Przerwać aortę Vietkongu cz. 5
Wygrana, która była przegraną
W styczniu 1968 roku siły antykomunistyczne zdawały się mieć już całkowitą przewagę. Na okres miejscowych świąt Nowego (chińskiego) Roku zawarto rozejm. Rozejm, który został gwałtownie przerwany 30 stycznia… Żeby nie dublować wpisów tu macie tekst o ofensywie Tet:
https://chutornik.pl/2018/01/ofensywa-te/
Jak widzicie atak zakończył się dla komunistów klęską w Azji. Nie zakończył się jednak kleską w Ameryce. Ruch antywojenny nabrał po Tet wiatru w żagle. A skąd ów ruch się wziął? Amerykańskie społeczeństwo przechodziło ogromne przeobrażenia. W latach 50-tyc XX wieku USA była krajem w którym klasie średniej naprawdę żyło się najlepiej na świecie. Znacie ten świat z filmów. Domki na przedmieściu. Takie z trawnikiem, flagpolsem z Gwiaździstym Sztandarem i dającymi cień drzewami. W domku rodzina. Na werandzie ojciec – pan domu pali fajkę i czyta gazetę. Matka w kuchni kończy przygotowywać obiad. Chłopcy bawią się w kowbojów,a dziewczynki w sławne aktorki. W garażu ogromny pontiac czy inny ford. Na ścianie krzyż. Dla pokolenia, które przeżyło depresję gospodarczą lat 30-tych i II wojnę światową był to świat idealny. Spełnienie „amerykańskiego snu”. Ich dzieciom jednak przestało to wystarczać. Chcieli czegoś więcej. Tylko czego? U progu lat 60-tych jeszcze tego nie wiedzieli.

Ameryka przełomu lat 50-tych i 60-tych to też świat, w którym w wielu stanach Mudżyn nie mógł skorzystać z umywalki „tylko dla białych”, emigranci z Meksyku żyli czesto w warunkach XIX wiecznych, Indianie wegetowali w rezerwatach itd. Czesto też szacowni ojcowie rodzin mieli „lewe baby” na boku. Godne uznania matrony miewały swoich fagasów. A oficjalnie udane małżeństwa były de facto fikcją. Tworzyło to wszystko swoistą beczkę prochu. Zapalnikami dla społecznej rewolty była nowa muzyka – rokendroll, rozpowszechnienie używania „poszerzaczy świadomości” takich jak LSD czy psylocybina, twórczość literacka tzw. beatników, ruch dażący do równouprawnienia Afroamerykanów i wojna w Indochinach. Nowy Świat miał być naprawdę lepszy. Pozbawiony hipokryzji, kłamstwa, wyzysku, chciwości. Pełny zaufania, miłości i duchowości. Kontrkultura brała z różnych kultur to i tamto. A to coś od „rdzennych Amerykanów”, tu szczyptę buddyzmu, tam garść filzofii Carla Gustawa Junga. W gruncie rzeczy uznać ją mozna za kolejną w historii masową herezję chrzećijańską ubraną w kwieciste poncza hipiesów. Czy można było sobie wyobraźić, że gdzieś w alternatywnym świecie nigdy nie wybuchła? To pytanie z gatunku pytań o świat bez rewolucji francuskiej, I wojny światowej czy elektryczności. Jakie są jej skutki dziś? Próba odpowiedzi na to pytanie przekracza ramy wpisu. Zajmiemy się więc tym jaki wpływ miała na przebieg wojny w Wietnamie.

Wraz z intensyfikacją amerykańskiej interwencji w Wietnamie narasta też kontkuturowy opór. Dziwna to rewolta bo większe znaczenie ma w niej seks oralny niż koktejle mołotowa, nie mniej skutecznie podkopująca morale. Z roku na rok liczba ochotników (na poczatku naprawdę duża) zgłaszającyh się do słuzby frontowej maleje. Spada też morale poborowych. Żołnierze „zasadniczej” widzą, że studenci mogą się bawić, gdy oni muszą biegać po ryżowiskach. Do tego pod kulami. Szerzej pisałem o tym tutaj: https://chutornik.pl/2017/11/czarni-pod-dak-to/

Uniwersytety zaś stają się z kolei bastionami ruchu antywojennego. Szczególnie wydziały humanistyczne, ale przecież chłopcy z polibudy chodzą na te same koncerty co dziewczyny z filologii, palą z nimi tarwkę, piją łiskej i uprawiają wyzwoloną miłość. I przesiakaja ideamii. Na demonstracjach antywojennych pojawiają się flagi Vietcongu. Palone są flagi USA i „bilety” do wojska. Policja jest bezradna. W końcu Ameryka to wolny kraj i każdy może mówić co chce. Nie bez znaczenia jest też poparcie dla ruchu antywojennego zadeklarowane przez sławnych ludzi. Dla studenta matematyki słowo Bertranda Russella ma znaczenie niebagatelne. Choć sam Russell opowiada o tej wojnie brednie kopletne. Dla czarnego chłopaka z Harlemu ważne jest to co powiedział o Wietnamie Muhamad Ali.
Jaki wpływ na ruch antywojenny miały wywiady państw komunistycznych? Oczywiście nie było tak, że Jenis Joplin pracowała dla KGB, a Morrison (notabene syn admirała) był majorem GRU. Po prostu Hanoi, Moskwa i Pekin skorzystały z okazji. Podsycając oczywiście nastroje pacyfistyczne i defetystyczne za pomocą agentury i tego co dziś nazywa się fake newsami. Taki Russell uwierzył w „amerykańskie Waffen SS”, tak jak 30 lat wcześniej George Bernard Shaw uwierzył, że w ZSRR nie ma żadnego głodu. Niektórzy ludzie ze świecznika np. aktorka Jane Fonda jeżdzili do Hanoi i fotografowali się przy działach przeciwlotniczych. Komuniści z Hanoi oczywiście uważali takich „turystów” za ćpunów, idiotów i zdrajców swojego kraju. Chętnie jednak korzystali z tych specyficznych „przysług”. Mimo klęski ofensywy Tet wiedzieli, że amerykański rząd nie wkroczy na stałe do Laosu i Kambodży. Wiedzieli, że poparcie dla wojny spada. Wiedzieli, że Szlak nie zostanie przerwany. Wiedzieli, że rozbite oddziały mogą sie przegrupować i zregenerować w dżungli tuż za granicą Wietnamu. Postanowili zwyczajnie poczekać. Cierpliwie. Tak jak uczył Sun Tzu – zwyciężyć bez zwycięstwa.

W ostatnich latach amerykańskiej interwencji ich wojsko w Wietnamie przypomina w pewien sposób armię Mikołaja II w 1917 r. Lekceważenie, zastraszanie a nawet zabijanie oficerów. Odmowy wykonania rozkazów. Powszechne pijaństwo a nade wszystko plaga spożywania opium i jego pochodnych. Nastrój klęski… Kontyngent amerykański był coraz mniejszy. Za to ARW biła się coraz lepiej. Przekazywano jej broń i sprzet. Wydawało się, że uda się wyjść z wojny honorowo i zwycięsko. W 1969 rozpoczeły się w Paryżu negocjacje pokojowe. Delegacja z Hanoi wiedziała, że czas gra na jej korzyść. Potrafili się więc wykłócać o kształt stołów na sali obrad itp. Tymczasem ciagle ginęli „amerykańscy chłopcy” i ciagle spadło poparcie dla wojny. W 1969 demokratę Johnsona zastąpił w Białym Domu republikanin Nixon. Postanowił wzmocnić pozycję negocjacyjną Waszyngtonu i Sajgonu poteżnym ciosem. Bezpośrednim, jawnym uderzeniem w Szlak. O tym w kolejnym odcinku.
Foto 1 – Komandosi Amerykańscy i Południowowietnamscy
Foto 2 – protest antywojenny.
Foto 3 – rytualne palenie zioła.
Foto 4 – patrol VC.
Foto – żołnierze NVA (których oficjalnie w Wietnamie Południowym nie było).
P.S.
A tak w ogóle Viet Cong nigdy oficjalnie nie istniał. Oficjalnie istniał polityczny Front grupujący różne siły opozycyjne wobec rządu w Sajgonie. To , że miał własną partyzantkę, a dominującą rolę odgrywali w nim komuniści to oczywiście „mało znaczacy szczegół”.
P.S. 2
Wszystkim Janom, a szczególnie stolarzom – najlepsze życzenia 😉