Oblężenie


Dziwnie się czuję, gdy raz na parę dni jadę pociągiem. Tym co zwykle, ze stacji Piaseczno do stacji Okęcie. Cisza, perony niemal puste. Jakiś facet z aktówką. Jakaś kobieta z siatką na zakupy. Dwie młode dziewczyny. Łacznie ze mną 5 osób. Zwykle ludzi na tym peronie, o tej porze jest, tak na oko, dziesięć razy więcej. Milczymy. Cisza pełna napięcia jak w jakimś katastroficznym filmie typu „Czarnobyl”, „Wąglikowy dżyhad” czy „Zemsta nietoperza 2″. Wrona przerywa ciszę, radośnie kracze na gałęzi. Ona tam się nie przejmuje. Żyje swoim wronim życiem i cieszy się wiosną. Słońcem, kwiatami, żerowaniem. Nie jest bezradna. Doskonale sobie radzi. W przeciwieństwie do nas. Jest 7.07 na stację wjeżdża lokomotywa, a za nią wagony. Wsiadamy.

Jest wojna. Dziwna bo cicha, a nie głośna. Dziwna bo nie ma patriotycznych wieców i kolejek do WKU. Na odwrót jest rozproszenie. Powszechne ukrywanie się przed terrorystami który jest wszędzie i nigdzie. Nie można ich wybić do nogi ani wyłapać. Choćby dlatego, że ci terroryści nóg nie mają za to potrafią fruwać. Nie wiem jak innych, jak Was, ale mnie męczy ta bezradność. Gdyby tak była teraz powódź wielka. Taka powódź 1500 lecia. Skumulowanie deszczowych katastrof roku 1997 i 2010. Gdyby taki kataklizm na nas spadł to wiadomo byłoby co robić. „Łopata w rękę i na wały dobrowolcy ! Wolontariuszy trzeba by budować barykadę z worków na osiedlu XYZ bo woda lada chwile zaleje! Natychmiast co najmniej tysiąc chłopa tam trzeba. Wsiadajcie w podstawione autobusy”. Idzie się więc na wyznaczone miejsce. Wsiada do podstawionych przez strażaków czy wojsko autobusów i jedzie walczyć z wielką wodą. To jednak nie powódź. Gdyby tak wojna z ludźmi! Czołgi rosyjskie przerywają szlabany graniczne! 1 Armia Pancerna Gwardii idzie na Warszawę! Było by prościej. Podejść starczyłoby do najbliższego WKU. Ot moje kwalifikacje – namioty wielkopowierzchniowe umiem montować. Mogę i po przyuczeniu mosty pontonowe. Mogę ryć ziemianki, budować barykady. Dajcie mnie do saperów, do WOT, do batalionów pracy. Gdziekolwiek, gdzie się przydam. W tej wojnie nie ma jednak wezwań „potrzebujemy ochotników„. Na odwrót – jest wezwanie „siedź w domu, nie wyłaź bez potrzeby„. Ewentualnie „zrób starszemu sąsiadowi zakupy„. Nie znam żadnego starszego sąsiada. Lubię Piaseczno, ale jestem tu przelotny. Sąsiedzi? Sami młodzi i znajomość tylko na „dzień dobry”. Więc zostaje samoizolacja i pełne napięcia czekanie. Jakiś mały chuligan oblega każdą miejscowość w Polsce i każdą na połowie globu. Każdy domek jednorodzinny i każde mieszkanie w bloku czy kamienicy.

Migają znane krajobrazy. Topole, hurtownie, domki. Stado saren na łące. Zarośla, przejazdy kolejowe. Nowa Iwiczna, Warszawa-Jeziorki, Warszawa-Dawidy. Wiosna. Bez zimy. Ta zima mnie niepokoiła. Dziwna, ciepła, bezśnieżna. Musiałem jechać w rodzinne Karpaty żeby ubrać biegówki. Niepokoiła mnie mocno. Przeczucie? Może. A może jestem zabobonny. Czy ja jeden? Kiedyś wierzono w różne znaki, dziwne metody profilaktyki. A to po wioskach wędrowała gadająca krowa będąca znakiem nadciągającej cholery, a to kometa roznosiła morowe powietrze. Leczono się sproszkowanymi żabami, gorzałką z czosnkiem, biczowaniem do krwi. Dziś mamy ponoć XXI wiek. Mamy internet. Po tym internecie krążą legendy o spiskach, o biologicznej broni, celowej masowej zagładzie lub na odwrót wielkiej mistyfikacji. Może to i prawda, może i nie. Na sojszalmediach ludzie dzielą się poradami. Chiński lekarz Czang Pajhiwo radzi by pić łyk wody co kwadrans. Wirus spłynie w dół i się utopi w kwasie żołądkowym. Doktor Zięba zdradza ukrytą terapię – trzeba jeść lewoskrętną witaminę C w dużej ilości. Najlepiej z glinianej miski drewnianą łyżką. Doktor Kowalski doradza by okadzać się dymem z jałowca i konopi indyjskich. Choroba zakaźna rzuca na kolana. Rujnuje ekonomicznie.Czyni bezradnymi. I przeraża. A co potem, gdy się już pogrzebie zmarłych? Wyobraźnia działa bezlitośnie podsuwając wizje upadku,anarchii i wojny. Od Kijowa i Narwy po Exeter i Madryt .Wróciliśmy w to co dawne. W świat niepewności.

Wychodzę na stacji Okęcie. Nie słychać huku startujących i lądujących samolotów. Most powietrzny jeszcze się nie zaczął. Staję twardo na peronie. Tylko ja i kierownik pociągu. Ten mówi do krotkofalówki „Skład 1500 100 900 Odjazd!”. I wsiada do wagonu. Skład rusza powoli ku Warszawie Zachodniej . Bohater? Trochę tak. Bohater tego oblężenia. Zwykły facet koło 60-tki, który zatrzymuje kompletny chaos. Blokada blokadą, ale kolej musi funkcjonować. Czy z nieba lecą bomby, czy na rozjazdy spadają pociski i rakiety, czy dywersanci podkładają na torach miny – kolej musi działać. Także podczas stanu zagrożenia zarazą. Kolejarz chodzi do pracy, wykonuje służbowe zadania. Naraża się. Włosy już siwe, może ma już wnuki. Może ma chore serce, albo płuca uwędzone papierosowym dymem. Naraża na szpital zakaźny. Na ciężkie zapalenie płuc bo jak wiadomo SARS CoV2 posmakował w ludzkich płucach. Na śmierć. Mundur kolejarski nabrał nowego znaczenia. Lub też historia przywróciła mu znaczenie stare. Stał się dziś mundurem bojowym, tak jak kitel lekarza czy fartuch sklepowej. Pewnie nie przypuszczał, że los sprawi, że będzie człowiekiem wagi strategicznej.

Pusto i cicho. Pociąg znika. Może… Może będzie dobrze. Przecież bywało gorzej. To myśmy się przyzwyczaili do dobrego. Nie docenialiśmy tego w jak dobrych czasach żyjemy. O właśnie – jeszcze żyjemy. Pierwsze liście już na drzewach widać. Słońce miło grzeje twarz. Robi się zielono i ptaki śpiewają w zaroślach. Znikam w tej zieleni. Zieleń to kolor życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *