1864
Ot taka myśl, na ten piękny, smutny i mroźny styczniowy wieczór. W styczniu 1864 roku powstanie w Kongresówce i Wielkim Księstwie Litewskim trwało już rok. Podziemna Rzeczpospolita trwała choć szala była od samego początku przechylona na korzyść Imperium Północy. Masy wiejskie, poza takim regionami jak Kurpie czy Żmudź, zachowywały neutralność. Choć raczej (wbrew mitom) życzliwą niż złośliwą, lecz jednak powszechnego zrywu chłopskiego nie było. Tak samo nie było zbrojnej interwencji z zagranicy. Wielka Brytania, Francja, Austria zachowywały życzliwą, lecz jednak neutralność. Nie mieliśmy w rosyjskim zaborze Kaukazu, nie mieliśmy nawet Karpat. Na równinach dużo łatwiej było przeprowadzać obławy na polskie i litewskie „wilki”. Kilkadziesiąt tysięcy partyzantów nie mogło pokonać 350 tysięcznej armii. A jednak rebelia trwała, leśni odgryzali się, organizowali zasadzki, manewrowali od puszczy do puszczy, walczyli.
I lepiej wtedy było i dużo lżej było by na sercu, gdyby żyć wtedy. Obecny chaos i rozkład jest o wiele gorszy, boleśniejszy, cięższy. Wtedy byliśmy razem, teraz jesteśmy podzieleni jak chyba nigdy. Poza piekłem zawsze jest jednak jeszcze jakaś nadzieja. Teraz widzimy koniec tej Polski zrodzonej na polach bitew tamtej wojny. Więc musimy ją kolejny raz wymyślić na nowo. I to jest zadanie na najbliższe lata. Dla wszystkich, bo to wszak Rzecz-pospolita. Innej drogi nie ma.