Słowo na niedzielę – o krwi


„Wenezuelska droga do socyalizmu”

„Rewolucja boliwariańska” okazała się taką samą jak ta z Kuby i Nikaragui. Trudno „ludowej władzy” ukryć, że życie przeciętnego mieszkańca (a więc owego „Ludu” ) tego kraju to walka z hiperinflacją, długie kolejki po podstawowe produkty, ciągły głód i strach przed bandytami. Nie mówiąc już o tym, że ludzie umierają w wyniku braku dostępu do podstawowych leków. Odbywa się to w kraju, który ma jedne z największych złóż ropy na świecie.   To wszystko prawda. Eksperymenty z radykalnym socjalizmem zawsze się tak kończą. 

Czemu Latynosi nie lubią Gringo?

Jest jednak druga strona medalu. Nie mam wątpliwości, że obecną „rewolucję antyboliwariańską” (czy może raczej kontrrewolucję) wspierają Amerykanie. Bo Wenezuela to przyczółek Chin i Rosji. Bo Wenezuela to ropa. Amerykanie nie są zbyt lubiani w tej części świata. Pewnie słyszeliście termin „bananowa republika” jako zamiennik dla „Republika Okrągłego Stołu”.  Skąd ten termin? Klasyczna „bananowa republika” to kraj z Ameryki Środkowej lub Karaibów w końcu XIX – I połowy XX wieku. Nazwijmy  go San Escobar 😉 Oficjalnie republika, ale rządzi junta oficerów, lub oligarchiczny rząd. Najczęściej jednak junta z jakimś generałem lub pułkownikiem na czele. Ów generał ma wąsy, kocha kobiety, dobrą zabawę, kosztowności i rzucanie rekinom/aligatorom swoich przeciwników. Większość ziemi należy do wielkich posiadaczy lub do amerykańskiego koncernów zajmujących się uprawą kawy/ bananów/ ananasów/pomarańczy itp. Owe koncerny mają wielkie wpływy i miejscowa oligarchia musi z nim dzielić władzę. Żeby nie mieć na głowie potęgi USA reprezentowanej przez marines. Większość mieszkańców to chłopi żyjący w strasznej nędzy i ciemnocie. Kościół stoi po stronie władzy bo sam jest częścią systemu.  Dziś jest już trochę inaczej, ale dalej Amerykanie są mocarstwem rozdającym karty w tej części świata i patrzącym na Latynosów z góry. Mimo wszystko jedna, gdybym był Wenezuelczykiem wolał bym chyba nawet amerykańską okupację niż dalsze rządy „patriotów”.

„Akademicy” vs „Muzykanci”

Jaki będzie finał konfrontacji? Nie wiem. Wiem, że w Wenezueli mogą się niedługo pojawić doradcy (o ile już ich nie ma) z firmy „Academi” czyli dawnego „Balckwaters” . Podobno kilkutysięczna grupa bojowa rekrutowana jest w Kolumbii, gdzie po zakończeniu wojny domowej jest wielu „bezrobotnych specjalistów” Są już w Wenezueli słynni „wagnerowcy” – rosyjscy odpowiednicy „blakcwatersów”. Chłopcy pułkownika Utkina starli się już z Amerykanami w Syrii –https://chutornik.pl/2018/03/przerwany-koncert/ . Pewnie chcą odwetu, wtedy dali się zaskoczyć niczym rosyjskie wojsko w Groznym 31.XII.1994 r. Zapewne najemników w służbie prezydenta Maduro finansuje nie tylko Moskwa, ale i Pekin. Wenezuelska ropa jest zbyt cenna by kryzysy został zażegnany szybko…

Krew niemetaforyczna

Z tą ropą w ogóle jest ciekawie. Jest taka książka, której tytuł doskonale ilustruje czym jest dla nas ten czarny płyn. „Krew cywilizacji. Biografia Ropy Naftowej”. Tak, to jest właśnie krew cywilizacji. Piszę ten wpis na laptopie. Przypłynął on z dalekich Chin statkiem napędzanym silnikiem diesla. Gdyby nie pan Ignacy Łukasiewicz i pan Rudolf Diesel na nic zdał by się internet skoro nie miał bym ani laptopa, ani smartfona. Pewnie zresztą nie zostały by wynalezione. Ropa jako krew… czasem jest to krew zupełnie niemetaforyczna. Największą jatką wojenną w dziejach była kampania mająca na celu zdobycie przez III Rzeszę dostępu do kaukaskiej ropy naftowej i odcięcie Armii czerwonej od niej. Stalingrad… Wojen o złoża ropy było wiele. Czasem o złoża domniemane jak w przypadku wojny Boliwii z Paragwajem (https://chutornik.pl/2017/01/wojna-w-paragwajskim-buszu/ ). Ropa buduje miasta, ale też je burzy. Wspominałem wyżej Grozne. Miasto to dosłownie leży na kaukaskiej ropie, bardzo wysokiej jakości, wysokooktanowej. Można wymieniać długą listę miast, które całkiem niedawno zostały zrównane z ziemią m.in dlatego, że leżą „na ropie”, albo w regionie w nią obfitującym. Aleppo, Mosul. Falludża, Gudermes, Homs, Bejrut itd. itd. Ropa może być i przekleństwem i błogosławieństwem. Czy kiedyś przestanie być potrzebna? Mówi się w kółko o samochodach na prąd. Hmmm… po pierwsze statki z laptopami smartfonami, które płyną z Chin, mogły by być napędzane reaktorem atomowym. A nie są. Po za tym -skąd prąd w Polsce? Głównie ze spalania węgla czyli paliwa kopalnego takiego samego jak ropa naftowa i gaz ziemny.

Być może jednak przyjdzie czas, gdy rafinerie będą zbędne. Czy wojny znikną? Ludzie nie walczą już o kauczuk, bursztyn, jedwab, trzcinę cukrową i goździki. Zaczęli za to walczyć o inne surowce. Potworna wojna w Kongu, czy ostatnia faza (po 2001 r.) wojen afgańskich jest napędzana m.in przez chęć zagarnięcia złóż tzw. metali ziem rzadkich. Wojna na wschodzie Ukrainy? Też m.in „nowe surowce” – gaz łupkowy i klatraty metanu. Wojna domowa w Mali (2012-2014)? Między innym uran. Chyba nigdy nie będzie cywilizacji, która nie będzie wymagała krwi, która ją napędza. Tak już jest.

Na fotce głównej – wenezuelskie stepy/sawanny „Llanos”. Źródła fotek – Wikipedia. Poza jedną – ta z Bóbrki 😉

Rzeszów – Baranówka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *