla obu narodów. Trzeba tu koniecznie powiedzieć jak wygląda Abchazja. To niewielki ( ok. 8500 km2) kraik z niesamowitą przyrodą. Szczyty Kaukazu sięgają tutaj „tylko” nieco ponad 4000 m.n.p.m. Niższe pasma spadają wprost do Morza Czarnego, a klimat wybrzeża geografowie określają jako subtropikalny. Idealne miejsce dla turystów. Odkąd jednak Abchazja „wygrała” wojnę w 1993 r. kraina ta jest jedną z „czarnych dziur”. Czy była szansa na dogadanie się z Abchazami? A może były szanse by dojść do porozumienia z Osetyjczykami? W końcu jeden z największych średniowiecznych wodzów gruzińskich był jednocześnie księciem Alanów. Czyli dawnych Osetyjczyków…  O tym też opowiedzieć trzeba. Szerzej o tym wszystkim – za jakiś czas 😉 

Poniżej – wybrzeże Abchazji. 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *