Łowy


Strasznie mnie bawi ten paradoks. Nigdy pewnie nie zainteresował bym się przyrodą i jej ochroną, gdyby nie książki Jacka Londona i Alfreda Szklarskiego. Książki o myśliwskich wyprawach. Myślistwo… dla wielu okrucieństwo, ale czy nie bardziej brutalny jest ubój w rzeźni? Rzecz jasna „pozyskiwanie dziczyzny”, która przyszła żerować na rozsypanych burakach i zbożu to raczej praca rzeźnika-masarza niż myślistwo. Lecz już wyprawa w góry z dubeltówką to coś atawistycznego i romantycznego. Podobnie jak noc nad rzeką. Przy wędkach. Coś co jest naturalne, ludzkie, biologiczne i mistyczne zarazem. Zabija się zwierzęta… ale to właśnie myśliwi byli prekursorami ochrony przyrody. Ci rozkochani w puszczańskim życiu, w wyprawach na bagna i w góry. Ludzie dziczy.

Na obrazku „Polowanie” Juliana Fałata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *