Najcięższy bój Synów Wilczycy


Uniwersalna historia

Mamy w tej historii szereg opowieści , które dobrze znamy. Konfrontację ambitnych machin państwowych skazanych na starcie. Jedno to mocarstwo lądowe, drugie swą siłę oparło o liczne okręty. Było to i wcześniej – wojna peloponeska. Było i później. Konfrontacja Wielkiej Brytanii (i kolejnych jej sojuszników) z kontynentalnym supermocarstwem Napoleona. Napoleon co prawda wojował z Turkami, Prusakami, Austriakami, Moskalami, Hiszpanami, Szwedami i Portugalczykami lecz wróg nr 1 zawsze był „za Kanałem„. Inny przykład starcia „Oceanu” i „Lądu„, znacznie bliższy. To Zimna Wojna. Mocarstwo Czołgów przegrało z Mocarstwem Lotniskowców. Oczywiście do bezpośredniej wojny nie doszło, ale toczono ją „zastępczo” na różne sposoby. I jedna z potęg musiała ulec.

Jest w historii wojen Rzymu z Kartaginą genialny wódz który mistrzowskim manewrem przenosi wojnę na terytorium wroga. Gromi kolejne jego armie. I … przegrywa na końcu. Przez oddalenie od zaplecza, ataki partyzantów, niezłomny upór wroga. Ileż to genialnych wodzów, wielkich armii podobnie przepadło! Jest i miasto skazane na śmierć, broniące się z wielką determinacją mimo kolosalnej przewagi nieprzyjaciela. Nie przypadkiem na Warszawę mówi się czasem „Kartagina XX wieku”.

Historię wojen punickich warto prześledzić by zrozumieć pewną prawdę dziejową. Wszystko co jest – już było. Tylko zmienia się nieco technika. Kiedyś wysyłało się konnych zwiadowców. Teraz wysyła się drony (choć pewnie w Afganistanie czy Sudanie koń nadal ma pewne znaczenie wojenne). Kiedyś o potędze na morzu przesądzały galery. Potem galeony. Dziś lotniskowce i okręty podwodne. Kiedyś walczono o kopalnie złota i żelaza. Dziś… o kopalnie złota, żelaza, kobaltu i litu. Zawsze walczono i zawsze będzie się walczyć o złoża. O strefy wpływów i kontrolę nad szlakami handlowymi. Taka jest natura wielkich państw. Zawsze wielkie, silne państwo będzie się starało, w ten czy inny sposób, podporządkować sobie mniejsze organizmy. Osłabić bądź zniszczyć, w ten czy inny sposób, konkurencyjne mocarstwa.

Uniwersalny obraz

Powyżej widzicie obraz Wiliama Turnera „Burza śnieżna. Hannibal przekracza Alpy”. Nie za bardzo widać na niej te Alpy. Widać tylko, że są ogromne, że razem z śnieżnym żywiołem chcą pożreć armię kartagińską. Wojska są … takie jakieś malutkie. Jak armia krasnoludków. Idą jednak w ten żywioł,w to bezdroże. Ufają wodzowi. Maszerują by zwyciężyć. By wydać swoim wrogom najcięższą, decydującą wojnę. By spalić Rzym. Wiadomo jednak, że przegrają. Wiadomo z lekcji historii.

Angielski malarz malował ten obraz w 1812 roku. W tym smaym roku Napoleon przekroczył ze swą Wielką Armią graniczny Niemen. Przepadła potem w śnieżnych burzach Wielka Armia. Przepadła w Rosji jak armia Hannibala w Italii. Czy Turner chciał dodać wiary swoim rodakom mówiąc im tym obrazem „patrzcie i taki wódz jak Hannibal przegrał! Przegra i Bonaparte!” ? A może po prostu chciał pięknie namalować górskie, śnieżne i wietrzne żywioły? Nie wiadomo. I na tym polega dobra sztuka. Na niedopowiedzeniach. Niuansach, domysłach, wieloznaczności. Bardzo lubię ten obraz. Tym wpisem się dzielę ową radością.

Uniwersalność archetypu

Czemu taka a nie inna ilustracja już wiecie. A skąd tytuł? Ano tak zwano Rzymian. Od Romulusa i Remusa, założycieli Rzymu, których wykarmiła wilczyca. Wilk i orzeł były, jakbyśmy dziś to powiedzieli, narodowymi symbolami. Kojarzycie na pewno z filmów z gatunku „o legionach i gladiatorach” rzymskiego chorążego odzianego w wilczą skórę niosącego chorągiew na szczycie której usiadł złoty orzeł. Wilk i orzeł to archetypowe bestie kojarzące się z walką, męstwem, wojskiem i wojną. Przewija się też przez ludy, kontynenty i wieki. Jest i w naszych głowach. Orzeł Biały na wojskowych czapkach i na patriotycznych graffiti. Wilk… z wilkiem było mniej oficjalnie. Wszak mamy w swoim słowniku pogańskie „nie wywołuj wilka z lasu” i chrześcijańskie „wilki w owczych skórach„. Wilka się bano, wilka niezbyt lubiono, na wilka polowano. Z drugiej strony husarze okrywali swe zbroje skórami drapieżników m.in wilków. Nie było w dawnej Rzeczpospolitej „wilczych akcji„. Dziś wilki zdobią koszulki chłopaków popijających piwko pod blokiem. Na koszulkach pod wilkiem często widnieje napis „Ponieważ żyli prawem wilka…”. A to nie jakiś kibolski slogan tylko sam Herbert. Książę Poetów zstąpił pod strzechy. Możliwe jest takie zejście z Parnasu tylko dzięki sile archetypicznych wyobrażeń, które mamy w sobie. To coś jeszcze głębszego niż historia i sztuka. To najpierwotniejsza prawda o człowieku. Naga ludzkość odziana w wilczą skórę. Tacy, jak mi się zdaje, wojownicy w wilczych skórach z dzidami i maczugami. A technologia, cywilizacja? To tylko aktualna scenografia.

P.S.

Dziś mija 6 lat od „Nocy Ognia” w Kijowie. Ta historia to prawdziwe Eldorado dla badaczy wpływu legend i archetypów na ludzkie działania w sytuacjach nadzwyczajnych. To jednak temat na inne wpisy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *