Krzyżowiec
Popatrzył na wielki pustynny księżyc.
–Umrę w pierwszy dzień wiosny – pomyślał.
Nie czuł już bólu, tylko przeraźliwie zimno. Nie wiedział czy to pustynna noc, czy może nadchodząca śmierć. Wiedział, że umrze niebawem. Widział teraz swoje życie jak na filmie. Śmiał się kiedyś z tych opowieści o „filmie”. Teraz jednak oglądał właśnie ten swój film. Dzieciństwo z samotną matką, rzadkie spotkania z ojcem. Biedę blokowisk Dunkierki. Wojny osiedlowe, szkołę w której nauczył się jak posługiwać się sprawnie nożem. Drobną dilerkę, włamy, pierwszą odsiadkę. Dorywcze roboty, imprezy, podróże po psychodelikach i etanolowo-stymulantowe ciągi. Kochanki i dziewczyny. W końcu zaś odkrycie literatury, ideologii, sportu. Anarchizmu i antyfaszyzmu, który stał się jego sensem życia. Widział tez na tym filmie swojego syna. Małego Ludwika. Mało czasu mu poświęcał. Tak bardzo chciał, bardzo bardzo mocno chciał by kiedyś matka Ludwika powiedziała mu, że choć jego ojciec… jego ojciec owszem był czasem kryminalistą i średnio radził sobie z jego wychowaniem, ale zginął na wojnie, która była słuszna. Popatrzył na swoje ciało. Noga urwana w okolicy kolana, brzuch pocięty odłamkami ledwo trzymał jelita. Plama mokrego piasku, kałuża krwi. Lej po wybuchu miny. Słyszał głosy swoich towarzyszy. Nie poznał zbyt dobrze tutejszych języków. W końcu przyjechał tutaj ledwo dwa lata wcześniej. Jednak wiedział co mówią.
–Niech Allah ma go w swojej opiece, nie mogę już pomóc.
–Szkoda go, to był dobry żołnierz. Naprawdę nic nie możesz zrobić Mohamed , może…
–Już nic Ahmed. Zmówić modlitwę i zamknąć oczy. Nawet morfiny już mu nie trzeba.
Słabł coraz bardziej, patrzył na pustynne niebo. Zrobiło mu się jakoś cieplej, gdy zobaczył tysiące gwiazd. Usłyszał głos matki.
–Roland, Roland! chodź na obiad!
Widział dalej. Swoją dziewczynę. Spała, a on patrzył na jej nagie ciało, długie rude włosy okryły go. Poczuł przypływ ciepła. Potem wszystko zaczęło się rozmazywać. Pojawiła się jakaś postać. Znał ją. Z książek, które pochłaniał podczas pobytu w więzieniu.
–Ludwik, król Ludwik – pomyślał. I ta myśl sprawiała, że czuł jakiś dziwny spokój. Mocniejszy nic jakikolwiek wcześniej. Potem potężne uderzenie drgawek. Nie było to jednak nieprzyjemne. Drgawki i senność. Taka błoga senność go ogarniała. Po chwili tylko stopy delikatnie drgały. Zasypiał patrząc w gwiazdy. Wokół nie słyszał nic tylko jakąś średniowieczną melodię. I spokój.
A owa melodia średniowieczna brzmiała tak: https://www.youtube.com/watch?v=6mxCiIXRaWY&list=RD6mxCiIXRaWY&start_radio=1