Samotność Atamana


Ataman usiadł i patrzył na wiewiórkę biegającą po pniu i konarach parkowego drzewa. Wiewiórka, małe stworzonko, a tyle daje radości obserwatorowi. Wyjął z paczki papierosa. Włożył go w zęby. Przyłożył ogień zapalniczki do jego końcówki. Po chwili wypuścił z ust dym. Wiewiórka zniknęła. Gdzieś wysoko w konarach. Ona ma tam pewnie swoje państwo. Swoją mała dziuplę. Kraj to mały, ale jej. A on? Przegrał swoje państwo. Lecz czy można było w tej grze wygrać? I czy ktoś w ogóle wygrał? Denikin i Machno też byli tu we Francji. Petruszewycz i Skoropadzki w tych śmiesznych postkajzerowskich Niemczech. Wrangel wybrał kraj Serbów na miejsce do pisania pamiętników. Tylko bolszewicy wygrali tę grę. No i może Polacy, ale przecież nad Polakami wisi miecz czerwonej Rosji. Te śmieszne pokajzerowksie Niemcy mogą się odrodzić, a Sowiety urosnąć w siłę. Ataman zaciągnął się głęboko papierosowym dymem.

Podobno niektórzy lekarze mówią, że palenie szkodzi – pomyślał – ale po tym wszystkim co przeżyłem chyba nic może mi zaszkodzić, ani nic przestraszyć?

Był legendą za życia. Lecz ta legenda mu ciążyła. Wolał by być zwykłym deputowanym w parlamencie niepodległej Ukrainy. Lub choć Ukrainy autonomicznej. Pod Piłsudskim, pod Wranglem byle nie pod bolszewikami. Tak. Wiedział o tym, że kultura ukraińska, szkolnictwo się rozwijają w tym momencie historycznym. Tam nad Dnieprem. Nie ufał jednak czerwonym. Zbyt dobrze ich znał. Nie ufał też Polakom. Nie, nie wszystkim. Wiedział, że jest wielu takich, którzy chcieli by przyznania autonomii Haliczanom i Wołyńcom.

Polacy musieli by się jednak dogadać sami ze sobą w tej sprawie. Nie dogadają jednak – pomyślał ponuro- zbyt wielu wierzy w tę polska misję cywilizacyjną na Kresach. Tak to nazywają. Ja dla nich kozacki watażka. Coś między Bohunem a Krzywonosem. Wśród Haliczan nie lepiej. Głupcy tę Polskę nienawidzą bardziej od caratu i bolszewizmu. Takich co przeciw Polakom wezwali by na pomoc samego diabła, a nie oddali im ani wioseczki. No nie oddają, a Ukrainy i tak nie ma i nie będzie. Tak, długo nie będzie.

Ataman poczuł się jeszcze bardziej samotny niż zazwyczaj. Wiosna wokoło pachniała i śpiewała. Mimo wszystko. Wbrew wszystkim smutkom. Uśmiechnął się do niej.

Polityka polityką, ale wiosna jak nad Worsklą. Prawie.

I wstał, zadeptał niedopałek. Ruszył do swojego mieszkania. Pałacu politycznego bankruta, siedziby zawodowego rewolucjonisty i jednocześnie atamana kontry, Siczy ostatniego Hetmana, ostatniej twierdzy Żywej Legendy Wolnej Ukrainy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *