Rodeo


Szofer firmy kurierskiej z impetem wjechał na polną drogę Fiatem Ducato (chyba). . Łubudu! Łubudu! Była to prawdziwa uczta dla oka. Runął w dół wzgórza niczym nasza jazda szarżująca z wzgórz Lasu Wiedeńskiego na armię Kara Mustafy.

–Urwie pakę! Resory zerwie!

–Ale urwał! Paką trzęsie jak byk kowboja na rodeo!

–No przech… przejechał!

–Ale dziwić się, że paczki rozwalone przywożą.

–Pewnie wiezie telewizory heheh.

-No, „przyczyną usterki telewizora był sztorm na morzu południowochińskim”...

Nie minęły dwie godziny, gdy na szczycie wzgórza słychać było dźwięk motoru. Na polną drogę wjechał jegomość w kurtce z polskiego demobilu i czarnym, jak zbroja Zawiszy, kasku. Rumakiem było dziwne połączenie motoru typu enduro z motorynką. Wyglądał jak skrzyżowanie wojownika Czyngiz-Chana, Georga Hansona i jakiejś postaci z książek Stasiuka. I on, pomachawszy nam, runął w dół stoku. Szarża była wściekła i prawie zakończona koziołkiem. Dzielny słowiański wojownik uniknął go jednak.

–Znacie go?

-Tak to Mietek, on ma defekt mózgu.

–Jaki?

–Niczego się nie boi.

Gdy schodziliśmy w dół wzgórza znaleźliśmy ślady hamowania, na żużlu. Świadczyło o zaciętej walce jaką stoczył pogórzański Easy Rider z silnikiem swej maszyny, polną drogą i własnym strachem. #TakByło.

P.S.

Felieton sobotni był wczoraj – https://chutornik.pl/2019/05/wenezuela-bardzo-dziki-zachod/ 😉 A niedługo ukażą się nowe części opowieści o przygodach kapitan Septembera-Wrześińskiego i korespondenta Jimiego – https://chutornik.pl/category/opowiadania-miniatury-gawedy/przygody-kapitana-septembera/.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *