O dzikach, psach i tygrysach


Osobliwe zwierzę domowe

Moja dawna dziewczyna jakoś trzy lata temu ogłosiła, że kupuje sobie świnię. Nie, że na schabowego, ani tez świnkę-miniaturkę. Prawdziwą wiejską świnię traktowaną  jako coś w rodzaju psa domowego. Tyle, że  świnia z czasem stała się odpowiednio większa, czy raczej większy bo zowie się Chrumek.  Teraz już nie chodzi po pokoju tylko jak na świnię przystało po podwórzu. Można się z tego śmiać, też mnie to bawi, ale bez szyderstwa.  Szanuję. Po pierwsze za fantazję, a tej jej nigdy nie brakowało – https://chutornik.pl/2018/02/7701/ Po drugie za litość. Sam jadłem mięso, jem i będę jeść, ale jeśli ktoś woli świniaka wyprowadzać na spacer zamiast zjadać to jest to sympatyczna idea. Nie do końca ją rozumiem, ale czy trzeba rozumieć wszystko? Ja na przykład lubię rysować kredkami. Niby to też śmieszne, stary chłop i rysuje kredkami. No i co. Lubię to i już. Nikogo nie zmuszam do rysowania, tak samo ona nie zmusza nikogo do nie jedzenia wieprzowiny. I tu leży sedno -vege, eko wszelkiego rodzaju jest ok, gdy nie narzuca się innym.  Gdy rzuca się koktejle Mołotowa do masarni, oblewa czerwoną farbą kobiety w futrach to już chuliganka. Chilganka powinna być tępiona obojętnie jakimi motywami się kieruje. 

Zwierzęta i ludzie

Natomiast niesympatyczne jest histeryczne podejście do zwierząt. Widać to było na przykład przy okazji ostatniego sylwestra. Rozumiem apele, sam nie strzelam, ale furia z jaką atakowano miłośników petard i farejwerków  sprawia, że za rok chyba sam nakupię na sylwestra cały zestaw „Achtungów”, „Korsarzy”, „Roketów”.  To odczłowieczanie uzytkowników fajerwerków, życzenia petard odpalanych w odbycie, władze kolejnych miast wycofujące się pod presją z kilkuminutowych pokazów sztucznych ogni… Ja rozumie, że walić petardami od popołudnia 31 grudnia do rana 1 stycznia jest uciążliwe nawet dla ludzi. Ginie wtedy też wiele dzikich zwierząt np. ptaków. Ok można nie nap….. przez kilka godzin, ale zakaz kilkuminutowego pokazu sztucznych ogni o północy?  W ogóle mam wrażenie, że niektórzy ludzie nienawidzą ludzi, a zwierzaki traktują jak ludzi. Parę tygodni temu  głośna była sprawa ataku psa w Wałbrzychu. Ojciec poszedł na spacer do parku z ośmioletnią córką.  Traf chciał, ze tą samą alejką szła nastolatka prowadząc na smyczy psa rasy „ugryź”, konkretnie  amstafa. Pies, dotychczas całe życie spokojny, nagle wyrwał się, podbiegł do dziecka i złapał za rączkę. Takie ostrzeżenie psie, ale co chciał zrobić dalej nie było wiadome. Przecież psa nie zapytasz. Ojciec zachował się wzorcowo. Obronił dziecko raniąc zwierza scyzorykiem w głowę. Pies skapitulował podkulił ogon, a obrońca… nie wpadł w furię. Nie jeden ojciec w tej sytuacji wpadł by w amok i psisko byłoby uśpione na miejscu za pomocą tegoż scyzoryka. Niedługo później lokalna obrończyni zwierząt nie znając (a po co to się wgłębiać w temat) umieściła zdjęcie okrwawionej głowy psa na swoim fejsbuku z „zachętą” do „poszukiwania zwyrodnialca”. Jak zwykle bywa pod takimi postami i w tym przypadku pojawiła się fala komentarzy co by to „temu skurwysynowi zrobić”. Prawda była jednak zupełnie inna. Tylko kogo obchodzi prawda, gdy „krzywdzi się zwierzątko”. Ludzie wpadają w amok, gdy usłyszą o krzywdzie psa czy kota. Ja (z czym można się zgodzić lub nie) wychodzę z założenia , że zwierzę to zwierzę, a człowiek to człowiek. Nie można zbytnio antropomorfizować zwierząt. Jeśli kot to to samo co człowiek to logiczne jest, że zabić człowieka to jak zabić kota. Oczywiście zwyrodnialców którzy lubią męczyć koty,  zarzynać psy trzeba karać i tu surowo. Najlepiej solidnym wp….., ale… nie powinno się stawiać zwierząt na miejscu ludzi. Nie każdy ekolog, miłośnik zwierząt czy wegetarianin tak robi, ale wielu tak. To nie jest zdrowe.

Druga strona medalu

    Na sprawę można spojrzeć inaczej. Ludzie  się śmieją z tego, że ktoś pomaga np. ślepym kotom. Śmiejom się bo „przecie kot to nie człowiek a tyle horych dzieci”. Ok, a co sami zrobili dla chorych dzieci?   Wrzucili pięciozłotówki do owsiakowej puszki? Kupili świecę Caritasu? Ludzie mówią, że trzeba tępić wilki bo za dużo ich. Ok, ale czy wielu hodowców wie w ogóle jak hodować owce i kozy? Jak ktoś ma w Bieszczadach sto owiec i jednego do tego nie szkolonego psa to czemu się dziwi, że mu wilki porwały owieczki?  Ludzie śmieją się z wegetarian… ale czy chabanina które żremy jest mięsem? Nigdy ludzie nie jedli tyle mięsa i nigdy nie było tak złej jakości. Tak myślę, że to trochę nałóg nie potrzeba to mięso codziennie. Mięso na śniadanie, obiad, kolację. Jem, jem a co jem? Solankę, antybiotyki, i różne chemikalia. Może lepiej jeść mięso rzadziej, a jeść mięso?  Można tak długo wymieniać.

Dzik a sprawa polska 

Wracając to świń, tym razem dzikich. Ja wiem, że hodowcy świń są zrozpaczeni. Wiem, że w desperacji chcą  radykalnych działań, które powstrzymają „świńską dżumę”.  Wiem, że hodowla świń to wazny dział polskiego rolnictwa.  Wiem też, że elektorat wiejski jest dla PiS-u bardzo ważny, ale czy radykalna redukcja populacji dzika ma sens w kontekście walki z ASF? Nie znam się. Naprawdę. Z biologii wiem, że wadera do wilczyca, że sarna nie jest żoną jelenia, że są różne „choinki”. O afrykańskim pomorze świń nie mam zielonego pojęcia. Wiem tylko, że to choroba wirusowa, bardzo zaraźliwa i śmiertelna w niemal 100% przypadków.  Moja znajoma właśnie jest na końcówce studiów weterynaryjnych. Zna się na chorobach zwierząt lepiej niż ja. Jej zdaniem masowa redukcja pogłowia dzikich świń  jest bez sensu. Ok to tylko studentka ostatniego roku weterynarii. Co więc  mówią więc uczeni?

https://naukadlaprzyrody.pl/2019/01/09/list-otwarty-srodowiska-naukowego-w-sprawie-redukcji-populacji-dzikow/?fbclid=IwAR18Cy95PgvWIeauDI8e2PFQaT1CB8j2NPRvkWMSsdvuGLdJgwwyiC7qdys

https://www.crazynauka.pl/masowy-odstrzal-dzikow-nie-zahamuje-epidemii-afrykanskiego-pomoru-swin-w-polsce/?fbclid=IwAR0nlYN5IxC9BF_42yNEZn_3HymfPxwSlH0-QdAyV6xjSFivtVuVxl7kQL0

Ok, elektorat żąda radykalnych rozwiązań, radykalne rozwiązania muszą być jednak sensowne. Jeśli, z naukowego punktu widzenia, „wielka redukcja” nie ma sensu, to rząd nie powinien poddawać się presji. I tak już przeginają pałę w tym przedkładaniu słupków poparcia nad rację stanu. No, ale demokracja. To nie jest  królestwo, gdzie król wzywa uczonych każe im usiąść, napić się miodu po czym donośnym głosem rzecze „radzcie!”. To demokracja więc jeden doradca pokazuje słupki elektoratu  wiejskiego, drugi straszy, że „obrona dzików” może być kolejnym „czarnym protestem”. Decyzja uzależniona jest od woli ludu niezależnie czy jest ona racjonalna czy wynika z emocji.

Akcję ma przeprowadzić Polski Związek Łowiecki. Gdybym zaś był myśliwym to szczerze mówiąc, brzydził bym się pić wódkę i jeść bigos z kolegą, który zastrzelił ciężarną lochę i wziął za to premię. Ta akcja zrobi myślistwu w Polsce wyjątkowo czarny PR. I tak opinia jest już zła, choć to myśliwi przyczynili się do zachowania w Polsce takich gatunków jak łoś, cietrzew czy głuszec.  Myśliwi dla dobra myślistwa powinni chyba bojkotować operację  i gremialnie zadeklarować, że do ciężarnych loch i loch z warchlakami strzelać nie będą. Nawet, gdy minister rolnictwa mówi o „obowiązku wobec państwa”. 

Żeby nie być jednostronnym trzeba zapoznać się z opiniami przeciwnymi:

https://www.facebook.com/PituPitu4Xmas/posts/1117350815102665?__xts__%5B0%5D=68.ARBBAQZ6vCCiZh_CEf5WauJZMjhz5XG3YJzHvez0idvaITIQsSshARnEZMjbS3DjKWt43nne9jwIqs0fzOHmp167xC_2zvm_XzLYm6tcEo10x7Ywn3-XnhsWM55B61HMk7HLYJmCpL-Qm0zZJHPKpARaJ3sqHqTIQlF3oBXlaiY5cBT_y3GGC6oxQSxV21TuJUlY5mCYs6M_GdG0P3PFThINtc81ALjVzH1XyqKcVOoOhgosIKyh-LrOQ-hLib0ugTjGtZ2C0kOFEp6prS-WgdNsQ96n1NghvtyYb5g18c2Ea0xE8Z7m4ciX1s7n-0RBMSoZ_bZZe1SaIJZGDnIcnLarSX5gFMorXvEOPKvj7IPRgDONHI6WCKw&__tn__=K-R

https://www.facebook.com/groups/884331731672052/permalink/1746558345449382/

Trzeba też widzieć, że  „totalna opozycja” tworzy obraz jakiejś totalnej eksterminacji. Oczywiście, że los dzików ich nie obchodzi. Ich nie obchodzi nic poza władzą i kasą.  Dziki to bardzo łatwo regenerujący się gatunek. Znaczna redukcja to co innego niż eksterminacja. Tyle, że …. był kiedyś w Ameryce Północnej taki gatunek dzikiego gołębia. Tworzył stada, które przysłaniały słońce. Już go nie ma … Też nie chciano go wybić. Po prostu przesadzono z polowaniami choć trudno to sobie wyobrazić.  Wielkie akcje „niszczenia szkodników” często przynosiły skutki odwrotne do zamierzonych vide tępienie wróbli na rozkaz Mao Tse Tunga czy „akcja wilcza” w Karpatach za PRL-u.  Dziki oczywiście nie znikną z polskich lasów, bo nawet gdyby je wybić do zera to i tak ze wschodu i zachodu będą migrować. Jednak kilka lat bez dzika w lasach może przynieść szkody znacznie większe niż potencjalny zysk. Warto o tym pomyśleć zanim zacznie się szydzić z protestujących przeciw odstrzałowi „bo to heheheh koderzy”. 

Na obrazku – tygrys romantyk. Obraz długopisem 2016/2017 rok. Widać rękę wielkiego miszcza malarstwa. 🙂 🙂 🙂

P.S.

Ciekawe czy Maja Ostaszewska wie, że w Niemczech też przeprowadzono „wielką czystkę” na dzikach? Pewnie nie. Ważne, że walka z PiS-em trwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *