Słowo na niedzielę – zamiast felietonu.
Jak co roku o tej porze pracuję jako likwidator pozostałości po festivalu w Glastonbury (albo właściwie w Pilton miejscowości tuż obok). Festiwal ten jest doskonałą metaforą naszej zachodniej cywilizacji. Najpierw mnóstwo ludzi, w długim i znojnym trudzie, wznosi potrzebną infrastrukturę. Potem kilka dni trwa dzika zabawa. Ludzie słuchają muzyki, spożywają alkohol i inne substancje psychoaktywne. Oraz oczywiście poznają innych ludzi, co często kończy się romansami i wybuchami namiętności. Dobre musi się jednak kiedyś skończyć. Zostają ruiny, góry śmieci, hordy mew i gawronów oraz likwidatorzy. Niestety nie mam już dawnego zapału do pisania. Wolę po fajrancie poczytać książkę, wypić piwo czy oglądnąć filmy dokumentalne. Lub porysować.
Bazgrzę sobie. Rysować każdy może, więc i ja też. Może się wam to wydać dziwne, ale bez tego nie pisał bym nawet w połowie tak dobrych tekstów jakie czasem mi się zdarza. Najlepiej mi się wymyśla tematy wpisów, ich strukturę i treść, przy rysowaniu. Lub też przy wykonywaniu takich czynności jak jazda taczkami z piaskiem, odśnieżanie ulicy czy wyciąganie pegsów pegspullerem. Talentu do pisania trochę mam, plastycznego powiedzmy nieco mniej. Mimo to owo bazgranie, z pozoru bezużyteczne, pomaga myśleć.
Też rysujcie. Lub też kupcie sobie harmonijkę ustną i nauczcie się grać. Zapiszcie się do chóru amatorskiego. Fałszujecie? Oj tam. Przeważnie nie jest tak źle z naszym śpiewem jak nam się wydaje. Zauważyliście, że przestaliśmy śpiewać, gdy się spotykamy? Co najwyżej „łiiiiski mojaaaaa żooooono”. Po drugiej flaszce na grillu, o czwartej rano. Niewiele bastionów zbiorowego śpiewu zostało w Polsce. Stadiony, kościoły, wojsko, harcerstwo i chyba tyle. A zbiorowy śpiew to dusza narodu. Narzeka się na poziom naszej pop-muzyki, a muzyka jest uważana dość powszechnie za przedmiot zupełnie w szkole niepotrzebny. Potrzebny, tak samo jak plastyka i wuef.
Może jednak śpiew, granie wam nie leży? Wyszywajcie, sklejajcie modele, łówcie ryby, uprawiajcie róże. Hobby „bezużyteczne” wcale nie jest bezużyteczne. Teraz popatrzcie na dzieci. Cały czas coś tam rysują, wymyślają historie, robią całą masę bezproduktywnych z pozoru rzeczy. I kto najszybciej się uczy nowych rzeczy? Dzieci. Dzieci głupie nie są. Czasem mądrzejsze od nas dorosłych. To tak zamiast dalszej części felietonu trochę rysuneczków z „Chutornika”:

Po szychcie w kostce. 
Wieczorem w Nowym Rzepniku.

Wrażenia z zimowego spaceru.

Najczęstszy motyw – koty, kobiety, drapieżne ptaki, ornamenty, pejzaże górskie.

Z wyjazdu naukowego. Konferencyjne.

Po lekturze książki o Tamerlanie. Na inspicjencie w RCKP. 
Tygrys – performance na ognisku. Malinowa.

Kijowskie szkice węglem.

Czekając w kolejce do doktora.

Portret Felka – kosmonauty. 
Czekając na kolokwium. Rzeszów.

Wieczorem w Lublinie. 
Na postoju na A4.

Sokrates i Platon – instalacja 😉

Dialog Bestii – instalacja.
P.S.
Felieton o Borneo i Podkarpaciu wywołał dość sporą reakcję tj. po wrzuceniu na moją „ścianę” na FB. O ile inspiracji mi daliście. I do polemiki z samym sobą nt. ocieplenia globalnego i do gawędy o historii eksploatacji karpackich lasów i mini-eseju o tym jak widzę przyszłość Podkarpacia. Dziękuję, szczególnie za polemiki i krytykę. Tymczasem czytam skrót owego słynnego raportu uczonych o „katastrofie klimatycznej”. Takie streszczenie dla laików: https://www.ipcc.ch/site/assets/uploads/2018/03/ar5-wg1-spm-3polish.pdf?fbclid=IwAR1i9V1IDAsSy8lC0bO3MTTac0_vJvWXnYCFE0TVo5mucS9fRFjCiBAafnA
Cóż nie wygląda to dobrze. Może to własnie ten granat z piosenki Braci Figo Fagot „Heteromagnes” , który siedzący na księżycu Pan Bóg rzuci w Ziemię? A nie… to my samy się zniszczymy. Cóż, prędzej czy później to musi nastąpić. Po wszystkim przyjdzie Archanioł i zwinie wszystko co zostanie, całe dzieje ludzkości, całą materię, w rulon. I schowa do archiwum. Tak jak na fresku poniżej:

Archanioł zwijający świat w rulon po Sądzie Ostateczny. Fresk z kijowskiego Soboru Sofijskiego. Foto z archiwum autora.
Przypomnę też, że nadal trwa powolny remont stronki:
Zgodnie z zapowiedzią zacząłem nową serię wpisów: https://chutornik.pl/2019/06/letni-przeglad-wschodni/
A od połowy lipca wraca Kapitan September: https://chutornik.pl/2019/06/kapitan-september-na-salang-cz-8/
A kolejne lipcowe felietony będą m.in o wojnie koreańskiej, katedrze w Exeter i hetmanie Wyhowskim. Czekajcie cierpliwie 😉
Nowy Rzepnik. Hrabstwo Devon. Nocą 3/4 lipca 2019 r.






