Kapitan September – na Salang! cz.6
Jan Paweł II rozkoszował się widokiem Alp. Obok niego stał gwardian klasztoru kapucynów w Venneto-Margheritina Alojzy Wasilewski. Jesienne słońce oświetlało ośnieżone olbrzymy.
–Pięknie tu. Bóg dał nam piękny wieczór. Rzekł Karol Wojtyła.
–Pięknie Ojcze Święty, ale miałem dziwny sen. Niepokoi mnie od rana. Nie umiem się dziś cieszyć wieczorem tak jak zwykle.
–Co Ci się śniło Alojzy?
–Mój przyjaciel z czasów partyzantki. Józek Wrześiński. Nie wiem co z nim się dzieje, ale we śnie widać było, że może zginąć.
–Opowiedz mi o nim.
–Długa historia. Było ich w oddziale trzech Wrześińskich. Józek, Zbyś i najstarszy Wojtek. Ich chutor rodzinny został spalony przez Niemców, zabili im rodziców. Chłopcy uciekli do Puszczy i tam ich odnalazł nasz partol. Zostali konnymi zwiadowcami. Znali doskonale lasy, świetnie jeździli konno. Byli bardzo młodzi, ale szybko zostali doskonałymi partyzantami. Dalej to długa wojenna historia, nie chcę Ojcu Świętemu zabierać czasu. W każdym razie Wojtek zginął podczas ataku nad Dworzec Gdański w Warszawie. Józek i Zbyś trafili do LWP. Józio prawie zginął w szturmie Kołobrzegu. Dostał tam drugi Krzyż Walecznych. Pierwszy wręczył mu nasz major „Dolina”. A Zbyszek miał Virtuti za walki w Kampinosie. Potem zdezerterowali, walczyli w partyzantce w Puszczy Solskiej. Ujawnili się w 1947 r. I po roku znów do więzienia. Józek siedział w Strzelcach Opolskich i w obozie pracy we Wrocławiu. Zbyś w Barczewie. Wyszli w 1955 r. Zbyszek niemal od razu zwiał na zachód via Austria. Józek pracował w PGR-e w Bieszczadach. W 1960 roku uciekł kajakiem na Bornholm. Skończyli w USA. Józek pracował chwilę przy budowie baz wojskowych. Potem Zbyszek ściągnął go do pracy w hucie stali w Pensylwanii. Potem postanowili wstąpić do wojsk amerykańskich. Józio do Rangersów, a Zbyszek do Zielonych Beretów. Wyjechali do Wietnamu w 1964 r. Tuż przed wylotem Zbyszek wziął ślub z Halynką emigrantką z Zakarpacia. Niestety zginął w 1968 roku na minie. Zostawił wdowę i trzyletnią córeczkę. Józek został sam. Wiem, że ciężko przeżył upadek Sajgonu. Co dalej z nim się działo nie wiem. Słyszałem tylko, że włóczy się po całych Stanach. Pije, narkotyzuje się i chodzi po kasynach i burdelach.
–A co widziałeś we śnie Alojzy? Zapytał papież.
–Naszą Matkę Boską Nowogródzką. Potem góry. To na pewno był Hindukusz. Wiem bo u nas w duszpasterstwie często były slajdowiska organizowane przez wspinaczy. Potem śnił mi się Zbyszek i Wojtek. I Jan Prosper Witkiewicz, daleki przodek Józka, Zbyszka i Wojtka.
–„Batyr”, ten z „Dziadów”?
–Erudycja Ojca Świętego zawsze mnie zaskakuje – odparł Alojzy.
-Myślę, że Bóg daje znak, że Józio jest teraz w Afganistanie. Pomódlmy się za niego. Słyszałem, że obraz Matki Boskiej z Venetto-Margheritina słynie wieloma łaskami.
–Chodźmy Ojcze Święty.
Udali się do kościoła, a słońce zaczęło zachodzić za szczyty Alp.
Na fotce – jesień w Alpach. Źródło: https://www.tapeciarnia.pl/202184_jesien_alpy_lasy_laki_domy_kosciol_zachod_slonca