Budionnowsk 95′ cz.1


Powoli i metodycznie

Wiosną 1995 roku Rosjanie już na dobre „przypomnieli sobie jak się walczy”. Po ostatecznym zdobyciu i oczyszczeniu czeczeńskiej stolicy – Groznego ( https://chutornik.pl/2020/01/flagi-nad-ruinami/ ) 58 Armia powoli pełzła ku bukowym lasom porastających stoki Kaukazu. W końcu zaczęła wdzierać się w górskie wąwozy, wywieszać „federalne” proporce na minaretach (o ile ocalały) meczetów w górskich miejscowościach. Nie spieszono się. Opór bojowników Dudajewa i tzw. Samoobron miażdżono metodycznie walcem ognia i stali. Dopiero po długotrwałym „wyrównywaniu” ruszały kolejne etapy natarcia. Preferowano używanie w bezpośrednim boju sił elitarnych – Specnazu, Piechoty Morskiej, Desantników. Żołnierze tych formacji, nawet ci ze służby zasadniczej, byli lepiej wyszkoleni i uzbrojeni. Nade wszystko mieli o wiele więcej ducha walki niż zwykła piechota zmechanizowana. Tych wolano, o ile było to możliwe, kierować do działań osłonowych i pomocniczych.

Używano też wojska podległe MSW, przede wszystkim do „czyszczenia” tyłów. Podczas „zaczistek” aresztowano masowo mężczyzn i chłopców, których następnie kierowano do „obozów filtracyjnych„, gdzie poddawano ich „śledztwu„. Powszechną praktyką było wymuszanie okupu za aresztowanych „do wyjaśnienia„, a także za ciała zmarłych. Warunki w „filtrach” i stosowane w „śledztwie” metody był zaś takie, że rodzinny aresztowanych zbierały pieniądze jak mogły najszybciej by wykupić raczej żywego niż martwego krewniaka. Przy okazji tych operacji karnych grabiono wszystko co nie zostało spopielone przez bomby, pociski i rakiety. Nierzadkie były gwałty, podpalenia, złośliwe dewastacje. Symbolem tych brutalnych działań była wieś Samaszki, gdzie w kwietniu zamordowano ok. 250 cywilów.

Ten sposób prowadzenia wojny powodował całkowite wyniszczenie materialne zbuntowanej republiki i ogromna liczbę ofiar cywilnych. Był jednak skuteczny. W wielu miejscowościach starszyzna zarządzała kapitulację bez walki. Można oczywiście usprawiedliwiać Rosjan. Oszczędzali w ten sposób krew swoich żołnierzy. Przywracali integralność terytorialną kraju. Amerykanie w Wietnamie też przecież nie żałowali bomb i amunicji artyleryjskiej. Zrzucili i wystrzelili prawie 20 milionów ton. Podczas nalotów na Koreę Północną amerykańskim pilotom brakowało w pewnym momencie celów bo zniszczyli prawie całą infrastrukturę i większość miast. Francuzi w Algierii bez sentymentów i wyrzutów sumienia stosowali tortury i przesiedlenia. To są jednak tylko rozważania historyka o wydarzeniach sprzed ćwierć wieku. Dla ówczesnych mieszkańców Czeczenii masakra i pożoga były ponurą codziennością. Brutalność i skuteczność taktyki przyjętej przez Moskwę miała skutek uboczny. Wywoływała radykalizację strony czeczeńskiej. Wielu młodych ludzi coraz silniej łaknęło zemsty.W czerwcu wydawało się, że powstańcy definitywnie przegrali. Mogli oczywiście przez jakiś czas prowadzić działania partyzanckie, ale Czeczenia to nie jest ogromny Afganistan. Prędzej czy później została by spacyfikowana.. Dudajew, eks-generał sowieckiego lotnictwa, zdawał sobie z tego sprawę. Szukał „wunderwaffe„, które zatrzyma rosyjski walec. Militarnie sposobu nie było. Rosja, nawet Rosja Jelcyna była jednak Rosją. Pozostały metody polityczne. Świat, wbrew nadziejom marzycieli z Kaukazu nie miał najmniejszego zamiaru uznawać niepodległości małego kraju. Owszem Amerykanie uznali Estonię, Gruzję, Turkmenistan czy Azerbejdżan, ale rozpadu samej Federacji Rosyjskiej nie chcieli. Trwałe odłączenie Czeczenii mogło wywołać efekt domina i totalny chaos od Kaliningradu po Władywostok. Ta wizja przerażała generałów i kogresmenów znad Potomaku. Inne kraje kalkulowały podobnie. „Wyrażano zaniepokojenie” i na tym się kończyło. W niektórych państwach np. Polsce czy Krajach Bałtyckich duża część społeczeństwa sympatyzowała z antyrosyjską rebelią. Jednak sympatia, wiece solidarności, konwoje z pomocą, koncerty charytatywne czy reportaże z linii frontu nie mogły zastąpić militarnego i dyplomatycznego wsparcia. Zagranica nie chciała i co ważniejsze nie mogła pomóc. Pozostało zmuszenie Rosjan do rokowań. Wymuszenie rozejmu, który zakończy wojnę, albo chociaż da oddech wojskom separatystów. Rebeliancki prezydent szukał więc cudownej broni, która to umożliwi i w końcu ją znalazł. Stało się coś co odwróciło bieg historii

Blokowisko w stepie

Budionnowsk (nazwany tak na cześć dowódcy I Konarmii ) to prowincjonalne miasto w Kraju Stawropolskim. „Za szosą” oddalony od Groznego o ok. 300 kilometrów, Wołgogradu ok. 500 km, Rostowa nieco ponad 500 km. Kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, postsowiecki industrial. słoneczniki. Ot typowe senne blokowisko w stepie. Takie jakich wiele od Mołdawii po Ural. Wiosną 1995 roku Budionnowsk był równie senny jak wcześniej i później. Wojna w Czeczenii była dla tego miasta czymś odległym. Rzecz jasna wiedziano o niej. Zabierano chłopców do wojska – jak wszędzie w Rosyjskiej Federacji. Niektórzy wracali z wojny bez ręki, nogi, w cynkowej trumnie, albo i w ogóle nie wracali. Jak wszędzie. Zapewne przejeżdżały przez miasto wojskowe transporty. Jednak dla większości mieszkańców nieodległy geograficznie konflikt był równie wirtualny (jak dziś byśmy powiedzieli) jak walki w Bośni, Tadżykistanie czy Abchazji. Ot wojna w telewizorze. Gdzieś tam, ktoś do kogoś strzela. Wybuchają jakieś bomby. Dziennikarz relacjonuje to wszystko dramatycznym głosem. Jak to w dzienniku telewizyjnym bywa. Przemoc oczywiście istniała. Jak wszędzie w postsowieckiej przestrzeni rozkwitł w tamtych czasach bandytyzm. Dało się jednak i do tego przyzwyczaić. Przywyknięto też to ekonomicznego chaosu transformacji. Jakoś się żyło. I nagle na miasto spadł najazd.

Goście z Czeczenii

Do dziś nie wiadomo ilu terrorystów liczył oddział dowodzony przez Szamila Basajewa, który 14 czerwca 1995 zdobył miasto . Podaje się różne liczby. Od ok. 80 po nawet 200. Jak dotarli tak liczną grupą, aż tak daleko? Prawdopodobnie wyglądało to tak: Główna część przyjechała jako… rosyjski konwój wiozący „Czarne Tulipany” (tak, od czasów wojny afgańskiej mówi się w Rosji na żołnierskie cynkowe trumny). Drogę przez blok-posty (posterunki) torowały fałszywe dokumenty oraz, gdy było to potrzebne odpowiednie łapówki. Sam Basajew szydził później, że gdyby nie chciwość milicjantów to dotarli by do samej Moskwy. Inna część zamachowców przyjechała wcześniej i zameldowała się w miejscowym hotelu. Jeszcze inni wywodzili się z miejscowych Czeczenów. Na pewien czas przed rajdem firma-krzak o wdzięcznej nazwie Irbis (śnieżna pantera) wynajęła w podziemiach miejscowego szpitala jedną z piwnic. Składowała tam „jakieś skrzynie„. Dyrekcja nie wnikała co w tych skrzyniach było. Pieniądze się zgadzały. Zapewne zresztą duża ich część wylądowała w przepastnych kieszeniach garniturów i fartuchów. Co było i czemu akurat w szpitalu tego się już chyba domyślacie.

Na fotce – Szamil Basajew i NN kierowca. Czerwiec 1995, Budionnowsk. Źródło foto – Wikipedia.

C.D.N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *