Po zachodzie


Mgła już się snuje 

po ulicy Nadbrzeżnej, Sportowej

Tam zawsze kapliczka

wierzby i szum wody

I gwiazdy nad nią

Oba wozy 

Noc na progu jesieni 

Noc na  końcu lata

Piękna jak zawsze

Jak każdego roku

A tej nocy  pusto

Tak pusto, tak strasznie

Strach wieczorny

tam w klatce piersiowej

Albo, prędzej na niej

Siedzi na człowieku 

kosmaty i szpetny

jak zmory 

 co w dawnych czasach 

dręczyły ludzi nocami

 

 

 

 

A może żadne zmory?

Zwykłe zanikanie

rozpływanie się

zachodzenie słońca

Proces naturalny znikania

Jakby mięsień sercowy

kurczył się

malał

w rytm

stukotu kół

z każdą wierzbą

z każdym łanem kukurydzy

które  znikały

za horyzontem

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *