Wszelka zbieżność


i wszelkie podobieństwo do polskiej rzeczywistości jest zupełnie przypadkowe. Czysta abstrakcja, jak w malarstwie 🙂

Kurtyna w górę!

Siedziała w fotelu. Wbita w niego całym cieżarem. Paliła powoli cienkiego papierosa i patrzyła intensywnie, drapieżnie. Z mieszaniną pogardy, władczości i czułości. Patrzyła na swoją najlepszą przyjaciółkę. Ta leżała nago i bezwładnie na kanapie. Zmaltretowana namiętnościami, jesienią i wódką. Wyglądała jak siedem nieszczęść, choć były to, nadal i mimo wszystko, bardzo atrakcyjne nieszczęścia.

-Marzena zastanów się na co ci to wszystko? Też się lubię pierdolić, sama wiesz. Lubię, ale kurwa trzeba myśleć o życiu. O ż-y-c-i-u. Kalkulować. Kumasz?

–Cooo…? Dziewczyna z kanapy podniosła głowę tak wysoko jak tylko umiała, na krótką chwilę pełną najwyższego wysiłku.

-Chujów sto. Mówię, że trzeba być odpowiedzialnym. Całe życie będziesz kelnerką? A jak jesienią znów zrobią lokdałna i się branża turystyczna nie pozbiera? Co robiłaś w życiu poza studiowaniem i kelnerowaniem?

–Oj… Jeknęła nieszczęsna Marzenka.

-Oj, oj. Weź się w garść. Przelicz sobie. Użyj mózgu. Marcin to poważny facet. Starszy tak w sam raz. Dziesięć lat. Już nie bije takiemu sperma do głowy. A przynajmniej takiemu misiaczkowi jak on. Ma pracę, ma stanowisko, ma dom na wzgórzu. Swój. Będzie i twój. Tylko kobiety mu brak własnie. Takiej z szerokimi biodrami do rodzenia dzieci. Takimi jak twoje – Paulina się roześmiała czule. Czuła się trochę jak starsza siostra, albo i nie to. Ktoś jeszcze starszy. Dobra ciotka. Ciocia Dobra Rada.

–Ale… ja go…ja nie wiem czy go kocham

-No i co? Masz 26 lat trzeba myśleć o życiu nie o kochaniu. Ja tam swojego Kamila kocham. Bez szału, ale kocham. Miałam lepszych w łóżku, z większymi kutasami. Inteligentniejszych, bardziej elokwentnych, z ladniejsza buzią. Takich też co wyglądali jak zawodowi tancerze. Erotyczni – przyjaciółka Siedmu Nieszczęść znów się zaśmiała – ale co dalej? Kim oni byli? Frajerzy, tinderowi jebacy, maminsynki, nieudacznicy. Gdzie są? Chuj wie gdzie. A Kamil to branża finansowa. Rozumiesz? Bankier. Czyli stabilizacja. Polisa taka. Mamy 26 lat. Trzeba żyć jak człowiek. Będziesz całe życie biegać z tacą? A w weekend ćpać, chlać i imprezować? Kogo obchodzi twoja magisterka o malarstwie starokoreańskim? Liczy się konkret. Kamil nigdy na prawdziwej imprezie nie był bo zapierdalał na sukces. I go odniósł. A ja się już prawie wyszumiałam.

–Ale przeeecież kochasz sztukę…

-No i jak już będzie całkiem mój to będę miała pieniądze na sztukę. Kupie sobie kiedyś dobry obraz i powieszę na ścianie. Boznańską, albo kurwa Fałata. Tak! Fałata, ultramieszczańsko. Jakieś „Polowanie na rysia” czy inne „Jelenie w zimowej puszczy”. Żadnych abstrakcji, popartów, wujów mujów, dzikich weży. Drogą, mieszczańską sztukę dla wyższej klasy średniej. Mąż mi kupi tak właściwie.

–Przecież nie znosiłaś Fałata

-Ale dojrzałam i w percepcji malarstwa

–Akurat

-Tak. mam teraz mieszczański, krakoski gust. Chce właśnie „Polowanie na rysia” w salonie! Dlatego myję mu głowę żeby się zaręczył ze mną. I zrobi to. A potem ślub i dzieci. Zobaczysz. Tak się robi z facetami! Ja to widzę! Kościół tonący w kwiatach. Ja w śnieżnobiałej sukni, sukni dziewicy prowadzona do męża przez mojego tatę… och. I wszyscy na NAS patrzą, podziwiaja. Kamil czeka razem z księdzem. Stóła łączy nas sakramentalnym węzłem. I to huczne wesele! Magnackie prawie chcę!

–Przecież w katolickiego Boga nie wierzysz... Co ty pierdolisz o węzłach sakramentu… Marzena skomentowała głosem o tonie tak złosliwym jak tylko jej spłakany głosik pozwalał.

-Ja papieża Franciszka szanuję, i Benedykta i Jana Pawła II. W Jezusa wierzę i mam medalik w mieszkaniu z Matką Boską. Wierzę, wierzę. Bóg mi zesłał Kamila a tobie Marcina. Szansę. A, że mam tam swoje życiowe grzeszki…

–No dziewica z Ciebie niezła hihihi Pamiętam, że na początlu studiów to nawet jeszcze byłaś taką. Za to nie odmawiałaś chłopcom dostępu do innych możliwości.

-Kamil chce żebym była dziewicą w noc poślubną. Dla niego do ważne. Omawialiśmy to już.

–Co??? Hhahahaha Teraz z smutnej kanapy rozległ się głośny śmiech.

-No zabieg. Odnowa błonki. Dla Kamila to ważne. On jest bardzo prawicowy. Wiesz wolny rynek, strzelby, Matka Boska, boks. I chce mieć dziewicę w noc poślubną.

–A co teraz żyjecie w czystości?

-No nie, ale w noc poslubną, po świetym sakramencie będę dziewicą.

-Hipokryzja sprowadzona do kwadratowego absurdu.

-Dla Ciebie. Ja mam już wszystko zaplanowane. Nawet na jakie studia pójdą moje dzieci. Ćwierć wieku do przodu. A ty Marzenka masz jakieś plany? Dalsze niż najebać się kolejny dzień z rzędu?

–Wyjedziemy z Morim. Jego kocham na pewno. On robił w Anglii, w Norwegii, w Holandii. Wcale nie jest nieudacznikiem.

-No tak. A ja jestem furman, furman co zarobię to przefurkam. Co on tam robił? Kurier rowerowy, sortownia, magazyn. Skłoty i hotele robotnicze to jego pałace zagraniczne. I lubi sie zabawić. Dobrze zabawić. Taki jest fajny jak się ma 20 lat a nie 26! Matka wie, że ćpiesz?

–A ty święta może?! Biedna Marzenka krzyknęła najgłośniejszym szeptem jaki zdołała wydobyć z obolałego gardła.

-Ja jestem i do tańca i do różańca. Kreski nie odmówię, gdy można. Z babcią na nieszpory też pójdę. Marzena! To sypiaj z tym swoim poetom od czasu do czasu, a wyjdź za gościa z klasą i kasą. Jak już cie tak drapie kotka, że nie dasz rady być całkiem wierna.

Paulina zgasiła papierosa w popielniczce i zaczęła ostentacyjnie przeliczać banknoty, które wyjęła z drogiej portmonetki.

–Jesteś cyniczna.

-Nie jestem. Jestem po prostu d-o-r-o-s-ł-a. Dorosła. A ty leżysz naga, brudna, na kacu w wielkim, starym pokoju. W rozwalającej się kamienicy. I jeszcze klinujesz. Ja pierdolę taką szczerość pachnąca tanią wódką i czestrerfildami, wole być nieautentyczna w wielkiej wannie, którą kupią mi teściowie jako prezent ślubny. Chcesz kresunię?

–Nie.

-To znaczy, że zrywasz z narkotykami i zostajesz zwykła żulicą krakowską? Spotkam cię na Plantach z twoim Morim to wam rzucę grosza na fajki i vipy mocne. I na nowy śpiwór. Nie chcesz to nie, a ja sobie usypię. Kokaina. Stać mnie na takie zabawki.

Paulina wyjęła magiczne puzderko i wysypała na blat szafki nocnej trochę białej zawartości. Uformowała ścieżkę z proszku i zamaszyście wciagnęła ją zwiniętym w rulon Bolesławem Chrobrym.

–Przestań!!! Marzena krzyknęła, ale znów bardzo cicho. Gardło miała zdarte, głos słaby.

-Wiesz, że ja ci nie mówię tego na złość. Jesteś dla mnie jak siostra. Ja Cię kocham, ale nie tak jak ten twój ćpun. Mi zależy na twoim dobru a nie twojej cipie, wzdychaniu do księżyca i gwiazd i życiu w szałasie!!! Ogarnij się! Stablizacja! S-t-a-b-i-l-i-z-a-c-j-a!

–Po co? Biedaczka zaszlochała. Jakby na ten sygnał o szyby zaczął bębnić jesienny deszcz.

-Żeby cieszyć się życiem. Mieć wesele, urodzić dzieci, mieć dom. Nie bać się jutra. Po to.

–Urodzę, o mnie się nie martw.

-Któremu? Koleżanka Dobra Rada zaśmiała się, tym razem szyderczo.

–Nie wieeeeem…. Teraz Siedem Nieszcześć zaszlochała spazmatycznie.

-No był już taki jeden co cię na rekach nosił jak zaszłaś z nim za daleko, a potem się zaczął wić, wykręcać i skończyło się na wycieczce na Słowację. Pamiętasz jak pożyczałam ci pieniądze?

W odpowiedzi słychać było tylko przeraźliwe łkanie, któremu wtórowało wycie wichru i bębnie deszczu o szyby.

-Kochanie, będzie dobrze. Tylko musisz coś zrobić ze sobą. Głos Pauliny zrobił się miękki i czuły. Jeszcze będą piekne dni. Tylko ogarnij się. Stabilizacja – pamietaj!

–Po co? Żeby być jak wszyscy?

-No tak

–A ja nie chcę, a ty jesteś szczęśliwa? Z tą twoją stabilizacją? Z tym twoim bankierem, który myśli, że Hegel to taki mebel? I dla którego „Jelenie na rykowisku” to ładny obrazek, w sam raz do zawieszenia nad łózkiem. Tak zupełnie poważnie nad łózkiem. Obok Matki Boskiej Cżestochowskiej, Dmowskiego i Naszego Papiesza? Tak kurwa, bez campu, bez przymrużenia oka, na sto procent serio? To jest fajne?

-Lepsze niż mieszkanie w norze, po za tym ja nad Kamilem pracuje, jest już dużo lepiej niż na początku. A dzieci będą miały najlepszych nauczycieli tańca, śpiewu, rysunku – Paula prychnęła jak zezłoszczona kocica.

–Nie wiem, nie wiem co zrobię.

-Rób co chcesz, tylko używaj mózgu, a nie serca a tym bardziej cipy. Cipka to zły doradca w życiu. Lecę. Idę się pobawić. Mój Kamil mi pozwala, widzisz? To wcale nie tak, że szlaban i życie kury domowej.

-Pozwala do czasu.

-Już się prawie wyszumiałam. To ostatnie grzmoty. Idę. Myslałam, że się zwleczesz z łózka, umyjesz, ogarniesz. Weź kresunię. Postawi cię na nóżki. Potupiemy tu i tam.

–Zostań ze mną. Proszę. Boje się.

-Zostanę. Dobrze. Chcę dobrej muzyki. Pogadajmy o czyms miłym. O tym twoim malarstwie starokkoreańskim opowiesz? Ja nie tylko Fałata lubię.

–Tak, o sztuce, o sztuce! W końcu to Kraków. Ja wiem Paulinka masz sztukę w sercu. Marzena otarła łzy.

Wicher wieczorny uderzył z jeszcze większą siłą niż ten popołudniowy. Październikowa noc zapowiadała się na bardzo wietrzną. Wichura wyła, deszcz zacinał. Z głosnika popłynęła muzyka starając się zagłuszyć orkan szalejący za oknem. Dziewczyny siędziały już razem. Na wielkiej starej kanapie. W starym pokoju, pod starsznie wysokim, krakoskim stropem. W starej, rozwalającej się kamienicy na pełnej romantycznego uroku ulicy Karmelickiej.

Kurtyna opada.

P.S.

Bardzo lubię malarstwo Juliana Fałata. „Polowanie na rysia” chyba nie ma, ale gdybym był bogaty i żył na przełomie XIX i XX wieku to właśnie taki obraz bym zamówił do swego pałącyku myśliwskiego w Gorganach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *