Sajgon i Kabul czyli pułapka sukcesu


W kwietniu 1975 NVA wkroczyły do Sajgonu. To była największa klęska w historii USA. Wkrótce dowiecie się dokładnie, jak to się stało. Przed Wami jeszcze ostatni odcinek „serii wietnamskiej”. Dziś o tym co z tej wojny wynikło. 

 

 ZSRR był beneficjentem tego  zwycięstwa Wietnamu Północnego. „Światowa rewolucja” dostała wiatru w żagle. Klienci Moskwy zdobywali władzę w kolejnych krajach. Nikaragua, Etiopia, Mozambik, Angola. Oczywiście nikt w Moskwie  już nie wierzył w „Wieczne żywe idee marksizmu-leninizmu”. Trzeba jednak było jakoś uzasadniać swoją władzę. Na sowieckiej „górze” jedni wierzyli nadal, że uda się tak rozmiękczyć Zachód, że Europa w końcu będzie ich, a USA zostaną rzucone na kolana. Inni myśleli o czymś w rodzaju „chińskiej drogii”. Przejścia od komunizmu do kapitalizmu z silnym wpływem państwa. Bez „wyprowadzania” czerwonych sztandarów. Pod koniec dekady, podczas której padł Sajgon, Sowieckie czołgi przekroczyły most na rzece Pandż. Okazało się, ze był to o jeden most za daleko… 10 lat później sowieckie czołgi ozdobione tymi samymi  chorągwiami wracały tym samym mostem. Jako ostatni przebył most dowódca kontyngentu –  gen. Gromow. To był przedostatni gwóźdź do trumny Imperium Sierpa i Młota. 

10 lat walk w afgańskich górach walnie przyczyniło się do rozpadu ZSRR. Wbrew powszechnym opiniom „Afgan” nie wykończył Sowietów finansowo. Roczne koszty działania 40 Armii i innych jendostek sowieckich nigdy nie pożerały wiecej niż kilka procent sowieckiego budżetu wojskowego. Wojna afgańska nie wykrwawiła też Armii Radzieckiej. Co prawda statystycznie zwykły  sowiecki żołnierz miał 3 razy większą szansę na śmierć w Afganistanie niż jego amerykański opdowiednik w Wietnamie. W liczbach bezwględnych wyglada to nieco inaczej. 58 000 poległych, zaginionych i zmarłych żołnierzy – bilans strat amerykańskich w Idnochinach. Sowieci stracili podczas swej ostatniej wojny ok. 30 000 zabitych wg. nieoficjalnych danych. To niewiele jak na warunki sowieckie. Afgan był klęską z innego powodu. To była klęska mentalna. Porażka „niezwyciężonej armii”. W  wojnie, której oficjalnie nie było. Oficjalnie sowiecki kontryngent kopał studnie, budował szkoły i elektrownie i czasem ścigał po górach jakies luźne bandy. Sołdaci wracający z  dzikiej wojny nie byli przez lokalne  władze traktowani jak „gieroje”. Byli zbędnym balastem. Wielu piło i ćpało. Wielu zostało bandytami. Wszyscy to widzieli. I to niszczyło wiarę w państwo. A bez wiary żadne państwo istniec nie może. Nałożyły się na to inne kłopoty. „Solidarność” w Polsce, Regan w Białym Domu, celowe obniżanie cen ropy i gazu, ogólna degrengolada ekonomiczna i społeczna. ZSRR po wejściu do Afganu wszedł na równię pochyłą. A mogło być inaczej. Gdyby nie zwycięstwo w Wietnamie, gdyby nie szybujące po 1973 r. ceny ropy i gazu, to być może zaczeto by reformy gospodarcze wcześniej. Za Gorbaczowa było już za późno. 

Na fotce nr 1 – specnazowcy po powrocie z akcji. Lata 80-te XX wieku.

Na fotce nr 2 – ewakucja uchodźców z dachu amerykańskiej ambasady w Sajgonie. Kwiecień 1975 r.

Na fotce nr 3 – rzeka Pandż

P.S.

Podobno leciało niedawno w TVP – https://chutornik.pl/2016/10/rytm-siekier-recenzja-woynia/  Jeśli nie widzieliście go ani w kinie, ani w telewizji ani na laptopie, to oglądnijcie koniecznie!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *