Przerwać aortę Vietkongu cz. 3


Obok oddziałów generała Vang Pao wojnę podjazdową na Szlaku Ho Chi Minha prowadzili też komandosi z „Studies and Obserwation Group” czyli  „Grupy Studyjno-Obserwacyjnej„. Zbieżność nazwy z „Special Operations Group”  to oczywiście „przypadek”. W rzeczywistości SOG-owcy rekrutowali się z szeregów Zielonych Beretów, Rangersów i Sealsów. Działali przeważnie  w 12 osobowych grupach. W skład każdej wchodziło 3  amerykańskich komnadosów i 9 wojowników wywodzących sie z górskich plemion zamieszkujących wietnamskie góry. Ci  wojowniczy górale byli lekceważeni przez Wietnamczyków, którzy uważali ich za barbarzyńców. Dla SOG-u jednak byli prawdziwym skarbem. Świetnie radzili sobie w dżungli. Byli wspaniałymi tropicielami i snajperami.  Radzili sobie jednakowo dobrze z rozpalaniem ognia za pomocą kawałków drewna jak i obserwacją wroga za pomocą lornetki noktowizyjnej. Równie dobrze radzili sobie walcząc dzidą jak i miotaczem ognia.  Oddziały SOG był uzbrojone lekko – najcięższą bronią jakiej używali były moździerze i działa bezodrzutowe. Często, dla uzyskania efektu zaskoczenia, ubierali mundury północnowietnamskie. Zapewne nie jeden z nich strzelał ze zdobycznego kałasznikowa wyprodukowanego w Radomiu.  Podobnie jak armia gen. Vang Pao oficjalnie nie istnieli. Nie wiedziało o jej istnieniu większość kongresmenów i senatorów. Nie wiedziało o jej istnieniu nawet większość oficerów amerykańskich jednostek specjalnych walczących z Vietcongiem.

Przenikali  na okupowane przez NVA i Vietcong tereny Laosu, a od 1967 także  Kambodży.  Czasem przedzierali się  pieszo przez góry i moczary, aż z Wietnamu. Cześciej jednak  desantowano ich za pomocą helikopterów (czesto nocą) lub zrzucano na spadochronach. To właśnie komandosi SOG jako pierwsi wykonywali skoki spadochronowe podczas, których opuszcza się samolot na bardzo dużej wysokości, a otwiera czaszę spadochronu na minimalnej. Powrót z misji bojowych był też trudny – nie raz trzeba było umykać pościgowi wroga pieszo. A ścigały ich oddziały wietnamskiego specnazu i tropiciele z psami. Organizowano wielkie obławy.  Często bywało i tak, że komandosi ewakuowali  się pod ostrzałem uczepieni lin i drabinek sznurowych zwisających z pokładów helikopterów. Do ewakuacji wykorzystywano także samoloty. Używano wtedy tzw. systemu Fultona. Komandos wypuszał w górę balon z podczepioną liną. Za pomocą specjalnego uchwytu pilot samolotu chwytał balon i wojownik leciał w górę…

Godło jednostki. Na obrazku wyrózniającym – fotografia żołnierzy NVA wykonana przez zwiadowcę SOG.

 

 

 

 

  Głównym ich zadaniem był zwiad. Robili zdjęcia i filmy, sporządzali notatki. Przekazywali później te dane CIA i DIA (amerykanski wywiad wojskowy).  Za pomocą radiostacji naprowadzali też naloty bezpośrednio.Bywało i tak, że oddział SOG w sile kilku plutonów lądował na wzgórzu górującym nad jedną z odnóg Szlaku. Przy pomocy pił motorowych, worków z piaskiem, materiałów wybuchowych itd. błyskawicznie budowali umocnienia. NVA nie mogło sobie pozwolić na trwałe zablokowanie jednej z dróg więc ruszało do kontrataku. Wtedy komandosi wzywali na pomoc amerykańskie lotnictwo dzieki czemu równoważyli przewagę liczebną wroga. Po zadaniu komunistom sporych strat następował odwrót.  Innym ważnym zadaniem było ratowanie zestrzelonych lotników i odbijanie jeńców. Udało się ewakuować 170 pilotów i odbić 420 jeńców (choć byli to wyłącznie żołnierze Armii Wietnamu Południowego). Schwytano i doprowadzono do amerykańskich sztabów także 30 „języków”. Przeprowadzali akcje dywersyjnie i sabotażowe, organizowlai zasadzki, atakowali sztaby itd.  Akcje SOG-u wiązały też wiele tysięcy żołnierzy NVA i Vietcongu, którzy mogli by być użyci do innych zadań. Dokonywano też rajdów  na teren samego Wietnamu Północnego. Wydzielony, ściśle tajny pododdział SEAL-sów dokonywał takich rajdów droga morską.  Jak widzicie SOG-owcy byli, ogólnie mówiąc,  bardzo przydatni.

Góry, rzeki i dżungla…

Na jednostkę spadł deszcz medali.  Cena była jednak wysoka – poległo lub zmarło ponad tysiąc komandosów i wojowników jednostki. Niewielu przeżyło więcej niż 20 rajdów na tyły wroga. Wielu przepadło bez wieści. Niemal każdy, z tych co przeżyli, odniósł rany. Rozwiązano ją w 1972 r., ale doświadczenia zdobyte podczas operacji SOG miały ogromne znaczenie dla rozwoju amerykańskich sił specjalnych. Byli też inspiracją dla kultury vide plakat filmu, który widzicie poniżej.

 

 

 

 

 

 

 

 

W następnej cześci – o tym jak starano się sparaliżować dostawy dla partyzantów na terenie samego Wietnamu Południowego. To za tydzień. 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *