Point de reveries, messieurs


Ostatnio w Polsce jeśli już ktoś/coś wychodzi z cienia rzucanego przez covida i konflikt aborcyjny to tym kimś często bywa Aleksiej Nawalny. Bardzo wiele osób wyobraża sobie, że gdyby tylko Nawalny doszedł do władzy to wszelkie problemy na lini Moskwa-Warszawa znikną. Co zabawne ta wiara łączy ludzi, którzy na swoich „profilówkach soszjalmediowych” mają lepmartowe pioruny jak i tych co robią sobie takie zdjęcia z ryngrafami na piersiach. Od PiSowców, przez libków po lewaków wiara w dobre intencje Nawalnego jest powszechną.

Rosja dawniej

Żeby zrozumieć kim jest Nawalny trzeba cofnąć się w czasie i opowiedzieć trochę o historii Rosji. Mikołaj I Romanow u zarania swego panowania mógł być strącony z tronu przez zamach stanu. Zamach zorganizowany przez grupę oficerów później nazwanych dekabrystami. Pucz się nie udał. Przywódcy powstania poszli na szubienicę. To ci, o których pisał Mickiewicz w „Dziadach nr III”. Może i dobrze, że się zamach się nie powiódł. Część spiskowców to byli tacy rosyjscy jakobini, protobolszewicy. Znając życie i Rosję to oni finalnie przejęli by stery władzy. Jednak nie przejęli i car nie poszedł na gilotynę. Przestraszył się jednak bardzo jej cienia. Postanowił więc przykręcić śrubę. Swoje rządy oparł na bardzo licznej i teoretycznie silnej armii, zreformowanych służbach oraz „konserwacji” istniejących stosunków społeczno-ekonomicznych. Teoretycznie wszystko działało jak należy. Tajna policja i cenzura wyławiały „wrogów”. Armia biła nieprzyjaciół cara. Persów, Turków, Polaków, Litwinów, Węgrów, Czeczenów, Czerkiesów, Górali z Dagestanu. Chłopi odrabiali pańszczyznę, a w niedzielę modlili się w cerkwiach za zdrowie i pomyślność Mikołaja i Matki Rosji. W ostatnich latach w Polsce pojawił się za sprawą pana Brauna jakiś carofilizm. Niby to Rosja Mikołaja I była czymś zupełnie innym niż ZSRR. Jak się jednak poczyta co pisali świadkowie epoki (choćby Gogol, Lermontow, Markiz de Custine czy Gralewski) to widzi się uderzające podobieństwa do ZSRR czasów Breżniewa i Andropowa. Pałka i bagnet – oto istota tych rządów. Stabilność oparta na trzymaniu za mordę. Stabilność taka miała jednak swoją cenę. Do Rosji docierały nowinki techniczne takie jak telegraf czy kolej parowa. Owszem rozwijał się przmysł, górnictwo. Ekspedycje naukowe badały niezmierzone azjatyckie pustkowia. Wporwadzano nowe uprawy. Dalej jednak podstawą gospodarki był pólniewolniczy system pańszczyźniany. Nadal ogromna armia pożerała ogromne ilości zasobów państwa. Nadal pleniła się dziko korupcja. Carska bezpieka zajmowała się raczej tropieniem „rewolucjonistów” niż tępieniem złodziejstwa urzędniczego.

Jesienią 1853 roku Mikołaj sprowokwał kolejną wojnę z Wysoką Portą. Liczył na kolejne zwycięstwo nad Turkami. I się srogo zawiódł w swych kalkulacjach. Austria nie okazała żadnej wdzięczności za pomoc w tłumieniu powstania węgierskiego. Co więcej poparła Turków. Anglia dogadała się z odwiecznym wrogiem – Francją by pomóc Turcji. Do aliantów dołaczyło Królestwo Sardynii (czyli Włosi) i niemieckie Ksiestwo Nassau. Na dodatek „Górskie Narody” z Północnego Kaukazu wiązały walką ogromne siły rosyjskie. Trafiła kosa na kamień można rzec. Wojnę tą nazwano krymską, albo wschodnią. Krymską bo tam rozgrywały się najważniejsze bitwy. Wschodnią bo istniały także fronty na Bałkanach i pograniczu Kaukazu z dziejszą wschodnią Turcją. Po za tym toczono walki na morzach okalających Rosję. Konflikt skończył się sromotną klęską Moskali. Sewastopol – główny port wojenny na Morzu Czarnym został po trwających rok walkach pozycyjnych zdobyty przez siły aliantów we wrześniu 1855 roku. 30 marca nastepnego roku podpisano rozejm.

Wojna krymska obnażyła słabość Imperium Rosyjskiego. Aliantów na Krymie dziesiatkowały epidemie, ranni umierali tysiącami. Kulało zaopatrzenie. Niejednokrotnie dochodziło do bezsensownych ataków. Nie mniej jednak to armia cara Mikołaja była tą słabszą technicznie, zacofaną i w konsekwencji przegrywającą. O ile standardowy karabin żołnierzy brytyjskich czy francuskich miał w lufie gwint to rosyjski był nadal gładką rurą. Taką samą jak w muszkiecie używanym pod Borodino. Efekt był taki, że kule rosyjskie miały o wiele, wiele mniejszy zasięg. Sztaby na Krymie komunikowały się z Paryżem i Londynem za pomocą telegrafu. Zaopatrzenie dowoziły parowce. Natomiast Rosjanie nie mieli na Krymie żadnych torów kolejowych. Dalej podstawą zaopatrzenia były karawany czumaków (furmanów) prowadzących wozy zaprzeżone w woły i konie. Ciągły takie konwoje przez stepy Zaporoża jak w czasach wojen Piotra Wielkiego. Teraz sobie przeliczcie, tak na oko, ile ładunku z furmanek zmieści się do ładowni parowca, albo składu kolejowego… Na dodatek urzędnicy wojskowi okradali własną armię na masową skalę. Brak konsekwentnej walki z korupcją przyniósł opłakane skutki w kryzysowej sytuacji.

Mikołaj w trakcie wojny się psychicznie załamał i zaczął szukać śmierci. Chodził lekko ubrany wśród surowej petersburskiej zimy. Szukał śmierci i ją wyszukał. Dostał zapalenia płuc i zmarł jeszcze w 1855. Jego syn Aleksander II prowadził wojnę jeszcze jakiś czas, ale wygrać jej nie mógł. Po klęsce zaczął nieco zmieniać, liberalizować Rosję. Na przykład zniósł stan wojenny, który panował w Kongresówce od upadku powstania listopadowego. Ogłosił amnestię dla zesłańców. Jednak podczas wizyty w Warszawie, któa odbyła się zaledwie dwa miesiące od klęski na Krymie powiedział do przedstawicieli polskich elit słynne zdanie „żadnych marzeń panowie, żadnych marzeń”. Żadnych marzeń o powrocie do autonomii jaką mieliśmy przed 1831 rokiem. Czemu tak powiedział? Teoretycznie dogadanie się było by na rękę obu narodom. Tak dogadali się pragmatyczni Anglicy ze Szkotami i Walijczykami. Tak dogadał się Franciszek Józef z elitami węgierskimi. Moskale jednak nie są Austriakami ani Anglikami. Dla Rosji Polska to wróg par excellence. Próbowaliśmy się w historii z Rosją dogadać. Powstało wszak Królestwo Polskie zwane potocznie Kongresówką. Ile przetrwało? 15 lat. „Konfederacka” prawica snuje wizje alternatywnej historii w której do powstania listopadowego nie dochodzi. Zwala winę na masonów, Anglików, Żydów. Prawda jest jednak taka, że do tej „wojny secesyjnej” prędzej czy później musiało dojść. Tak samo jak do wybuchu rewolucyjnych nastrojów w Kongresówce i na Litwie do którego doszło na poczatku lat 60-tych XIX wieku.

Rosja dziś

Gdyby teoretycznie do władzy doszedł Nawalny. Może wprowadzono by pewne elementy demokracji. Może Nawalny sam stał by się nowym „carem”, albo podzielił władzą z wojskowymi. Na pewno jednak byłby nadal rosyjskim nacjonalistą i imperialistą. Ograniczenie złodziejstwa, co jest jednym z jego głównych postulatów (o ile nie najważniejszym) tylko wzmocniło by Rosję. Która i bez tego ma silną armię i sprawną dyplomację. Czy nam powinno zależeć na tym, żeby Rosja była mocniejsza? Oczywiście, że nie. Bo Rosja to nasz „przyrodzony nieprzyjaciel”. Jedyne co miałby do zaoferowania polskim dyplomatom prezydent Nawalny było by „żadnych marzeń panowie, żadnych marzeń”.

P.S.

https://www.youtube.com/watch?v=aKchwAWMpDA

Jedna z najbardziej znanych piosenek grupy Iron Maiden opowiada o chyba najsłynniejszym epizodzie wojny krymskiej. Szarży Lekkiej Brygady pod Bałakławą. Jako, że wszystko w Kosmosie jest powiązane niewidzialnymi nićmi to i ta piosenka ma też bardzo silne związki z „kwestiami aborcyjnymi”. W jaki sposób? A to się już dowiedźcie sami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *