Vox populi – rewolucjonistka
Im bardziej się starzeję tym mniej interesuje mnie to co mi mówią politycy, publicyści i inne gadające głowy. Za to coraz bardziej ciekawi to co mówią i myślą zwykli ludzie. Postanowiłem więc przepytać parę tzw. „zwykłych obywateli i obywatelek”. Zapytać o to co myślą na temat burzliwych wydarzeń tej Czarnej Jesieni. Zapytać zarówno osoby zaangażowane w „rewoltę pieruna” jak i te stojące po drugiej stronie niewidzialnych (jeszcze) barykad. Potem zaś tych/te którzy/e pracują, szukają pracy, użerają się z życiem, na żadne mitingi nie chodzą. Sami/e nie wiedzą co o tym wszystkim myśleć. Lub też wiedzą, ale nie wiecują, ani nie afiszują się z poglądami na soszjalmediach. Ten cykl to taki Głos Ludu. Polskiego, pogórzańskiego, mojego. Skoro jesteśmy Rzeczpospolitą to ów głos jest ważniejszy niż głos „gadających głów” z telewizji, pismaków i „gości radiowych poranków”. Oto i głos pierwszy mojego chórku:
Idą kryzysowe czasy, a ty jesteś ładną dziewczyną studiującą humanistyczny kierunek. Czy nie rozsądniej zwrócić uwagę na jakiegoś dzielnego tokarza czy kowala zucha niżli robić rewolucję? Kiedyś określiłaś się jako feministka. Co to dla ciebie znaczy?
Trochę odwrócę pytanie i zacznę od tego, co w nim dla mnie bardzo ważne, a może zginąć, jeśli wspomnę o nim na końcu. Co oznacza dla mnie fakt, że jestem feministką? Jedynie tyle, że ludzi traktuję tak samo, bez względu na płeć. A przynajmniej się staram i wykorzeniam ze swojego zachowania wszystkie punkty, które mogłyby temu przeczyć. Nienawidzę stereotypów, przypisanych kobiecie czy mężczyźnie ról. Przecież każdy z nas jest jednostką, myślącą po swojemu, niekoniecznie powielającą te same mechanizmy. Feminizm odkryłam jakoś na początku gimnazjum – choć wtedy było to dość dziwne doświadczenie. Czasem krzyczałam na chłopców, którzy przepuszczali mnie w drzwiach. Ale razem ze mną dojrzewały moje poglądy. Również ten, który notabene jest jednym z najtrafniejszych określeń mojej osoby. Nigdy nie bałam się „chłopięcych” (cudzysłów, bo nienawidzę nazywania w ten sposób jakichkolwiek czynności) zajęć. Właściwie, czasem imałam się ich po to, by udowodnić, że mogę i, że to naprawdę nic dziwnego. Kilka lat temu grałam w piłkę nożną w drużynie, w której byłam jedyną dziewczyną. Wtedy lubiłam uświadamiać moim współgraczom, że jestem takim samym zawodnikiem jak oni. Teraz wolałabym powiedzieć, że zawodniczka to to samo co zawodnik. Miałam wtedy kilka sytuacji, kiedy gracze z przeciwnych zespołów wyśmiewali któregoś ze swoich, bo „dał się okiwać dziewczynie”. Zawsze bawiły mnie ich miny, kiedy podchodziłam i pytałam „i co z tego?”. Pamiętajmy, że feminizm, to równość. To nie matriarchat. Feministki walczą również o prawa mężczyzn. Sama otaczam się nimi w ogromnym stopniu, znam ich, przyjaźnię się z nimi. Serce mi się kraje, gdy widzę, kiedy ktoś próbuje wmówić mi, że „mężczyźni nie mogą płakać”, że nie możecie okazywać emocji, musicie być twardzi. Że bycie artystą jest niemęskie. Że musicie interesować się sportem, przede wszystkim piłką nożną. Że to wy musicie płacić za randki, a z biegiem czasu utrzymywać rodzinę. Serce mi się kraje, ale i rzygać mi się chce. Pamiętajmy, że patriarchat, w którym mężczyznę wynosi się na piedestał jako tego, który MUSI być silny, zaradny i twardy, krzywdzi obie płcie.
W mojej głowie kryzysowe czasy istnieją w jakiś sposób od zawsze, nie tylko na polu politycznym czy nawet stricte społecznym, bo przecież kiedyś nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, co się w nich dzieje. Z upływem lat, kiedy poznawałam świat i ludzi, wgłębiałam się w różne relacje, czy po prostu wpatrywałam się w przyrodę, mimo tych kryzysów, potrafiłam się zachwycić. Tym co wokół. Drugim człowiekiem. Jednak im więcej we mnie świadomości, tej trochę szerszej, tym bardziej te kryzysy się pogłębiają. A ja próbuję się zachwycać. Może dlatego kierunek humanistyczny, który oferuje mi wiele w tym temacie – czytasz Poświatowską i na chwilę zapominasz o Kaczyńskim czy o Korwinie. Miłość, jeśli sprawia cierpienie, to nie przez władzę, która zabrania kochać. Ucieczka w poezję może być piękna i czasem skuteczniejsza niż ta w wódkę. Czasem.
Ach, tokarza czy kowala? Myślę, że gdy ktoś już kradnie moje serce, to niekoniecznie dzięki umiejętności tworzenia wyrobów z żelaza. Nie tego szukam w mężczyznach. Właściwie niemal nie zwracam uwagi na tego typu cechy, są dla mnie drugoplanowe. Albo trzecio.
Mówią ludzie na wsi, że protesty kończą się rytualnym ulicznym raveparty. Po nich jeszcze after – gruppenseks na skłocie. Mówią i mówią, chłopom przy tym świecą się oczy z pożądania, baby zgrzytają zębami ze złości. Czy te plotki są prawdziwe?
XDDDDDDDDDDDDDDDD
Sama stwierdziłam ostatnio, że kiedy w mężczyźnie występuje potrzeba dowartościowania się, może po prostu przejechać obok strajku samochodem i kilka razy uderzyć w klakson – otrzyma brawa, jakich nie otrzymał jeszcze do tej pory w całym swoim życiu.
Może nie dostałam się do strajkowego podziemia, gdzie takie rzeczy mają miejsce, bo ich nie doświadczyłam. Choć przyjemnie tańczyło się do ostatniej wersji „Call on me”.
No dobra, teraz na poważnie. Klniecie tak, że stary marynarz by się zarumienił. Dużo krzyczycie, płynie z waszych ust potok sążnistych „jobów” na rządząca partię. Jaki jest wasz program konstruktywny? Niech odpowiedź będzie apologią twojej rewolucji. Dlaczego i o co? Jaka ma być ta lepsza Polska i jaka siła polityczna może ją taką uczynić wg. Ciebie?
Krzyczymy, bo grzeczne, ciche i spokojne już byłyśmy. Na nic prośby. Na nic uprzejme starania się. Jeśli chodzi o wulgaryzmy – co w nich złego? Są elementem języka, używanym, by dodać wypowiedzi ekspresji. Nikt nie dziwi się, kiedy na ulice wychodzą inne grupy, które krzyczą i klną. Wracamy do stereotypów – przecież „kobiecie nie wypada”. Wypada tak samo, jak mężczyźnie. Ja walczę o równość. O możliwość decydowania. O wybór. Boję się, że w momencie, w którym władza zaczyna zaglądać mi w macicę, nic nie powstrzyma jej od stopniowego zmieniania Polski w Gilead przedstawiony w Opowieści Podręcznej. Nawiasem mówiąc, bardzo polecam ten serial. Dla mnie niesamowicie trudny – oglądając go trzęsłam się ze stresu, wylałam wiele łez. Miałam też z tyłu głowy tę ogromną obawę, że właśnie tak może niedługo wyglądać kraj, który – może masochistycznie – kocham. W kwestii siły politycznej… Boję się prawicy. Boję się konserwatystów i fundamentalistów. Boję się polityków, którzy mówią o tym, że kobiety nie powinni mieć praw wyborczych. Choć chyba bardziej przerażają mnie ci, którzy głoszą, iż kobiety szanują, a później chcą odebrać im podstawowe prawa. To przestał być protest, w którym chodzi o aborcję. To przestał być nawet protest, w którym chodzi o prawa kobiet po prostu. To walka o prawa człowieka. Jeśli nie obudzimy się teraz, to możemy już nie mieć szansy obudzić się w wolnym miejscu. Bo rząd skutecznie i stopniowo chce odebrać nam zbyt wiele. Bo nie stoi po stronie ludzi, a jedynie dba o własne interesy.
Deklarujesz się jako katoliczka i jako feministka. Jak to się u ciebie zgrywa? Jak na twoje rewolucyjne zaangażowanie reagują twoi znajomi z katolickich organizacji, których członiknią byłaś jeszcze niedawno?
Wyniosłam z Kościoła, który dane mi było poznać, miłość i szacunek do drugiego człowieka. Empatię. Chęć wsparcia i pomocy. Nie nienawiść i spływający z ust jad, bo ktoś myśli inaczej niż ja. Moja wiara jest dla mnie. Nie każdy musi przecież być członkiem mojego Kościoła. Dawanie świadectwa to jedno. Nachalne narzucanie swojego zdania, siłą czy regulowaniem praw w państwie, tak, by pasowały do tych, o których mówi Kościół, to drugie. Ja wybieram tę pierwszą opcję.
Zdania osób z ruchów katolickich, z którymi miałam styczność, są podzielone. Mam obok siebie osoby, które uczestniczą ze mną w protestach, które mają podobne zdanie do mojego. Zdarzają się też hejty, choć rzadko powiedziane wprost. Czasem ktoś kliknie „wrrr” do mojego profilowego z błyskawicą. Czasem ktoś je skomentuje, co zazwyczaj kończy się źle, bo, co zresztą bardzo mnie boli, nie jest otwarty na dyskusję, nie chce zrozumieć, ale w kółko przedstawia swoją rację, uważając ją za jedyną słuszną. Pewnie w oczach niektórych jestem skreślona, ale – jak to określiła bliska mi osoba – to ja kładę się wieczorem do łóżka z czystym sumieniem.
Mogę pokusić się o stwierdzenie, że Jezus też był feministą. Dbał o kobiety, szanował je. Dał obmyć się Marii Magdalenie, co było wtedy nie do pomyślenia. Myślę, że Jezus jest w tym wszystkim przy mnie. Wierzę wprawdzie, że jest przy mnie zawsze, o czym wiele razy dał mi znać, ale też w tej konkretnej sprawie – zna moje ideały, zna mój pogląd, wie, dlaczego podejmuję właśnie takie kroki i zajmuję właśnie takie stanowiska. Przynajmniej przed Nim nie muszę się tłumaczyć tak, jak przed księżmi, czy innymi wspólnotowiczami, w fejsbukowych dyskusjach.
Pochodzisz z pogórzańskiej wsi, z bastionu PiS-u? Jak zareagowała na twoje zaangażowanie najbliższa rodzina?
Na szczęście i w rodzinie znajdą się „czarne owce” mojego pokroju, które pomagają mi w uświadamianiu sobie, że może niekoniecznie nie jestem normalna. Z najbliższą rodziną w tym temacie nie jest łatwo, mam za sobą trochę kłótni i łez. Boli jedynie to, że ja staram się rozumieć dlaczego ich poglądy są jakie są, a nie zawsze dostaję to samo z drugiej strony.
Powrót do kompromisu czy liberalizacja przepisów dotyczących aborcji? Co wybierasz i dlaczego właśnie tak?
Jak mówiłam wcześniej – Kościół nie powinien tworzyć prawa państwowego. Co z nas za wierni, jeśli do przestrzegania prawa boskiego potrzebujemy, by było ono uregulowane również w tym obowiązującym każdego obywatela Polski? Nie potrafię odpowiedzieć jednoznacznie właśnie przez wzgląd na tę kwestię. Ja, ze względu na swoje przekonania, zapewne (!) nie przerwałabym ciąży. Nie mam jednak prawa osądzać kogoś za jego decyzje czy wybory. Nie mam prawa podejmować ich za drugą osobę. Kompromis, który funkcjonował do tej pory, był w porządku – w jakiś sposób łączył poglądy różnych ludzi. Niszczenie go jest jednak barbarzyństwem, chęcią zawładnięcia wszystkim. Liberalizacja aborcji tak naprawdę nie powinna zmienić czegokolwiek w życiu ludzi wierzących, nie mówi się przecież o nakazie przerywania ciąż. Jednak do całkowitej swobody w tym temacie jeszcze długo nie dojdzie, skupmy się więc na tym, by nie wpływano na obowiązujące dotychczas prawo.
Czy w imię swoich ideałów wzięła byś pałkę, albo karabin do ręki? Jeśli tak to co by cię do tego skłoniło/ zmusiło?
Czuję się pacyfistką, nie popieram przemocy. Nie chciałabym, by przekonania zmuszały mnie do chwytania za pałki czy karabiny. Może jestem naiwna, może moje idee i wyobrażenia o świecie są wciąż zbyt mało krytyczne. Gdyby doszło do wojny pewnie stanęłabym do walki, by kolejne pokolenia miały trochę lepiej. Póki nie muszę tego robić, nie chcę nawet o tym myśleć. Ale w takich momentach przypominam sobie wypowiedzi Pani Wandy Traczyk-Stawskiej dotyczące obecnej sytuacji. Wypowiedzi powstanki warszawskiej, żołnierki AK, która nie może pogodzić się z tym, że w kraju, o którego wolność walczyła, tę wolność chce się zabierać. Która nie potrafi przejść obojętnie obok wicepremiera noszącego powstańczą Kotwicę na marynarce, w tym samym czasie, kiedy nawołuje do nienawiści i przemocy na ulicach, skierowanej głównie w stronę dyskryminowanych grup społecznych. Która jest wierzącą kobietą, walczącą o prawo wyboru. Jest symbolem, któremu ufam. Jej przynajmniej nie można zarzucić, że jest nieznającą życia gówniarą – a tak ocenia nas multum osób zajmujących odwrotne do naszych stanowiska.
Jakie plany, marzenia ma studentka polonistyki tej dziwnej jesieni?
Spokój. Zwyczajny spokój. Tolerancyjne społeczeństwo, szanujące innych bez względu na wyznanie, orientację seksualną, płeć. Chciałabym widzieć twarze, które uśmiechają się serdecznie, nie złowieszczo. Ja wprawdzie otaczam się głównie takimi osobami, ale zbyt wielu ludzi wciąż nie potrafi wydobyć z siebie choć krzty empatii.
Na Instagramie mojej znajomej zobaczyłam kiedyś słowa „Nie musi być przepięknie, ale niech chociaż będzie normalnie”. Niech będzie…
Dziękuję za rozmowę 😉
I to był głos pierwszy. Drugi śpiew będzie biegł z drugiej strony. Od Białej Gwardii, najczarniejszej z czarnych reakcji, od Kontrrewolucji 😉 To jakoś za tydzień. Czekajcie cierpliwie 😉