Budionnowsk 95′ cz. 3


Kolejny atak

O świcie 17 czerwca ruszył nowy szturm. Tym razem atakowali profesjonalni komandosi. Wdarli się nawet w mury szpitala, ale atak został odparty. Po południu próbowano znów. Do tego skończył się śmiercią ponad stu cywilów. Ginęli od kul, wybuchów. W walce strona rosyjska użyła osławionych „Trzmieli”. Pod tą sympatyczną nazwą kryje się jednorazowy granatnik z głowicą termobaryczną. Żołnierzem nie jestem tym bardziej inżynierem więc zasady działania broni termobarycznej (inaczej zwanej próżniową) wytłumaczyć Wam nie umiem. Mniej więcej jednak działa to jak pryskanie dezodorantem do ogniska. Oczywiście skończyło się to pożarem który na szczęście nie rozprzestrzenił się na cały kompleks szpitalny. Użycie tej broni jasno pokazuje, że „pokonanie terrorystów” było dla dowodzących atakiem ważniejsze niż uratowanie porwanych cywilów. Cóż Rosja…

Egzekucje

Jeszcze po szturmie słychać było strzały. To bojownicy rozstrzeliwali jeńców. Pięciu pilotów (odwet za atak komandosów jak i bombardowania Czeczenii) i jednego pojmanego milicjanta. Skąd się wzięli lotnicy w szpitalu? Zapewne leczyli rany. Z Budionnowska do granic Czeczenii w linii prostej jest ok 100 km.

Rozmowy

Skoro nie udało się uwolnić zakładników siłą zaczęto negocjować. Basajew wypuścił 227 zakładników. W zamian dostał możliwość przeprowadzenia konferencji prasowej. W rozmowach przed kamerą powiedział, że „zrozumiał, że nie ma niewinnych Rosjan„. Komando terrorystów nie ustępowało. Rozmowy z Basajewem prowadził (przez telefon)rosyjski premier Wiktor Czernomyrdin. Gdzie był wtedy Jelcyn? Ano rosyjskim zwyczajem „nie okazał słabości” wobec „bandytów Dudajewa” i nie wrócił do Moskwy ze szczytu G 7. Moskwa ustępowała – jej armia i oddziały podległe MSW przerwały ogień. Basajew też ustępował. Ze szpitala wyszło kolejnych 111 zakładników – kobiet i dzieci. W końcu Czernomyrdin zgodził się na warunki przedstawiane przez komando terrorystów. 19 czerwca po południu pod bramę szpitala podstawiono siedem autokarów i ciężarówkę – lodówkę w której miały wrócić do Czeczenii ciała poległych bojowników. Eskortować tą kolumnę miały milicyjne samochody, a z powietrza wojskowe helikoptery. Basajew zadbał o to by prawie do samego końca towarzyszyły mu „żywe tarcze„. Zabrał ze sobą 120 zakładników jako rękojmię dotrzymania przez Czernomyrdina umowy. Tym razem byli to „dobrowolcy„. Zgłosiła się część zakładników, urzędnicy z Budionnowska (łapówki brać to jedno, ale jak wojna to i urzędnik może być gierojem), dziennikarze a nawet deputowani Dumy ze słynnym Siergiejem Kowaliowem na czele. Kolumna pojechała w czeczeńskie wąwozy. W górskiej wsi Zandak zwolniono większość „żywej gwarancji”. Ostatnich nieco dalej w aule (wioska kaukaska) Dargo. Tam też Basajew przesiadł się do terenowej Łady Niwy i … „znik”. Teoretycznie śledzono go z powietrza, ale umiejętnie pędząc i manewrując górskimi dróżkami umknął, gdy „już już” pilot miał odpalić precyzyjną rakietę. Czy Rosjanie postanowili dotrzymać słowa? A może Basajew miał różne kontakty z różnymi ważnymi generałami i politykami i to oni powiedzieli pilotowi „nie strzelaj„? Czy też był genialnym kierowcą i gdyby nie wojna byłby mistrzem świata w górskich rajdach samochodowych? Tego się pewnie dowiemy wtedy, gdy dowiemy się też z jakiego to stopu była wykonana smoleńska brzoza i jakie zaklęcia kierowały kulą, która zabiła JFK. Basajew znikł w górskich lasach, zaczęły się rozmowy pokojowe.

Bilans

W toku „kryzysu” zginęło 129 cywilów a ponad 400 odniosło rany. Poległo lub zostało zamordowanych 25 żołnierzy i milicjantów w tym 3 komandosów. Straty terrorystów to 16 zabitych i zaginionych i 30 rannych. Stokilkadziesiąt budynków zostało uszkodoznych lub spalonych w toku starć.

Co działo się później? O tym we wpisie, który ukaże się 14 czerwca.

C.D.N.

P.S.

Podobno to w czasie kryzysu w Budionnowsku rosyjski premier wypowiedział słynne zdanie „chcieliśmy dobrze a wyszło jak zwykle”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *