Most na Hunzie


Mostu na Hunzie nie ma. To znaczy tak nie do końca „nie ma”. Istnieje rzeka Hunza. Rwącym strumieniem spada z lodowców jednej z odnóg gór Karakorum w Pakistanie. Przerzucono nad nią szereg przepraw. Tego mojego mostu jednak nie ma. Moja Hunza plynie tylko na mojej stronce, a jej źródła biją w mojej głowie. Hunza ( https://chutornik.pl/2020/04/sokol-ksiecia-kadranu-5/ ) wypływająca z lodowców Gór Białych w Kardanostanie. Rzeka i most przerzucony nad jej dudniącymi porohami . Nad głebokim na kilkaset metrów wapiennym jarem. Jedyna droga odwrotu dla 4 Korpusu wojsk Republiki Sabrańsko-Domanskiej. Wycofującego się pod naporem kardańskich rebeliantów. Czy uda im się przejść przez most?

I tutaj mamy kolejną kwestię. Cierpliwość. Pisanie to trochę jak seks, a trochę jak budowa drewnianych schodów. Trzeba mieć (chociaż bywają i tacy co piszą bez namiętności) płomień w sobie jak przy seksie. Potem zaczynaja się… schody. Precyzja, domierzanie, kombinowanie. Myślenie, docinanie, poprawianie. Najpierw rysunek techniczny trzeba mieć – notatki i wiedzę co w ogóle chce się napisać. I potem, powolutku przeć do przodu. Chyba, że na szybko robić, ale tak można zrobić drabinę, a nie solidne, równe drewniane schody.

Dlatego opowiadanie o moście na Hunzie napiszę innym razem. Tak żeby były to schody solidne. Ta stronka jest pełna całkiem fajnych, robionych na szybko drabin. Niektóre są całkiem zgrabne, inne krzywe i ze źle dopasowanymi stopniami. Wszystkie to jednak drabiny. Teraz bardziej interesuje mnie robienie schodów 🙂

Na fotce – prawdziwa Hunza, ta w Pakistanie znaczy. Źródło fotki -Wikipedia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *