Letni Przegląd Wschodni
Ludowy szturm w Tbilisi
W zeszłym tygodniu w serwisach informacyjnych można było zobaczyć sceny przypominające te z kijowskiego majdanu. Co stało się w Tbilisi i jak ja interpretuję te wydarzenia? W zeszłym tygodniu odbyło się tam 26 Międzyparlamentarne Generalne Zgromadzenie Prawosławia z udziałem polityków i duchownych z krajów w których dominuje to wyznanie. Miejsce mitingu jest rotacyjnie. W tym roku organizatorem był akurat piękny kaukaski kraj. Podczas obrad podkreślano, że kulturę Gruzji ukształtowała prawosławna wiara. Sporo i mówiono o solidarności krajów prawosławnych. Tak się składa, że prawosławna (przynajmniej wg. obecnej, oficjalnej ideolo) Rosja okupuje spore fragmenty innych krajów w których dominuje prawosławie – Ukrainy i Gruzji. Braterskie spotkanie było więc naładowane napięciem jak chmury przed burzą. Konferencja rozpoczęła się w środę 19 czerwca, a zgodnie z harmonogramem miała się zakończyć w piątek w tym samym tygodniu. W jej trakcie doszło do małego incydentu o wielkich reperkusjach. Deputowany do rosyjskiej Dumy Siergiej Gawriłow (zasiadający tam z ramienia rosyjskich komunistów) zasiadł na fotelu przeznaczonym dla przewodniczącego gruzińskiego parlamentu. Został stamtąd przegoniony przez polityków gruzińskich partii opozycyjnych. Opozycja gruzińska nie poprzestała jednak na tym. Ten akt, niewątpliwie prowokacyjny i zapewne wcześniej zaplanowany, był detonatorem gwałtownych demonstracji. Opozycyjne partie – Europejska Gruzja i Jedyny Ruch Narodowy (na pewno tak się tłumaczy?) wezwali swoich zwolenników do zbierania się pod siedzibą parlamentu mimo, że rosyjski deputowany już dawno siedział na tym miejscu co trzeba. Doszło do „ludowego” szturmu odpartego przez siły „prawa i porządku”. Ku radości tłumu konferencję jednak zerwano, a rosyjski deputowany musiał jak niepyszny zakończyć swój udział w zjeździe. Na odchodne rzucił, że Gruzję czekają poważne ekonomiczne konsekwencje. Tłum się tym jednak nie nasycił rejteradą Moskala i nie rozszedł do domów. Urażona duma góralska to potężna siła. Protestujący zostali na swoich pozycjach żądając natychmiastowej dymisji spikera parlamentu, szefa MSW oraz przedterminowych wyborów. Co ciekawe wszystkich tych polityków ( a także pani prezydent) akurat nie było w tym momencie w kraju. Rodzi się pytanie czy protesty były spontaniczną reakcją na bezczelność rosyjskiego deputowanego? Czy raczej zawczasu przygotowaną operacją „kolorowej rewolucji”. Demonstranci mieli ze sobą gotowe plakaty, transparenty i „pirackie opaski” z napisem „20%” co miało symbolizować, ze nawet jednym okiem daje się zauważyć, że 1/5 kraju jest de facto okupowana. A jeśli to jednak zaplanowana prowokacja to komu poza partiami opozycyjnymi była potrzebna? Z pewnością zachowanie Gawriłowa nie było spontaniczne, a dało Rosji pretekst do odwetu. Groźby Gawriłowa zrealizował szef , chan z Kremla. Nakazał wstrzymać wszelkie loty cywilne między oboma krajami. Ważnie jest tu to, że mimo tego, że Rosja de facto okupuje spory kawałek Gruzji to rosyjscy turyści zostawiają w tym małym, pięknym kraju sporo pieniędzy. Operując konkretniejszymi liczbami turyści z Federacji Rosyjskiej stanowią 1/5 wszystkich odwiedzających Gruzję. Pozornie Gruzini przepędzili „agresora” , de facto ściągnęli na siebie cios. Inny niż w 2008 roku, ale również silny. Co prawda Gruzini „wrzucają w neta” instrukcje dla rosyjskich turystów, które pokazują w jaki sposób mogą się dostać do swojej dawnej kolonii, ale przecież turystom zależy głównie na wypoczynku i wybiorą raczej łatwiejsze „destynacje”. Podsumowując – nie wiem co się działo za kulisami tych wydarzeń, ale… „Spontaniczne ” protesty rzadko bywają spontaniczne. Rosja zaś prowadzi skomplikowaną grę w tym newralgicznym regionie już od XVIII wieku.

Szchara – najwyższy szczyt pięknego kraju.
Od własnej broni
19 VI w Kijowie znaleziono zastrzelonego wojskowego i posła partii Front Ludowy Dymytro Tymczuka. Postać znaną i w Polsce. Ten były pułkownik ukraińskiej armii i weteran m.in wojny w Iraku, w 2014 stworzył znaną stronę Informacyjny Opór. Strona ta na bieżąco informowała o wydarzeniach z donbaskiego frontu publikując m.in regularnie uzupełniane mapy aktualnej sytuacji.
Pułkownik został znaleziony w swoim mieszkaniu martwy. Jak napisał na Twitterze jego kolega, jeden z liderów frontu Andriej Gelaszczczenko Tymczuk zginął podczas czyszczenia pistoletu pamiątkowego, który dostał jako wyraz uznania za jego działalność redaktora Informacyjnego Oporu. Z kolei „dziewczyna” pułkownika napisała, że w dniu śmierci miał fatalny humor. Czy było to wypadek? Nie wiadomo, ale doświadczony oficer przypadkowo strzelający do siebie z własnej broni to nie brzmi zbyt wiarygodnie. Z kolei, gdy przeczytałem wersję o samobójstwie przypomniał mi się dowcip o sowieckim poecie Majakowskim. „Jakie były ostatnie słowa Majakowskiego tuż przed tym jak palnął sobie w łeb? Towarzysze nie strzelajcie!”. Tymczuk niewątpliwie wiedział sporo o tym co naprawdę działo się podczas rewolucji na Ukrainie i wojny na wschodzie tego kraju. A tacy ludzie, którzy wiedzą zbyt dużo często popełniają samobójstwa lub mają wypadki. Tak się jakoś dziwnie składa. Nakłada się na to zapowiedź Zełeńskiego ujawnienia prawdy o tym co naprawdę działo się podczas zajmowania przez Rosjan Krymu, oraz kluczowych dla przebiegu wojny bitew pod Iłowajskiem (VIII/IX 2014 r.) i Debalcewem (I-II 2015 r.).

Żołnierze batalionu „Donbas” podczas walk pod Iłowajskiem.
W następnym przeglądzie
O reformach powyborczych na Ukrainie. W biznesie, energetyce i resortach siłowych. A także coś o tym co dzieje się w „Pribałtice„.
Na fotce głównej – tablica pamiątkowa ku czci Imama Szamila. Fotka zrobiona podczas mojej ostatniej wizyty w Kijowie. Źródło pozostałych ilustracji – Wikipedia.
C.D.N.