Lotniskowiec w sztormie
Amerykański dąb
Czy USA upadną? Wiele osób zadaje sobie to pytanie w tych dziwnych czasach. Cóż co urosło kiedyś musi zacząć cię chwiać i w końcu upaść. Amerykański dąb rósł szybko i wysoko bo miał do wzrostu idealne warunki. Wojny z Wielką Brytanią? Dla Londynu to były dalekie peryferie. Przegrana w pierwszej konfrontacji to była żadna wielka strata dla Imperium Brytyjskiego. Druga wojna brytyjsko-amerykańska, uwieczniona w amerykańskim hymnie, była zaś dalekim odpryskiem wojen napoleońskich. Prawdziwie Wielka Historia działa się w 1812 między Warszawą a Moskwą. Z kim to jeszcze musieli wojować Amerykanie w XVIII i XIX wieku? Z Indianami. Na westernach te potyczki wyglądają oczywiście dramatycznie. Pewnie dla żołnierzy z plutonu kawalerii otoczonego w kanionie przez Apaczów takim były. W dużej skali to jednak była raczej nieuchronny podbój niż wojna, którą Czerwnoskórzy mogli wygrać. Choć bili się o swoja ziemię i wolność dzielnie i długo. Amerykanie wojowali też z Meksykiem, Hiszpanią oraz mormonami i berberyjskimi piratami (sic!). To też nie byli przeciwnicy z I ligii szczególnie mormoni ;). Tak więc w młodości swego państwowego życia USA mogły nie przeznaczać kroci na utrzymanie wielkiej armii. Mimo tego powiększały swoje terytorium w zawrotnym tempie. W połowie XIX stulecia, dokładnie w 1861 doszło jednak do naprawdę wielkiego konfliktu. Bratobójczej wojny między USA, a nowym państwem – Skonfederowanymi Stanami Ameryki. Amerykanie rzucili się sobie do gardeł z wielką zajadłością. Maleńka armia podzieliła się na dwie sobie wrogie. Te zaś błyskawicznie rozrosły do ogromnych rozmiarów. Wojna secesyjna, ponura zapowiedź „przemysłowej rzezi 1914-1918”, zakończyła się w 1865 utrzymaniem jedności kraju. Po tych dramatycznych wydarzeniach nastąpiła demoblizacja. Po niej jeszcze szybszy rozwój gospodarczy i demograficzny. Do amerykańskich portów ciągnęły masy imigrantów bo w Ameryce był Lepszy Świat. Oczywiście często okazywało się, że ten raj jest raczej przedsionkiem piekła. Jednak ogólny bilans był dodatni. Ameryka dawała szansę milionom ludzi na wyrwanie się z zaklętego kręgu biedy. Bieda zaś w tamtych czasach oznaczała balansowanie na granicy śmierci głodowej. Pomyślcie o chłopie z Irlandii, Sycylii czy Karpat, który wiosną zaczynał orkę na swoim nowym polu w Nowy Świecie. Ile ziemi! Swojej, własnej. Nie żaden spłąchetek, żadne stajonko głodowe, ale wielkie farmerskie gospodarstwo. Na samym krańcu stulecia, w 1898 roku Amerykanie pierwszy raz pokazali siłę swojej armii, a przede wszystkim floty poza kontynentem. Hiszpania nie była zawodnikiem wagi cieżkiej, ale od czegoś trzeba zacząć.
Wiek Ameryki 1917 – 2001
Potem przyszedł wiek XX. Dla USA rozpoczął się 6 kwietnia 1917. Ameryka weszła tego dnia w wojnę światową w jej końcowej fazie. Co prawda nie posiadała wielkiej i dobrze uzbrojonej lądowej armii. Miała jednak ogromny potencjał i przmysłowy i demograficzny. Amerykański żołnierz był zaś dobrym żołnierzem i to jego przybycie na europejskie fronty przesądziło o wyniku konfliktu. Jankesi znaleźli się w obozie zwycięzców i zaczęli być jednym z głównych rozgrywających. Nie byli już tylko potęgą ekonomiczną, zaczęli być też mocarstwem na polu dyplomacji i wojskowości. W międzywojniu dopadła ich gignatyczna, światowa recesja. Przetrwali, po niej znów weszli w światową wojnę. I znów znaleźli się w gronie wygranych. Włąściwie byli jedynymi wygranymi. Zwycięstwo brytyjskie i sowieckie były bowiem pyrrusowymi wygranymi. Do tego wszytskiego prezydent Truman miał do dyspozycji coś czego nie miał nikt inny na świecie. Bombę atomową. Moskale, a potem inni, z czasem ten monopol złamali. Nie mniej to Amerykanie byli pierwsi. Byli też pierwsi na Księżycu (choć w kosmosie już nie). Mieli najwięcej aut osobowych i telewizorów. Ogólnie Ameryka to był nadal kraj, gdzie żyło się „prawdopodobnie najlepiej na świecie”. No pod warunkiem, że nie urodziłeś się czarnym i nie zrobiłeś tego w Karolajnie. Na tym cudownym obrazie pojawiały się oczywiście rysy. Amerykanie nie wygrali wojny w Koreii. Potem przegrali wojnę w Wietnamie. Dekada „60-tych” była swego rodzaju zaczątkiem obecnego upadku. Palenie amerykańskich flag było czymś co wcześniej było nie do pomyślenia z wyjątkiem okresu wojny domowej. Weszli w lata 70-te podzieleni i osłabieni. Choć wyzwoleni z balastu rasowej segregacji. Związek Sowiecki rósł w tym czasie w siłę napędzaną słabością Waszyngtonu i wysokim cenami surowców. Kolejne kraje Azji, Afryki i Ameryki Południowej stawały się „ludowymi demokracjami”. Ten trend odmieniła kolejna dekada i rządy Regana, a potem Busha Seniora. Wielokwektorowa „ofensywa” amerykańska spowodowała kolejne odwrócenie kart dziejów. Jak się wydawało ostateczny tryumf USA przyszedł był 1991 rok. Na początku tego właśnie roku koalicja pod wodzą amerykańską rozniosła na strzępy irackie wojska okupujące Kuwejt. Pod koniec tego roku libacja na daczy w białoruskiej cześci Puszczy Białowieskiej zakończyła istnienie drugiego z supermocarstw. Wydawało się, że Amerykanie są i będa na wieki Panami Świata. I tu się wszyscy pomylili. No może prawie wszyscy. Politbiuro w Pekinie się nie pomyliło. Chińczycy byli mądrzy. Owszem ZSRR się rozpadł, ale dlatego, że na jego uratowanie było już za późno. To, że Amerykanie bili Serbów czy Irakijczyków to też żaden powód do tego by uznawać ich za niezwyciężonych. Bo co za sztuka wygrać z dobrym bokserem wagi średniej, gdy jest się zawodnikiem z kategorii „supercieżki”? Chińczycy starali się więc działać tak jak działali kiedyś Amerykanie. Po cichu. Najpierw starali się zostać wielką potęgą ekonomiczną. Rozwijać naukę i infrastrukturę nie zaniedbując oczywiście armii. Armia nie była jednak na pierwszym planie. Zachód z Ameryką na czele, zaślepiony chciwością pomagał sprytnym Chińczykom w osiagnięciu politycznych celów. Tymczasem USA nie były już „prawdopodobnie najlepszym krajem do życia”. Oj nie. Stanowoczo nie. Globalizacja doprowdzała do ruiny całe połacie kraju. Świat jednobiegunowy powoli, powoli, przestawał takim być.
Dziś
Jaki jest dziś? Talibowie, podobno rozbici na przełomie 2001 i 2002, kontrolują dziś większą część terytorium Afganistanu. W Syrii rozgrywa Rosja, Turcja, Iran, ale nie USA. Samo zdobycie Mosulu przez Państwo Islamskie w 2014 roku było czymś chyba bardziej kompromitującym dla amerykańskich generałów niż upadek Sajgonu w 1975. Dziś Ameryka kojarzy się raczej z zamieszkami niż dobrobytem. Pandemia covida przyśpieszyła tylko to co nieuchronne – wielowątkowy kryzys imperium. Czy Amerykański dąb upadnie? Czy imperialne, legionowe orły zardzewieją i zostaną sprzedane Azjatom na złom? Czy Amerykański lotniskowiec zatonie w odmętach historii? Niekoniecznie, ale trzeba do wykonania tego zadania trzeba persony równej wielkością Reganowi. Jeśli taka się pojawi to dąb znów się zazieleni. Jeśli nie, to stanie się w najlepszym wypadku supermocarstwem 2 klasy. W najgorszym pogrąży w kolejnej wojnie domowej. Co do zaś samych wyborów i postaci Donalda Trumpa. Nie wiem czy wybory były fałszowane czy nie. Wiem za to, że Trump nie był faszystą. Nie był prorosyjski ani antynatowski. Był pierwszym amerykańskim przywódcą, który zaczął (a przynajmniej na poważnie) starać się powstrzymywać ekspansję Chin Ludowych. Wiem, że Deep State to termin politologiczny, a nie foliarski. Wiem też, że wielkie koncerny internetowe mają za dużo władzy, i wiem, że rednecków lepiej nie drażnić. Tym bardziej, że żołnierz amerykański zwykle też jest redneckiem, a nie fluidgdnertranspensiorożcem 😉 Nie wiem jak to się skończy, ale może skończyć źle. Mark Cukierberg powinien sobie uświadomić , że jest śmiertelnikiem, a generałowie Lee i Grant są nieśmiertelni.
P.S.
O wojnie domowej w USA, tej XIX wiecznej – https://www.youtube.com/watch?fbclid=IwAR0AMANKuVU8jmTWCRKgOMaXGmA3V5IQ1Ay4xFkkBdjaVXmz5DlWTFtL2d0&v=8zpsZS-nHdc&feature=youtu.be – aczkolwiek autor mógłby wspomnieć coś o kwestii ceł 🙂
P.S. 🙂
„Nie Bajden to nie Breżniew. Breżniew to był mocny dziad, a Bajden to raczej Czachylyk Niewmeruszczyj, Bezsmiertnyj Kościej” 😉