Państwowiec to nie centrysta
Noc ciemna, ja schodzę na Legionów po schodach krośnieńskich. To taki symbol miasta jak schody w Odessie. Siedzą sobie, jest ich pięć. Ładne licealistki, młode polskie dziewczyny. Za pięć, dziesięć, pietnaście lat to one urodzą nowych Polaków i nowe Polki. One, a nie ksiądz Prymas, Ojciec Szustak, towarzyszka Lampart (czy Lempart), ani też prezydent Duda. Onie i nikit inny mogą to zrobić. Siedzą, palą papierosy, poprawiają włosy, chichraja wesoło. Malują rewolucyjny transparent. „Zabierzemy Was do piekła za sobą”, „Myślę, czuję decyduję”, „Jebac PiS” Naradzają się gówniary jakie hasło lepsze. Mroczny rok zabrał im dyskoteki, a dał niepewność. Ich rówieśnicom z czasów stanu wojennego było łatwiej. Wtedy było ledwie 36 lat po największej z wojen. Życie i przed przemówieniem generała Jaruzelskiego było dużo twardsze. Zaś stan coviodowy dopadł ludzi epoki bezpieczeństwa i dobrobytu. Więc szok tym większy, dogłębny. Njeśli nie do końca uświadomiony. Odreagowują tym mrocznym karnawałem, balem na Tytaniku. Pod względem czysto zmysłowym pociąga mnie ten bal. Zasadniczno w kobiecości są dwa nurty solarny i lunarny. Solarny jest złoty, ciepły, radosny. To te wszystkie mamy piekne jak Madonna z obrazów. Płodne szeroie biodra i długie nogi. Falując piersi i włosy. Ciążowe brzuchy i pchane wózeczki. Drugi pierwiastek jest luanrny. Szalony, nocny, dekadecnki. To jest ćpanie, chlanie i wyrafinowane ruchanie. Taniec do upadłego, korowódy bachtanek. „Umrzeć młodo, zostawić po sobie ładne zwłoki”. Ta rewolucja jest zupłenie inna niż wszystkie poprzednie polskie rewolucje. Polska jest kobieta i rewolucja jest kobieta. Tamte były słoneczne, ta jest nocna. Ocieka wulgarnością. Nikt nie puszcza z głośników Kaczmarskiego, nikt nie śpiewa „Boże coś Polskę„. Dlaczego? Otóż, ale to moje zdanie, Polska teraz tańcuje, pije wino i wyżyguje lata naszego udawania katolicyzmu. Te wszystkie „jestem katolikiem/katoliczką ale…” Te wszystkie aborcje, których niby nie ma „w Ojczyźnie Jana Pawła II” a jednak są. Podójnych żyć. Te udawania przed dziećmi , że się jest razem. Choć dzieci durne nie są i wiedzą, że tata ma swoją „ciocię”, a mama „wujka”. Ściemnianie przez młode pary, że żałują , iż „robiły to przed„. Choć ie żałują i ksiądz dobrze o tym wie. To musiało wybuchnąć, a zaraza była tylko katalizatorem.
Aborcja jest złem, to nie podlega wątpliwości. Każdy normalny człowiek chce żeby jak najmniej było ciąż niechcianych, a więc i „zabiegów”. Jej zakaz jednak też jest złem. Bo z czegóż powinno powstawać nowe życie? Z tego, że dwoje ludzie się kocha i pewnego dnia postanawia, żeby było ich troje. Ewentualnie z tego, że kobieta pokazuje mężczyźnie test ciążowy i mówi „chyba będziemy mieli problem” a on odpowiada „bardzo mnie ten problem cieszy„. To jest dobro. Nakaz prawny urodzenia, to nakaz rodzenia kogoś niekoniecznie chcianego. Trzeba się zastanwoić, które zło jest mniejsze. Kompromis aborcyjny, jakby zgniły nie był, był jednak kompromisem. To co zmieniło się teraz to było podniesienie tego dylematu do absolutnego ekstremum. Nakazanie przez prawo urodzenia zdrowego dziecka to jedno. Nakazanie chorego to drugie. Czy można wrócić do tego co było przed 22 października 2020 roku? Otóż można, ale nie może tego zrobić żaden katolicki polityk. Chyba, że przestanie być katolikiem. Katolicki polityk może bowiem tylko zaostrzać przepisy w tej kwesti. Czy ma to sens? Nie wiem, zastanawiam się czy islam nie jest bardziej kompatybilną z rzeczywistością religią. Nawet szariat dopuszcza aborcję w sytuacjach, które zostały teraz „uznane za niekonstytucyjne”. Przepraszam czy ta konstytucja nie przeczy sama sobie? Polska jest państwem świeckim a jednocześnie narzuca się ludziom, niekoniecznie wierzącym surowe prawo religijne. W kwestii najintymneijszej z możliwych. Ja się zastanawiam co bym teraz powiedział kobiecie w takiej sytuacji, gdybym był lekarzem od tych spraw. „Droga pani urodzi pani dziecko, ale prawdopodobnie będzie sparaliżowane i ślepe. Nie ma pani wyboru. Jak pani nogi rozłożyła to trzeba ponieść konsekwencje” ? A może „Chwała Panu! Siostro dostałaś wielki krzyż, ciesz się bo Pan Jezus jak kogo krzyżuje to go i miłuje”? Nie ja nie byłbym w stanie czegoś takiego powiedzieć i nie dać wybrać. Dużo lżejsze brzemie daje islam. Pić nie wolno niby, ale noca jak Allah nie widzi… Wieprzowinę lubię, ale mógłbym sie obejść. Pościć w Ramadanie? Do wytrzymania. Dżyhad? Lżej iść w bój niż zmuszać kogoś do męczeństwa.
Wiecie skąd szedłem jak spotkałem te Julki? Z krośnieńskiej Fary. Byłem sobie z Bogiem pogadać. W jedno z najbardziej „polskich” katolickich świąt. We Wszystkich Świętych. Patrzyłem na te wszystkie Madonny z dzeciątkiem. Na świętych, diabły, anioły i samą Kostuchę. Na 700 lat historii miasta. Bóg mi nic nie odpowiedział. Cisza, pustka, noc. Z tej rewolucji nic się nie urodzi. Wszak to protesty o prawo do aborcji. Czarny karawal. Powrotu do starego nie będzie. Pękło, rozsypało się. Polska sie rozsypała. W najbardziej newralgicznym miejscu – kulturze. Bo katolicyzm jest związany z polskością tak jak buddyzm lamaistyczny z tybetańskością czy islam z czeczeńskością. Owszem można być Polakiem-niekatolikiem, ale zasadniczy trzon naszej kultury jest trwale związany z Watykanem. Niech mi powiedzą ci co wymyślili, żeby ruszyć ten kompromis co teraz z tym zrobić? Z tym pęknięciem? A czego oni się kurwa spodziewali? Że w zalicyzowanym społeczeństwie można wprowadzić szariat? Parę osób zarzuciło mi obrzydliwy symetryzm, żałosny centryzm. Nie jestem centrystą. Jestem zwykłym obywatelem – państwowcem. Mam instynkt państwowy. Wiem, że będziemy musieli się po tym podnieść i poskładać na nowo. A to będzie dużo trudniejsze niż odbudować gospodarkę po wielkim kryzysie. Kryzys potrwa pewnie kilka lat. Ten ekonomiczny. Ten duchowy… a cholera go wie. Pytałem Boga czy pójdę do piekła. Od zawsze go o to pytam. Nic mi nie odpowiedział. Nigdy nie odpowiada.
Na fotce – cmentarz choleryczny w Odrzykoniu na Bierskiej.