Słowo na niedzielę – Konfederaci


Co jakiś czas pojawiają się kolejne „alternatywy” dla dupolu (czy jak to się fachowo zwie) PO-PiS. A to Kukiz, a to Palikot, a to Biedroń, a to Zandberg. Wszystko zwykle rozchodzi się po jednej kadencji, albo w ogóle pozostaje w sferze internetu, wieców i marzeń. Nadzieją dla wielu prawicowców, których zawiódł PiS (lub w ogóle nigdy im nie odpowiadał), stała się w ostatnich tygodniach tzw. „Konfederacja”. Jak dla mnie „antysystemowcy” dostali już jedną szansę od Pani Historii. W 2015 roku. I jej nie wykorzystali. Dziś koalicja jest szersza. Tylko jacy to wodzowie prowadzą tą armię „której już nie powstrzymają”? Janusz „Krul” Korwin-Mikke – autor zabawnych bon motów i starszy pan pełen imponujących… nazwijmy to męskimi siłami witalnymi. Piotr Liroy – Marzec. Rozsądny ziomek, ale na bycie, powiedzmy ministrem, bycie rozsądnym ziomkiem to zbyt mało. Kaja Godek – jest pewna „polityczka” do której Godek jest, w moich odczuciach, podobna. Dolores Ibarruri. Robert Winnicki – „Nie będziemy się kłaniać Waszyngtonowi, Brukseli, Berlinowi, Tel-Awiwowi”. To kto zostaje? Ano Moskwa i Pekin. Grzegorz Braun – człowiek, który uważa, że detronizacja Mikołaja I Romanowa z tronu polskiego to jakobiństwo. Na upartego mądre i zimne głowy znajdą się i w „Konfederacji”. Jest jeszcze tam Jacek Wilk i Marek Jakubiak. Ludzie całkiem rozsądni. Jeśli jednak w Sztabie Generalnym jest 2 rozsądnych generałów na 7 to ta armia długo nie powalczy. Nie widzę tego. Po za tym coraz dalej mi do prawicy. Czemu? Bo tworzy jakąś alternatywną wizję polskości. A ja w gruncie rzeczy jestem bardzo konserwatywny. Bo jest ksenofobiczna (tak, tak) co w ogóle nie ma nic wspólnego z polską tradycją. Bo nie tworzy żadnej porywającej wizji. Jakiejkolwiek. Nawet takiej z którą się nie zgodzę. Wizji nie ma, ziemia jałowa. O lewicy już wiele wspomnę. Nie znam polskiego ploretariusza, który uważał by, że reprezentuje go „Wiosna” czy „Razem”. PO (czy teraz sPoKO teraz) to wiadomo banda rabunkowa. PiS się wypalił. Generalnie jest słabo. Choć przecież było dużo gorzej. Wiosną roku 1945 czy 1655. Było, było gorzej, a Polska jednak istnieje. Pozytywnie więc patrzę w przyszłość.

To chyba tyle. Zapraszam do polemiki. Pod wpisem, albo na fejsbuniu. Z chęcią się pokłócę.

P.S.

Kto jest na tym zdjęciu? Sofia Ennaoui. Utytułowana lekkoatletka. Obecnie żołnierz Wojska Polskiego. Zapytacie skąd takie dziwne nazwisko? Po ojcu. urodziła się w Ibn Dżarir w Maroko. I to jest Polska, którą lubię. Wielka Polska. W XVII wieku wykształcony człowiek w Bakczysaraju i Moskwie musiał znać polski w mowie i piśmie. W I połowie wieku XIX kawalerowie z paryskich salonów podawali się za Polaków by podrywać panny i mężatki. Polska kultura była potęgą. Asymilująca, afirmująca wolność, wojownicza i kochająca pokój. Co mamy teraz? „A u nas nie ma dużo muzułmanów i homoseksualistów”. Trochę mało…

Rzeszów – Spiechowicza