Trzeci wpis o zamachu w Gdańsku
Jako, że prezydent Gdańska zmarł w szpitalu usunąłem poprzednie dwa wpisy dotyczące tej sprawy. Nie były może złe, ale mimo wszystko nie były też dobre w kontekście śmierci polityka. Napiszę tylko, że cokolwiek o nim myśleć, teraz wszelkie wypowiedzi krytyczne są nie na miejscu. Adamowicz już jest po Drugiej Stronie Rzeki w Cieniu Drzew. Bóg go osądzi, a historia oceni. Natomiast jako obywatel jestem bardzo zainteresowany tym by dowiedzieć się czy terrorysta był „patusem” z głową zniszczoną ćpaniem, pijaństwem i więzieniem czy nakręconym przez propagandę świrem. Taki Cybą a rebours. Jest jeszcze opcja trzecia czyli drugie dno. Może jest, może go nie ma. Sprawdzić trzeba. Druga sprawa to pytanie o to jak możliwy był ten zamach. Imprezę chroniły z pewnością dziesiątki ochroniarzy. Stefan W. nie był zaś profesjonalnym terrorystą wyszkolonym w obozie gdzieś w Syrii czy Afganistanie. Wariat bez bomby, bez broni palnej, uzbrojony w nóż, wypada na scenę i morduje VIP-a. Co więcej zdołał jeszcze wygłosić swój „manifest”. Brudziński zarządził kontrolę w agencji ochroniarskiej odpowiedzialnej za ochranianie tego eventu. Tylko co to zmieni? Najwyżej firma ta splajtuje, a poziom ochrony imprez masowych będzie dokładnie taki sam. Pomyślcie teraz co by się działo, gdyby na scenę wybiegło pięciu takich nożowników, albo terrorysta z kałasznikowem, granatami i pasem szahida….
Na obrazku herb Gdańska – zabito nie tylko konkretnego człowieka, ale też Prezydenta Miasta Gdańska. Obojętnie od motywów terrorysty, morderstwo to było uderzeniem w Rzeczpospolitą Polską.