Trzecia tura


(Zabawa w politykalfikszyn)

Wielkie przeszkolne okno ukazywało wspaniałą panoramę. Plątanina uliczek, mozaika nowych osiedli, starych zaułków pięła się po stromych wzgórzach. Nad miastem górowała średniowieczna twierdza rozłożona szeroko na najwyższym wzniesieniu. Dalej i wyżej widać było ośnieżone górskie szczyty. Piękno widoku mąciły kłeby tytoniowego dymu i ogromne napięcie panujące w pokoju. Dym papierosowy iskrzył.

– Nie dotrzymaliście układów więc będziecie mieć wojnę. W układzie pokojowym punkt 4 mówi wyraźnie o rozbrojeniu wszelkich militarnych i paramilitarnych formacji oprócz traktatowego Korpusu Obrony Terytorialnej Górnego Kardanostanu. W sile czterech brygad lekkiej piechoty, brygady zmotoryzowanej i oddziałów wsparcia. Dobrze wiemy, że macie trzy, cztery razy tyle w samym Górnym. Konspirujecie, knujecie. Co tydzień jakaś mina, jakaś bombka, jakaś strzelanina. Służba Bezpieczeństwa i Kontrywiadu co tydzień odkrywa jakiś magazyn bronii na terenach na których nie powinno waszej broni być.

Generał Maglić gestykulował gwałtownie wywijając ręką. Drugą dłonią co chwilę łapał się a to za kaburę pistoletu, a to o zdobioną rekojeść myśliwskiego noża wiszącego mu u wojskowego pasa. Na końcu uderzył pięścią w stół. Jakby dla wzmocnienia negocjacyjnego efektu.

–Wy też się zbroicie po zęby. Po co ściągacie siły imperialne? Po co wam tyle nowej broni i sprzętu. Jeśli liczycie, że się ugniemy to się mylicie. Nie boimy się ani waszych czołgów, ani waszych śmigłowców, ani sarinu, ani napalmu. Natomiast zamachy to prowokacja bezpieki. Wy przecie do wojny domowej. Odpowiedział generał Hunkar, po czym wyjął z papierośnicy papierosa i odpalił go ostentacyjnie patrząc Maglicowi w oczy.

Chwilę cięzkiej ciszy przerwał generał Draganow. Grający „dobrego policjanta” oficer spokojnie i powoli zapytał negocjatorów kardańskich:

-Rząd Federalnej Republiki Kardanostanu domaga się natychmiastowego rozpoczęcia rozbrajania nielegalnych formacji takich jak Kardańska Gwardia Narodowa, Milicja Gór Białych i innych mniejszych formacji. Czy wasza delegacja przyjmuje te warunki? Wojnę można jeszcze zatrzymać. Wszyscy pamiętamy poprzednią i jej pół miliona ofiar. Każdy kogoś stracił.

–Jeśli wpuścicie międzynarodowe wojska rozjemcze, a dodatkowe, niezgodne z traktatem pokojowym siły imperialne zostaną wycofane. Wycofajcie się i my sie wycofamy.

Odpowiedział profesor Markan, cywilny przedstawiciel księcia Asłana.

Oprócz tego domagamy się przestrzegania innych punktów traktatu. Sprawiedliwego podziału dochodów z wydobycia złóż leżących na naszych terenach. Z ekspolatacji lasów i wód naszych gór. Wielokrotnie je złamaliście, a część nigdy nie weszła w życie.

Profesor zakończył swój wywód po czym zdjął okulary i popatrzył w oczy przedstawicieli rządu jeszcze bardziej drapieżnie niż jego kolega-wojskowy

-Jeszcze ziemie mamy wam oddać? Ziemie po Hunzę? Mamy się wycofać z Górnego Kardanu? Oddać przejście przez Góry Białe, rafinerie, szyby i kopalnie? Pamiętajcie, że poprzednią wojnę właściwie przegraliście.

Maglić znów wygrażał pięścią.

–Tak, dokładnie milion trzysta osiemdziesiąt tysięcy hektarów. Takie były warunki pokoju sprzed dwudziestu lat. Odpowiedział profesor.

-Po naszej stronie jest Imperium Północy, górskie plemiona odetną was od La Thanu. Skąd wezmiecie broń? Od Kozaków? Są po naszej stronie. Osaczymy was i zagłodzimy.

–Zobaczymy kto kogo zagłodzi i zniszczy. Zobaczymy po czyjej stronie staną Kozacy i Górale. Burknął Hunkar.

–Poza tym domagamy się uczciwego, międzynarodowego śledztwa w sprawie śmierci Jego Wielkoksiążcej Mości Szermudy IV ojca naszego Wielkiego Księcia jego Ekscelencji Asłana III. Chcemy wypuszczenia z aresztu naszych oficerów i wypłacenia odszkodowania ofiarom zabitych podczas akcji „Czarny Kruk”. Dodał profesor.

-Śledztwo rządowe wykazało, że samolot rozbił się w górach podczas złej pogody. Koniec tematu. Akcja „Czarny Kruk” była legalną i konieczną operacją antyterrorystyczną. Tu także koniec tematu. Nie uważamy za słuszne by poruszać go dalej.

Draganow mówił zimno i bezlitośnie. Każde słowo niemal sylabizował. Nie był już gołabkiem. Teraz przedstawiciele księcia mieli przed sobą dwa drapieżne jastrzębie.

–A więc wojna. Chcecie kolejnej wojny? Warknął gen. Hunkar w odpowiedzi.

-To wy jesteście nieprzejednani.

Odparli razem i jednocześnie rządowi generałowie.

–Nie rozbroimy się, nie pójdziemy na rzeź jak barany.

-Jesteście przecież baranami. Śmierdzicie, ruchacie owce, żyjecie w chatach przypominajacych stajnie .

Tak generał Maglić zakończył trzecią i ostatnią turę negocjacji ostatniej szansy. Delegacja księcia Asłana wyszła z pokoju negocjacyjnego trzaskając drzwiami. Był już wieczór, gdy mieszany, mieszany, złożony z żołnierzy sił rządowych i rebeliantów, konwój ruszył ku terenom kontrolowanym przez powstańców. jechał powoli, zatrzymywany co parę kilometrów na posterunkach.

*****

O zachodzie konwój zatrzymał się na wzgórzu. Kilka kilometrów dalej z urwiska osunęły się wielkie kamienie i służby drogowe musiały utorować drogę. Negocjatorzy wyszli z samochodów. Wieczorny wiatr kołysał suchymi stepowymi trawami. Szczyty gór na horyzoncie lśniły wiecznymi i jesiennymi śniegami. Zjawiskowo niebiesko-złote niebo przecinały smugi kondensacyjne. Wszystkie skierowane były na południe. Ku Górnemu Kardanostanowi.

–Widzisz te smugi generale? Już poderwali samoloty. Profesor przeciągnął się po wyjściu z auta.

Hunkar rozprawiał się z owocem granatu, gdy w końcu skończył odparł

-Tak ja też to wiedziałem. Wojna była już postaniwona, ale patrz panie profesorze. Niewiele poniżej pułapu na którym leciały te samoloty są ośnieżone szczyty, turnie, lodowce. Oni nie wygrają tej wojny. Wygrają je nasze góry.

–Oby, o której będziemy na linii demakracyjnej?

-O 23.30 według planu

-Dziękuję generale.

-Ależ proszę panie profesorze. Wsiadajmy i jedźmy. Ludzie Draganowa gotowi są wpaść na pomysł by nas „zniknąć”

–Słuszna uwaga. Dam znać szoferom

Profesor poprawił okulary i przeczesał ręką siwe włosy.

–Wygramy tę wojnę? My nawet nie mamy czołgów. Najwyższy pułap naszych rakiet przeciwlotniczych to pięć i pół kilometra.

-Profesorze, na górskiej drodze żołnierz z granatnikiem to więcej niż czołg. Generał się roześmiał.

–Ale oni – tu profesor wskazał na rządowych żołnierzy konwoju – oni będą dostawać zaopatrzenie pociągami, ciężarówkami, barkami. My karawanami koni i mułów

-Proszę pamiętać o zrzutach

–Z wiadomych względów nie będą regularne

-Mamy własną produkcje. Granaty, miny, moździerze nawet lekkie pojazdy opancerzone.

–Wybombardują Górny Kardan, a co, poza tym z naszymi braćmi poza nim? Deportują ich, albo internują. Albo wymordują.

-Wyzwolimy naszych braci i siostry. Zresztą to są trzy miliony ludzi, nie tak prosto zamknąć za drutami taką masę ludzi. Proszę się nie obawiać profesorze. Wytrwamy do wiosny. Wiosną droga nr 8 będzie już nasza i z La Thanu przyjadą nasze konwoje ciężarówek. Pod osłoną naszych rakiet. Wygramy.

Hunkar uśmiechnął się szeroko i ruszył w stronę

–Ma pan wnuki generale?

Markan rzucił do generała, który odwrócił się i odpowiedział.

-Nie, ani dzieci, ani wnuków. Miałem wiele, wiele lat temu narzeczoną. Była sanitariuszką podczas poprzedniej wojny. Zabił ją snajper. Umarła na moich rękach. Od tego czasu moją żoną jest wojna.

–A ja mam czterech wnuków i trzy wnuczki. Gdy wyjeżdżałem pokazywałem najmłodszemu górę Marog-Dag. Obiecąłem go zabrać do jej podnóży na wiosnę. Na wszystkich bogów zabiorę jeśli ja i on dożyjemy.

-Teraz już za późno profesorze. Zresztą ta wojna była nie do uniknięcia odkąd władzę przejęła junta Szojgonowa. Generałom trzeba wojen. Co to za generał co nie wojuje? Choćby i domowa.

Hunkar odwrócił głowę i podszeł do pancernej limuzyny. Ordynans zasalutował i otworzył drzwi. Nie zamykał ich, czekały na profesora, który też ruszył ku pojazdowi. Niebo z niebieskiego zrobiło się złoto-czerwone, a śniegi i lodowce na szczytach zapłonęły purpurą. Na wróżbę krwii i ognia.

Późną nocą przekorczyli most na rzece Karan. Po jego północnej stronie legitymowali się na posterunku wojsk rządowych. Ostatnim. Na drugim brzegu byli już ich ziomkowie, Milicja Gór Białych. Gdzieś daleko grzmiały eksplozje bomb.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *