Rebelie miękkie i twarde
I ostatnia część spontanicznej mini-serii nt. owej dziwnej wojny, której świadkami, a po części uczestnikami jesteśmy.
Na fotce – łódź Morskich Tygrysów. Czyli marynarki wojennej LTTE szerzej znanych jako Tamilskie Tygrysy. Tygrysy to partyzancko-terrorystyczna organizacja dążąca do oderwania od Sri Lanki terenów zamieszkałych przez naród Tamilów. Tamilowie, wyznawcy hinduizmu gnieceni przez Sygaleską, wyznającą buddyzm (tak buddyści nie są równi pacyfistom) chwycili za broń w 1983 roku. Pod wodzą charyzmatycznego acz okrutnego wodza Velupillaia Prabhakarana (serio się tak nazywał 🙂 ) toczyli wojnę z rządem w Colombo przez kolejne 26 lat. W pewnym okresie partyzanci kontrolowali większość północnych, wschodnich i zachodnich wybrzeży państwa-wyspy. Zmusili to odwrotu interwencyjny korpus Indii. Posiadali własną flotę małych szybkich łodzi oraz własne, miniaturowe lotnictwo. To od Tamilskich Tygrysów (oraz szyickiego Hezbollahu) Al-Kaida uczyła się technik terroyzmu-kamikadze. W końcu rebelia została zdławiona siłą. Zajęło to jednak ćwierć wieku. Możliwe było by zrobienie tego szybciej, gdyby Sri Lanka była bogatszym krajem. Rząd nakupił by nowoczesnej broni i sprzętu dla wojska. Samolotów, armat, śmigłowców, łodzi bojowych, noktowizorów, granatników automatycznych etc. Najął by instruktorów z zagranicy. Powstanie zostało by stłumione po np. dekadzie a nie 2,5 dekady.
USA nie mają takiego problemu. Z ich armią, w konwencjonalnej wojnie, miały by kłopot połączone siły Chin i Rosji. Mimo to… rząd amerykański nie radzi sobie z bandami podpalaczy i rabusiów. Pozwala na istnienie „strefy wyzwolonej” zarządzaną przez jedną z band. Czy owa „wyzwolona strefa” to jakaś odległa dolina w Górach Kaskadowych podobna do tych w Wietnamie czy Afganistanie? A może to umocniona dzielnica wielkiego miasta w której kryją się, jak niegdyś w Al-Falludży czy Hue, tysiące zaprawionych w bojach bojowników? Własnie nie. „Strefa Wyzwolona” w Seattle to trochę osiedle cygańskie, trochę miasteczko namiotowe na festiwalu muzycznym, trochę slumsy w najgorszej dzielnicy Lagos. Nawet przy założeniu, że rebelianci będą stawiać opór i będą używać broni palnej to rozbicia, spacyfikowania i wyłapania „partyzantów” wystarczał by batalion Gwardii Narodowej i kilka kompani policji. A jednak owe rebelianckie terytorium trwa w najlepsze. Czemu? Ano OPINIA PUBLICZNA, PRAWA CZŁOWIEKA, POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA. Technika „kolorowych rewolucji”, „majdanów” to bardzo skuteczne, a przy tym tanie narzędzie destabilizacji. Zobaczymy jak wielką ona będzie.
P.S.
W 1962 używali nawet samolotów 😉