Słowo na niedzielę – iluzja wyspy
Miałem coś napisać na ostatni temat nr 1. Tylko po co? Wszyscy o tym piszą i mówią od kilku dni. Wszyscy celebryci, dziennikarze, politycy stali się nagle ekspertami w dziedzinie seksuologi. Czy to temat ważny? Ważny. Czy pierwszorzędny? Nie, nie jest pierwszorzędny. Naprawdę nie jest. Dlaczego tak uważam? Napisałem o tym dość długi tekst. Zacząłem redagować i… skasowałem. Za dużo słów. Lepiej pisać krócej. Więc krótko. Dopóki leśnych dziadków w episkopacie nie zastąpią ludzie w miarę młodzi i w miarę inteligentni dopóty powoli będziemy się upodabniać do tzw. Zachodu. Nasi pasterze są niestety kulawi, trochę ślepi i trochę głusi. Myślą jak starzy ludzie, schematami. Jest problem to powoła się komisję dla uspokojenia nastrojów. Jest problem to zorganizuje się jaką pielgrzymkę papieża czy wybuduje sanktuarium. Nie działa to już. Wolno i mało zauważalnie Polska się laicyzuje. Jest coraz bardziej krajem katolickim tylko na zasadzie opozycji to islamu i „postępu”. Są oczywiście wśród episkopatu wyjątki. Na przykład biskup płocki. Nomen omen noszący nazwisko Libera. Wyjątki niestety, jak sama nazwa wskazuje, są wyjątkami. Problem społeczny przypomniany w filmie Siekielskiego przyciąga uwagę polityków i dziennikarzy. Tak zwani „liberałowie” z PO i pokrewnych band to hipokryci. Niech szukają pedofilii wśród… aktorów choćby. Na pewno by się znaleźli. Niech szukają pedofilii wśród działaczy LGBT. Na pewno by się znaleźli. Tylko po co ich tam szukać? Politycznie nieopłacalne. Ważne, że można ugrać coś stosując slogany KSIONDZ = ZBOCZENIEC + KSIONDZ I PISOWCY TO SOJUSZNIKI. Partia rządząca kolejny raz działa według populistycznej, a nie merytorycznej metody. Pedofile, nekrofile, maniacy seksualni, gwałciciele, sadyści itd. istnieli od niepamiętnych czasów. Lecz to dopiero rząd Morawieckiego z nimi się rozprawi, przynajmniej na terenie III RP i przynajmniej wg. oficjalnej linii propagandowej. Jest już plan. W jego ramach oczywiście zaproponowano podnoszenie wymiaru kar. Zaspokoi to owszem żądzę społecznej zemsty. Żądza ta jest naturalną sprawą. Gdy człowiek słyszy historię o księdzu czy nauczycielu, który wsadza łapy do majtek swoich podopiecznych to ma chęć pobić go drągiem. Z terminalnym skutkiem. Czy surowsze prawo zmniejszy ilość ludzi chorych? Nie sądzę. Nawet widmo szubienicy mało skutkuje na seksualny popęd. Choć oczywiście pewnie niektórych powstrzyma przed realizacją swych zboczonych skłonności. Dlatego owszem jestem za, tylko po co cały ten propagandowy show? Na pewno skuteczniejszy byłby w miarę szczelny system chemicznej kastracji ludzi, którzy nie dają sobie rady ze swoją chorobą. Nie jest to żadne okaleczenie, ani żadna kara. To po prostu pomoc dla ludzi, którzy inaczej nie będą mogli normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Resocjalizacja zamiast zemsty. Drugą metodą na „ostateczne rozwiązanie problemu zboczeńców” ma być zwiększanie „wieku przyzwolenia”. Ucieszy to zapewne (co przełoży się na głosy) ojców dorastających dziewcząt, ale jaki to związek z walką z pedofilią? Gdy miałem ok. 20 lat miałem 17 letnią dziewczynę. Ba, nawet dwie. W przeciwieństwie do Jarka nie uważam, że było to zachowanie w jakikolwiek sposób perwersyjne. Perwersyjne jest tolerowanie miłośników 14 letnich dziewczynek w różnych środowiskach. Nie tylko tych kościelnych. Nudne to wszystko. Te kolejne batalie, kolejne tematy zastępcze. Powodzie, gradobicia, afery, dopalacze, pedofile, kibole, „nachodźcy”. Tematy ważne, ale nie najważniejsze.

Nad klifami Kornwalii. VI 2018 r.
Kiedyś strasznie żałowałem, że Polska nie jest wyspą jak Wielka Brytania. Myliłem się. Przecież w dawnych wiekach flotylle wikingów regularnie pustoszyły Anglię. Nie mieli z tym żadnego problemu. Później ta sztuka już się nie udawała. Hiszpanie w XVI wieku zostali rozgromieni na wodach „Englisz Czanel”. Niedobitki Wielkiej Armady wyniszczyły sztormy. Do portów Iberii dotarły żałosne resztki wspaniałej floty. Anglicy byli po prostu lepsi w wojnie morskiej. Rzeczpospolita Obojga Narodów była zaś doskonała w walce kawaleryjskiej, w szybkich manewrach na „suchym oceanie”. Do 1648 roku trzymała Szwedów, Turków, a nade wszystko Moskali na dystans. Tatarzy czasem zapuszczali się wgłąb kraju, aż po Dunajec i dzisiejszą Białoruś. Szwecja i Moskwa czasem były górą, ale nie zagrażały istnieniu państwa. Mogły co najwyżej oderwać dalekie prowincje ogromnego państwa. To nie wrogowie zewnętrzni zniszczyli Rzeczpospolitą. Zniszczyła ją wojna domowa, która pociągnęła za sobą obce interwencje. Po serii wojen z lat 1654-1667 straty materialne i demograficzne były większe niż po wojnach światowych. Dawną Rzeczpospolitą zdławił także system gospodarczy oparty na eksporcie surowców, głównie zboża i drewna. W pewnym momencie stał się niewydolny. Podobnie jak oryginalny, w wielu aspektach wyprzedzający epokę, system polityczny. Nasi przodkowie w połowie wieku XVII stracili zdolność skutecznego prowadzenia państwa. Gdyby nie stracili nie było by powstania Chmielnickiego, które jest kluczowym momentem historii Europy Wschodniej. Dziś żyjemy w czasach przełomu dziejowego. Rozwój robotyzacji i sztucznej inteligencji. Rozwój potęgi Chin. Coraz większa wielobiegunowość świata. Wewnętrzny kryzys Europy. Jeśli nie będziemy umieli odpowiedzieć sobie na pytania kluczowe, jeśli nie będziemy umieli wdrożyć prawidłowych odpowiedzi w życie, po prostu, kolejny raz przegramy. Czytaliście „Rzeczpospolitą Obojga Narodów” Jasienicy? Warto, na mnie szczególne wrażenie zrobiły ostatnie rozdziały. Śmierć dawnej Rzeczpospolitej. Czasem wydaje mi się, że dawny „naród polityczny” żył w iluzji, że RON jest taką wyspą. Wielokrotnie nasi hetmani pokonywali wielokrotnie liczniejsze siły wroga. Zwycięstwa pod Kircholmem, Kłuszynem, Smoleńskiem czy Chocimiem sprawiały, że nie było poczucia zagrożenia. Wrogie „flotylle” rozbijały się o brzegi. Gdzieś tam w lasach na wschodzie Litwy,w stepach Ukrainy i Pomorza, nad brzegami Bałtyku. Iluzja skończyła się w połowie XVII wieku, gdy wojska Carstwa Rosyjskiego i Królestwa Szwecji zalały niemal cały kraj. I nie pomogła husaria. Tak jak może nie pomóc NATO. Gradobicia, dopalacze, bijatyki kibiców, kieszonkowcy, zboczeni księża i murarze to wszystko problemy wagi mniejszej. Możemy i powinniśmy się interesować choć trochę jednymi i drugimi. Jeśli chodzi o te pierwsze lepiej czytać/słuchać takich ludzi jak Bartosiak czy Agnosiewicz niż wszelakich Braunów, Biedroniów czy innych Sakiewiczów. Jeśli chodzi o te drugie – świata nie zbawimy. Strasznie mnie śmieszy, gdy jakiś polityk to obiecuje. Gdy Tusk miał za pomocą swych magicznych mocy zlikwidować ćpanie wśród młodzieży to było strasznie zabawne. Równie śmieszne jest zapowiedziana przez Jarka likwidacja pedofilii. Równie dobrze mógłby zapowiedzieć, że zlikwiduje powodzie.

Dniepr – symboliczny limes dawnych polskich wpływów. Co niekoniecznie jest tożsame z dominacją. Foto by Katia.
A co do wyborów – wybierajmy mniejsze zło, jeśli nie możemy dostrzec większego dobra. Więc ja na PiS. Lepszy niż realizująca (świadomie lub nie) rosyjskie i izraelskie interesy „Konfederacja” czy różne niemieckie agentury typu PO czy „Wiosna”. PiS jest pszenno-buraczany, ale przynajmniej polski. Przynajmniej trochę. Jutro już cisza wyborcza.
Na fotce głównej – fotka z wycieczki na pustynię w Nevadzie. Nadesłana przez czytelniczkę. Czemu taka fotka? Przypomniała mi się scena z jednego z moich ulubionych filmów:
Dziennikarz – Czemu pustynia?
Pułkownik Lawrence – Bo… jest czysta.
P.S.
Jeśli macie urlop w maju – https://liveinukraineblog.wordpress.com/2019/05/13/gdy-kwitna-kasztany-czyli-dlaczego-warto-przyjechac-do-kijowa-w-maju/?fbclid=IwAR2S7aqPVQUXlTfiwz18_rgAQkzRDsbr3Bi7mfqy3yPXo93CZz1dfnzLeZs
P.S. 2
Dziś zobaczyłem truchło osiedlowego jeżyka. Biedne zwierzę. Zwierzę to jednak tylko zwierzę. Bywa gorzej. Niedawno jadę sobie z Rzeszowa do Krosna. W Babicy na pasy wchodzi taki wiejski dziadzio z laską. Zatrzymuje się, kierowca za mną także. Kolejny kierowca wyprzedza. Nie wpadł na to, że zatrzymaliśmy się z jakiegoś ważnego powodu. Hajda! Wyprzedza. Pisk opon. Dziadzio puścił laskę i zasłonił się rękoma. Myślmy na drodze. I bądźmy mili. W Anglii wiele mnie razi, ale kultura jazdy to coś do czego nam jeszcze daleko. Szkoda.
P.S. 3
Tak mi jeszcze przyszło do głowy – czy ktoś w naszej Res Publice ma jakąś wizję tzw. edukacji seksualnej, który jest alternatywny do obecnych? Model „libertyńsko-zachodni” to trucizna. Z kolei model „kościelno-prawicowy” jest kompletnie oderwany od rzeczywistości.
Krosno, Turaszówka – Rzeszów, Baranówka.