Przerwać aortę Vietcongu cz. 1


 Nowa wojna w Indochinach

    Zakończenie w 1954 I wojny indochińskiej nie było końcem przemocy w tym regionie świata. W wyniku porozumień w Genewie Francuzi odeszli na zawsze.Ukształtowały się dwa wietnamskie państwa. Jedno na północy, drugie na południu. Już trzy lata później,  w 1957 roku wietnamscy komuniści rozpoczęli rebelię, która miała obalić rząd nowo powstałej Republiki Wietnamu Południowego. Otrzymali pełne poparcie Wietnamu Północnego. Celem  walki tzw. Viet Congu (VC) było zjednoczenie i komunizacja całego kraju. Powstanie rozwijało się całkiem nieźle. Wietnam Południowy był biednym, rolniczym krajem. Władza była skorumpowana. Policja brutalna. A Wietnamscy komuniści byli siłą, która przepędziła Francuzów po 11 letniej wojnie partyzanckiej. Nic dziwnego, że wielu chłopów zaczęło popierać komunistów. Inni byli skutecznie zastraszani. Nocą, na południowowietnamskiej  prowincji niebezpiecznie było być zwolennikiem rządu.  Bolszewicy z Hanoi (stolicy komunistycznego Wietnamu) musieli jednak realnie wesprzeć partyznatkę na południu. Żeby jednak to uczynić potrzebny był sposób by dostarczyć swoim zwolennikom broń, amunicję i inny potrzebne do walki rzeczy.

Droga Życia Viet Congu

Tak właśnie powstał legendarny dziś Szlak Ho Chi Minha. Początkowo wyglądał tak jak wyobraża sobie go wielu ludzi. Były to faktycznie ścieżki wydeptane w dżungli, po których szli ludzie-mrówki objuczeni amunicją i bronią. W miarę jednak intensyfikacji walk  przestało to wystarczać. Tym bardziej, że od początku lat 60-tych gwałtownie wzrasta pomoc Amerykańska dla rządu w Sajgonie – stolicy Południa. Najpierw są to doradcy szkolący Armię Republiki Wietnamu (ARW). Potem pojawiają się śmigłowce i komandosi. W 1964 r. Amerykanie rozpoczynają naloty na Wietnam Północny, a w 1965  pełnoskalową interwencję. Komuniści wietnamscy zyskują zaś coraz większą pomoc zarówno Układu Warszawskiego jak i Chin Ludowych. Skutecznie przy tym rozgrywają konflikt między Pekinem a Moskwą, tak by uzyskać jak najwięcej. Są komunistami i nacjonalistami. Naprawdę wierzą, że komunizm da ich narodowi szczęście.

Od zdobycznych karabinów po nowoczesne rakiety

Partyznatka rozwija się z każdym miesiącem. Coraz częściej VC zaczyna używać w boju moździerzy, dział bezodrzutowych, miniaturowych „katiusz” itp. Tego wszystkiego nie da się tak łatwo przenieść na grzbiecie tragarzy, czy jucząc tzw. rowery towarowe. Pod okiem saperów północnowietnamsich, chińskich i sowieckich rozpoczyna się więc ewolucja Szlaku ze zwykłej trasy dla przemytników w jedno z najwspanialszych arcydzieł wojskowej logistyki w dziejach. Budowane są drogi pokryte szutrem, czasem z podbudową z belek.  Powstają przepusty dla wód górskich potoków. Często szlak rozwidla się, dzięki czemu po zniszczeniu jednego odcinka trasa nie jest zablokowana. W rzekach i potokach budowane są brody z betonowych płyt lub np. belek i kamieni.  Nieliczne mosty są silnie bronione przez artylerię przeciwlotniczą. Przy drogach powstają się też magazyny, podziemne bunkry,  warsztaty, zbiorniki paliwa,szpitale polowe. Tworzone są obozy służące dla odpoczynku żołnierzy Armii Północnego Wietnamu (NVA), którzy przemieszczają się na poludnie by grać tam rolę „zbuntowanej ludności”. Na szlak wyjeźdżają sowieckie Kamazy,  Tatry z Czechosłowacji oraz produkowane w PRL-u Jelcze i Stary. Z kolei Pekin wysyła tysiące robotników, którzy pomagają w naprawianiu i rozbudowywaniu dróg. Wszystko jest doskonale maskowane, czemu sprzyja teren – góry pokryte dżunglą. Tuż przed granicą Wietnamu Południowego ciężarówki rozładowywano. Bezpośrednio do partyzantów zaopatrzenie docierało faktycznie na wozach ciagniętych przez woły i rowerach towarowych czy rzecznych rybackich łódkach. Mnóstwo broni przemycano też drogą morską. Ukrywano ją pod pokładami rybackich dżonek. Przejmowano  w nadmorskich wioskach i bagnach delty Mekongu. Jak szacował amerykański wywiad w 1965 tylko Szlakiem via Laos i Kambodże docierało do bojowników VC (i żołnierzy NVA skierowanych do walki z rządem w Sajgonie) nawet 90 ton zaopatrzenia dziennie. Byłą to dla komunistycznej rebelii prawdziwa główna aorta.

Rower towarowy – miał udźwig do 300 kilogramów.

Słabość Laosu i Kambodży 

Wszystko to było  możliwe tylko dlatego, że Laos nie radzi sobie (mimo pomocy USA i interwencji Tajlandii) z partyzantką komunistyczną tzw. Pathet Lao. Zresztą wspierają ją bezpośrednio całe dywizje NVA. Oczywiście „ich tam nigdy nie było” niczym wojsk rosyjskich na Ukrainie.   Natomiast w Kambodży król Sihanouk przymykał oko na obecność Wietnamczyków starając się nie wchodzić w konflikt z tym małym tygrysem. Widocznie bardziej bał się Hanoi, Pekinu i Czerwonych Khmerów  niż Waszyngtonu.

Eksplozja bomb napalmowych – tutaj naloty w okolicach Sajgonu.

Milion ton tajnych bomb

  Amerykanie doskonale  wiedzieli, że bez przerwania tej aorty Viet Congu wojna jest niemożliwa do wygrania. Oficjalnie nie interweniowali bezpośrednio z powodów politycznych. Nieoficjalnie rozpoczęli kampanię lotniczą na gigantyczną skalę. Szlak został zarzucony ok. 1 100 000  ton bomb. Dla porównania  tonaż  bomb zrzuconych na Niemcy  w czasie II wojny światowej to 1 300 000 ton. Napalm, bomby fosforowe, bomby burzące. Bardzo często zrzucano różnego rodzaju bomby kasetowe czyli takie, które rozrywają się nad ziemią wyrzucając z siebie dziesiątki mniejszych bombek. Spadały niczym ognisty grad  na trasy przemieszczania się północnowietnamskich samochodów.  Starano się oszczędzać cywilów, jednak nie dało się uniknąć pomyłek. Często też bombki z kaset nie wybuchały. Niewypały zabijają Laotańczyków do dziś. Skutkowało to oczywiście wzrostem poparcia dla Pathet Lao. Same naloty zrażały do Amerykanów laotańskich chłopów nie przyniosły oczekiwanych skutków. Naloty nie przerwały transportu ludzi i broni na południe. Ciężarówki jechały nocą, w dużych odstępach od siebie. Po „wybombardowaniu” jednego odcinka trasy wyznaczano objazdy. Zniszczenia naprawiano za pomocą tak  koparek i spychaczy jak i motyk i łopat. Smaczku dodaje fakt, że łopaty obsługiwały głównie wietnamskie nastolatki płci żeńskiej. „Drogi Życia” żyła mimo ataków.  Do tego łupem obrony przeciwlotniczej padało wiele samolotów. Komuniści polowali na Amerykanów strzelając do nich z dział przeciwlotniczych, działek automatycznych i karabinów maszynowych. Szlaku broniły też sowieckie rakiety ziemia-powietrze. Pod koniec wojny Moskwa zaczęła dostarczać także ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze naprowadzane na ciepło silnika. Natomiast wietnamskie MIG-i zajmowały się głównie obroną Hanoi i portu w Hajfongu przez który płynęło zaopatrzenie z państw Układu Warszawskiego. Groźna dla amerykańskich pilotów była tez przyroda Indochin.  Samoloty rozbijały się o zbocza gór. Szczególnie niebezpieczna była pora deszczowa.

Metody niekonwencjonalne

      Skoro zwykłe bombardowania nie działały jak powinny chwytano się metod niekonwencjonalnych. Zrzucano np. specjalną substancję, która wywoływała osuwiska. Z miernym skutkiem. Rozpylano też jodek srebra by rozbić chmury i mgły. To także nie przesądziło o zwycięstwie. Lepszym pomysłem było niszczenie dżungli za pomocą napalmu i defoliantów. Ta, bądź co bądź, barbarzyńska metoda wzmacniała tylko ruch antywojenny w USA, natomiast jej skuteczność bojowa też była umiarkowana. Puszcze Laosu były zbyt duże by je spalić, a po „opyleniu” defloiantami liście po czasie odrastały. Starano się niszczyć przeprawy na rzekach i mosty. Brody, ukryte pod nurtem były jednak bardzo trudne do trafienia. Natomiast mosty silnie broniono. Co utrudniało celowanie. Dopiero, gdy pod koniec wojny, gdy zaczęto używać bomb naprowadzanych laserowo ataki na nie były skuteczniejsze.

 Kruki, B-52 i kanonierki

   Szlak bombardowały ciężkie bombowce B-52 jak i samoloty szturmowe i myśliwsko-bombowe. Najskuteczniejsze okazały się jednak tzw. kanonierki powietrzne. To jest samoloty transportowe, których jedna z burt była uzbrojona w haubicę i automatyczne działka obrotowe. ich wadą była mała prędkość. Dlatego musiały działać nocą korzystając z flar i noktowizorów. Powolność była też jednak zaletą – ułatwiała celowanie. Umieszczenie uzbrojenia na burcie przedłużało czas nalotu. „Gunshipy” zataczały nad celem wielkie koła nie przerywając morderczego ostrzału. Wyniki były naprawde dobre. Z 4000 cieżarówek komunistycznych zniszczonych na szlaku w latach 1970-1971, prawie 2500 „załatwiły” kanonierki. Do dziś zmodernizowane  AC-130 (najpopularniejszy rodzaj kanonierki)  są używane przez USA w Syrii i Afganistanie.

Naloty trwały i trawły. Nie przyniosły jednak oczekiwanych rezultatów. Największą bolączką było rozpoznanie. Jak trafić w drogę, nad którą rosną drzewa, do tego spięte za pomocą lin by ich korony tworzyły tunel? Zrzucano  więc mnóstwo czujników Dane z nich przetwarzał superkomputer w Pentagonie. Danych było mnóstwo, nic nie było wiadome. Rozponanie prowadzily także tzw. „Kruki”. Byli to piloci latający na awionetkach. Oficjalnie, niczym Rosjanie w Donbasie, byli cywilami a nad Laosem latali sobie od tak.  W końcu piękny kraj.  Była to służba bardzo niebezpieczna, ale i bardzo dobrze płatna. Płaciło CIA. „Kruki” oficjalnie pracowały dla firmy Air America, „liniach lotniczych”, które są protoplastastami dzisiejszych prywatnych firm wojskowych takich jak osławione Blackwater/Academi. „Cywile” spełniali  swe zadania całkiem dobrze, jednak nic nie mogło zastąpić rozpoznania prowadzonego z ziemi. Nic nie mogło też zastąpić działań lądowych. Wojska rządowe Laosu w latach 60-tych zajmowała się głównie bronieniem stolicy kraju.. Armia khmerska de facto tolerowała NVA i VC na swoim terenie. Skutecznie szarpali jednak Szlak partyzanci generał Vang Pao i komandosi z jednostki SOG. O tych najwaleczniejszych tygrysach wojny wietnamskiej   dowiecie się jednak czytając kolejny odcinek.

C.D.N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *