Filmy na zimowy wieczór


Za oknem surowa zima, wieczory długie co tu robić? Można pooglądać jakiś film… Jeśli szukacie czegoś ciekawego to podrzucam trzy  propozycje.

Propozycja nr 1 – „Lawrence z Arabii„. Klasyk kina wojennego i przygodowego. Historia oparta na kanwie prawdziwych wydarzeń z czasów I wojny światowej, a precyzyjniej na podstawie wspomnień głównego bohatera filmu. Film pod każdym względem świetny – muzyka, zdjęcia, aktorstwo, reżyseria. Siedem Oskarów! Rola Lawrence’a  przeszła do legendy kina. Peter O’Toole odegrał znakomicie tę złożoną postać. I tu jest drugie dno tego filmu. To film o niejednoznaczności, tożsamości, pytaniu samego siebie o to kim się tak naprawdę jest? Na szczęście film powstał dawno temu. Nic nie jest powiedziane do końca i wprost. Serce blondwłosego wodza pozostaje do końca tajemnicą. O ileż lepsze to dla sztuki niż łopatologia tak częsta w dzisiejszym kinie…. To też film o tym, że gdy odpowiedni,  choć wcześniej zdawało się niewyróżniający się człowiek, znajdzie się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie może czynić rzeczy wielkie.  Więcej nie zdradzę żeby nie spojlerować.

Osobno można przesłuchać soundtracku, który sam w sobie jest arcydziełem: https://www.youtube.com/watch?v=4_MAK0rYdnQ

Z filmem związana jest jeszcze jedna ciekawostka – żadna kobieta nie mówi w nim ani jednej kwestii, w końcu Arabia 😀  Film jest też straszliwie długi – 3,5 godziny. Z drugiej strony 3,5 godziny można podzielić na kilka części. Dwie, trzy i macie sezon serialowy. Film jest jednak kompletny, w sensie – zamknięty w jakąś ramę narracyjną. W przeciwieństwie do epickich tasiemców w stylu „Gry o Tron„, które nigdy się nie kończą.  

Na fotce głównej – pustynia na Synaju.

Tu link do filmu: https://www.cda.pl/video/113673753

Propozycja nr 2 – „Czekają na Joe„. Fabularyzowany (dodajmy – w świetny sposób) dokument o niezwykłej wyprawie dwóch  brytyjskich alpinistów Simona Yatesa i Joe Simpsona  na szczyt Siula Grande w Peruwiańskich Andach (na fotce). Historia tak niezwykła, że wydaje się zmyślona. Jest jednak jak najbardziej prawdziwa. W końcu do dokument fabularyzowany. Ten film jest dowodem na to, że epickie kino może być jednocześnie kameralne.  Bohaterów jest tylko dwóch, a właściwie trzech a film ogląda się z zapartym tchem. 

Tu link do filmu: https://vimeo.com/61371976

Propozycja nr 3 – „Dersu Uzała„. Sowiecko-japoński film (reżyserował Akira Kurosawa) , który dostał nagrodę Oskara, oraz został umieszczony na watykańskiej liście „najbardziej wartościowych dzieł filmowych”.  Brzmi nieźle co nie? Film oparty jest na wspomnieniach rosyjskiego badacza Władymira Arsjienjewa.   Rosyjska ekspedycja  kierowana przez carskiego oficera-naukowca   spotyka w tajdze, w górach Sihote-Aliń (mniej więcej okolice Władywostoku)   tubylca-myśliwego Dersu Uzałę. Tak zaczyna się poetycka opowieść o przygodzie, przyjaźni i przyrodzie. Naprawdę wzruszający.

Tu link do filmu: https://www.cda.pl/video/2474654ec

Miejsce akcji „Dersu Uzały”

A jeśli nie film? Zawsze można poczytać książkę, zamiast skrolować fejsbuka 🙂 

Albo posłuchać muzyki: https://www.youtube.com/watch?v=mMZW0eqts4E

P.S.

O oficerze (nie zdradzę do jakiego stopnia awansował)  Lawrence popełnię kiedyś jeszcze dłuższy wpis. Postać bardzo ciekawa, wiele zawdzięczają mu nie tylko Arabowie, ale i motocykliści 😉 Na razie piszę o bzdurach, które wygaduje się na temat Iraku oraz o dzikach, psach i fajerwerkach 😉  A historię o Paryżu w przyszłości skończę jakoś w styczniu, albo i w lutym. Ideę mam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *