Droga życia czy słaba kroplówka?


„(…) Ten kraj może zmieniać słowa, wiersze, słownictwo, ale Rosja nigdy nie zmieni melodii (…)”

Słowa te, wypowiedział (w przyplywie pijackiego geniuszu) Aleksander Kwasniewski. Są wyjatkowo trafne. Rosja nigdy nie zmienii melodii. Czy pod szyldem prawosławnego caratu, czy pod sztandarem z czerwoną gwiazdą, czy w hybrydowym wariancie Rosji Putina, zawsze będzie chciała mieć kontrolę nad Krymem. Niedawno Jego Wysokość Umiłowany Przywódca Władymir osobiście przejechał ciężarówką z Półwyspu Tamańskiego na Krym. Oznacza to, że most na „wyzwolony” w 2014 r. półwysep został otwarty. Dzieło to jest  naprawdę imponujące. Według oficjalnych danych cześć samochodowa ma ponad 18 km długości i 4 pasy ruchu. Cześć kolejowa 2 tory i prawie 17 km długości. Most znajduje się 35 metrów nad lustrem wody by nie blokować żeglugi. Imponujący jest też czas w którym Rosjanom udało się postawić to dzieło inżynierii. Otwarto go pól roku przed planowanym terminem. Dodać należy, że Ciśnina Kerczeńska znana jest z strasznych sztormów i niszczycielskich ruchów kry lodowej. Moskalom jednak wyszło – jak chcą to potrafią. Władca Moskovii dba o to by jego najcenniejsza zdobycz nie wyglądała jak Abchazja, Naddniestrze czy koontrolowana przez Moskwę część Donbasu. Ludziom z „budżetówki” płaci się dobrze, buduje się i remontuje. Przy okazji daje się zarobić swoim. Firma budująca most należy do „barina”, który jest ulubionym sparingpartnerem Przywódcy. 

Prorsyjscy bojówkarze wspierający sily inwazyjne. Marzec 2014 r.

Liczba turystów jednak do tej pory jest mniejsza niż za czasów rządów Kijowa. Obywatele Ukrainy jeżdzą w inne cześci swego wybrzeża. Plaż pomiędzy deltą Dunaju, a ujściem Dniepru jest dość. Ładne plaże są też nad Morzem Azowskim. Bogaci Moskale wolą Saint-Tropez, a biedni  daczuszkę nad jeziorem koło swego miasta. Dziesiatki tysięcy ludzi wyjechało z półwyspu z przyczyn politycznych. Właściciele pensjonatów otwierają je na nowo w Karpatach czy we Lwowie. Właściele barów z tatarskim jedzeniem otwierają je na nowo w Kijowie czy Charkowie. Producenci wina sadzą krzewy winne pod Odessą. „Nowi Krymianie” nie umieją zapełnić tej luki.  Do tej pory poważnym problemem jest dostęp do wody pitnej. Półwysep Krymski składa się z suchych stepów i wapiennych gór. Rozwój rolnictwa nastapił w czasach sowieckich, kiedy wykopano kanał, który dostarczał na pólwyspe wodę z Dniepru. Po aneksji rząd ukraiński zamknął przepływ wody. Jeśli anektowane terytoium ma funkcjonować, Rosja musi rozwiązać ten problem. Ukraina utrudnia  też (i słusznie) przepływ gazu i energii elektrycznej. W tym roku ma powstać gazociag dostarczający na Krym gaz z Kubania (region na zachodzie Północnego Kaukazu), ma powstac też „most elektryczny”. Problem w tym, że wszystko to będzie kosztowac bardzo dużo. Trzeba przebudować infrastrukturę energetyczną na półwyspie ponieważ obecna jest zintegrowana z siecią ukraińską. Co więcej  trzeba będzie wybudować nowe siłownie w rosyjskich elektrowniach w regionie bo obecne są zbyt słabe. Koszty przyłączenia strategicznego punktu są spore. Tym bardziej, że ceny gazu i ropy, z których żyje Rosja, w ostatnich latach były niskie. 

Marzec 2014 r. „Zielone Ludziki” na Krymie. Operacja zajęcia Półwyspu Krymskiego była przeprowadzona modelowo. Krym jednak łatwiej był zająć niż utrzymać. 

  Krym „wyzwolony” jest też krainą gdzie rządzi wojsko i tajna policja. Ci którym rządy rosyjskie się nie podobają (głównie Tatarzy Krymscy i Ukraińcy) są wrabiani „w bandyctwo i narkotyki” i trafiają na Syberię. Lub też „znikaja” tj. lądują nad dnie Morza Czarnego z kawałkiem żelastwa przywiązanym do nóg. Jeszcze inni są zmuszani do wyjechania „na ukraińską stronę”.  Jakby nie polukrować to jednak Krym został w rozbójniczy sposób odebrany Ukrainie. Ukrainę można lubić, bądź nie lubić, ale prawo międzynarodowe jest prawem międzynarodowym. Buduje się kolejny rurociag po dnie Bałtyku, niedlugo rozpocznie się mundial… 

Flota Czarnomorska zawsze była jednym z ulubionych narzędzi władców Rosji. Na obrazku bitwa floty tureckiej i rosyjskiej podczas wojny krymskiej.

P.S.

Unia będzie dawać nam mniej pieniędzy. Czy powinniśmy płakać? Odpowiem tak. Jest takie miasto pomiędzy Rzeszowem a Krosnem, które nazywa się Strzyżów. W tymże miasteczku rosły sobie na rynku drzewa i krzewy. W letnie dni dawały kojący cień. Można było usiąć na ławeczce by w cieniu liści zjeść loda czy zapalić papierosa. W ramach „cywilizowania kresów Unii” drzewa zostały wycięte. Krzaki wyrąbane. Miejsca gdzie była trawa jest teraz piekna kostka brukowa. Rynek w skwarne dnii zamienia się w patelnię. Tak właśnie wygląda „cywilzowanie” za pomocą „środków pomocowych”. Nie zawsze i nie wszędzie, ale bardzo często. Dlatego lepiej dostać mniej, a mądrzej wydać. A najlepiej mieć pieniądze swoje. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *