Słowo na niedzielę – szare i czarne okno na świat


Nasze, szare morze

Pierwszy raz ujżałem je, gdy miałem siedemnaście lat. Było to w ogóle moje pierwsze morze zobaczone „na żywo”. Teraz, gdy czytacie te słowa, siedzę już w Nowym Rzepniku. Morze stało się dla mnie czymś powszednim. Gdy wejdę na szczyt wzgórza, na stokach którego mieszkam, będę mógł ujrzeć wody kanału La Manche, przez Anglików zwanego „Angielskim” (przecież jest „ich” 🙂 ). Kilkadzieiąt mil na północ stąd wzgórza Exmooru spadają ogromnymi klifami do Morza Celtyckiego. Zaś koniec Półwyspu Kornwalijskiego obmywają fale Oceanu Atlantyckiego (https://chutornik.pl/category/podroze/south-west-uk/ ). Dziś, podczas szóstego „rejsu” morze jest czymś zwyczajnym. Wtedy, w 2003 roku, jego widok był totalną egzotyką. Spełnieniem snów. Boć i od dzieciństwa ciągnęły mnie do siebie i góry które widziałem z okna i morze – dalekie, egzotyczne, szerokie. Legenda białych żagli, pirackich skarbów, przygód Robinsona. Najbliższy sercu był jednak Bałtyk – Ocean Sarmacki jak go nazywano w czasach starożytnych. Z jego bursztynem, zimowymi sztormami, legendami kaszubskich rybaków. I tym pierwszym ujrzanym w życiu morzem był właśnie Bałtyk, Zatoka Gdańska.

Pomorze było organicznie związane z naszymi dziejami. Było to nasze okno na świat. Dostęp do niego był z tego powodu przyczyną niezliczonych wojen. Włączając to tę największą w dziejach, która przecież zaczęła się tu, nad Bałtykiem o symbolicznej 45 dnia pierwszego września roku pamiętnego. Przyszła wojna, którą Polska będzie musiała stoczyć też będzie wojną bałtycką. By oddalić jej widmo warto inwestować w Marynarkę Wojenną i Obronę Wybrzeża oraz w militarną współpracę z Krajami Bałtyckimi i Skandynawią. Warto kontynować, wbrew pozorom długie i piękne tradycje. Wikingów z Jomsborga, flot pomorskich na służbie Krzywoustego, dzielnych kaprów i marynarzy spod Oliwy, w końcu marynarzy z czasów II wojny światowej.


Na wojnę w starym stylu na razie się nie zapowiada. Dziś Szwedzi, Duńczycy czy Niemcy nie stanowią militarnego zagrożenia. To nie ci sami Krzyżacy, nie ci sami „Tatarzy Północy”, nie ci sami poddani Ragnara. Groźna jest tylko Flota Bałtycka, myślę, że Piotr Wielki byłby zadowolony z jej dziejszej siły. Wydaje się jednak, że toczą się inne, tajne wojny o to kto będzie prawidzywm panem naszego Wybrzeża. Amber Gold, choragiewki hitlerowskiego Wolnego Miasta na gdańskich tramwajach, likwidcja przemysłu stoczniowego, protesty przeciwko przekopowi Mierzei Wiślanej czy wieloletnie sabotowanie budowy gazoportu w Świnoujściu stanowią silne poszlaki do stwierdzenia, że takowe wojny się toczą. By Rzeczpospolita była podmiotem, a nie przedmiotem światowej polityki trzeba zdławić cichy lecz długi, proniemiecki bunt władz Trójmiasta. Tak jak rebelię Gdańszczan spacyfikował ogniś wielki król-wódz Stefan Batory. Skoro toczymy wojnę trzeba walczyć. Więcej trzeba być w ofensywie. Pacyfikować bunty, demaskować agentury. I nie tylko walczyć, ale i inwestować, gospodarować. Bez megalomani, z szacunkiem dla przyrody, rozwijać wybrzeże. Gazoport i tunel w Świnoujściu, „uwolnienie” portu w Elblągu, reaktywacja stoczni to sprawy, które cieszą. Im więcej takich nowin tym lepiej. Budowa Gdynii niech będzie inspiracją. Warto też przeprowadzić narodową dysusję o stanie Bałtyckich wód. Smutno mieć morze, które jest martwe, a ku temu idzie. Warto kochać Bałtyk. Nasze zimne, sztormowe morze.

Okno na Wschód

Szczecin-Świnoujście, Trójmiasto, Elbląg, a też i Ryga, Tallin, Kłajpeda to nasze okna na Zachód. Bramy szlaków morskich prowadzących do Rotterdamu, Kopenhagi, Oslo, Londynu, Plymouth, Dublina, Nowego Jorku, Rio de Janerio. Są też bramy na Wschód. Z ukraińskiej Odessy, rumuńskiej Konstancy, chorwackiego Splitu i bułgarskiej Warny o wiele bliżej do Kanału Sueskiego niż z polskiej Gdynii. Z gruzińskiego Potii mogą (na większą skalę) wypływać tankowce i gazowce ze skarbami Azerbejdżanu na pokładach, współczesnym Złotym Runem. Więcej, Kijów, Dnipro, Belgrad czy Budapeszt to też porty. O ile pomysły na regulację Wisły i Odry uważam za raczej chybione (nie lepiej rozwijać kolej?) to Dniepr i Dunaj to rzeczne giganty. Trzeba tylko korzystać z darów natury w większym stopniu niż dziś się to robi. Morze Czarne i Adriatyk to też będą po części nasze morza, jeśli będą to morza naszych partnerów. Nasze bramy morskich szlaków, których końce to Szanghaj, Tokio, Bombaj i inne bogate miasta portowe na Wschodzie. Bądźmy otwarci dla ludzi przyjaznych z czterech stron świata. My Sarmaci, ludzie z końca Europy. Zawsze gościnni dla wędrowców. Gotowi na wojnę, ale i na pokój, handel i rozmowę.

Rzecz jasna ten tekst to felieton. Nie podparty ekonomicznymi i technicznymi analizami. Luźne uwagi, idee którymi chcę się podzielić. Na fotce głównej – klify Wolina. Źródło – Wikipedia. Fotki w tekście mojego autorstwa.

P.S.

Kijów – Podkapacie – Półwysep Kornwalijski

4 thoughts on “Słowo na niedzielę – szare i czarne okno na świat”

    1. Sorki, że opóźnienie w odpowiadaniu. Zasadniczo transport wodny jest bardzo eko. Wsadzasz dwiescie ton wyngla i połowę roboty robi nurt rzeki . Z drugiej strony na czym miała by polegać regulacja? Udrożnienie i pogłebienie czy betonowanie, budowa tam itd? Już teraz w Karpatach górskie potoki wciska sie w koryta, w Sudetach zrobili to Niemcy sto lat temu. Efekt? Przyśpieszenie spływu wody i kumulacja fali. Spływają na niziny. Być może szlaki wodne będą rentowne. Jednak najważniejsza funkcja rzek to zachowanie dobrego bilansu wodnego. Betonowanie, osuszanie bagien, zabudowa rzecznych rozlewisk temu nie sprzyja. A Polska ma wbrew pozorom małe zasoby wodne obecnie. Oczywiście ekologom też nie ufam z zasady 🙂 Do końca nie wiem czy da się pogodzić jedno i drugie.

      1. Zbadać temat, bez ideologii, tylko sprawdzić czy się da udrożnić nasze rzeki bez wielkiej szkody dla środowiska. Sam się na tym wiele nie znam. Na pewno odciążyło by to drogi i wpłynęło na rozwój miast przy Wiśle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *