Mały Dżygit cz. 1


Festiwal ku czci tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska poraża poziomem hipokryzji.  Aleksander Hall grzmiący, że winny jest rząd. Pacyfikowanie „mowy nienawiści”. Pół, albo i więcej kraju rozpacza jakby zabito świętego a przynajmniej narodowego bohatera. Podobno mają nawet organizować „miesięcznice” ku czci „poległego”. Zmarłemu niech ziemia lekką będzie. Świeżo ostygło ciało, a dusza jest tam gdzie każdy trafi. To jest w innym świecie. Robienie z niego jakiegoś bohatera, bezinteresownego działacza społecznego przekracza granicę groteski. Stadne zachowania są ludzkie, ale dobrze używać też bardziej złożonych funkcji mózgu.  Trzeba też zauważyć, że  nikt nie sika na znicze. Zwolennicy rządu nie rzucają obrzydliwych haseł. Nikt nie powiedział nic porównywalnego z „Zimnym Lechem”, „Kaczką po Smoleńsku”, „krwawą Mery”. Nikt nie robi „instalacji” takich jak wtedy, latem 2010 r. Nie ma czegoś porównywalnego z krzyżem z puszek, czy ukrzyżowanym misiem. Nie ma pisowskiego Hadacza ani Tarasa. 

Adamowicza pochowano i oceni go historia. Ta ocena będzie raczej negatywna. Natomiast ocena Lecha Kaczyńskiego będzie dokładnie odwrotna. Mimo szeregu błędów i zaniedbań – pozytywna.  Na Kaukazie nikt z Kaczyńskiego nie szydzi.  Wdowie po prezydencie Czeczenii   Dudajewie w noc przed katastrofą śnił się samolot rozbijający się o zamglony las.  Znak od męża? Może. Na pewno powszechnie uważa się go za bohatera, którego zabił Putin. W Gruzji są ulice jego imienia. Śpiewa się o nim pieśni. Bardzo pozytywny stosunek mają do niego też Azerowie.  Dlaczego? Bliżej 10 kwietnia napiszę coś więcej o jego kaukaskiej polityce. 

Na fotce – gruzińskie połoniny. Fotka z wycieczki do Kazbegi. X 2016 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *