Szmaragdowa rzeka, albo życzenia
Pisałem coś o Iraku i Syrii. Wszak mija dekada od iskry, która spadła na syryjską beczkę prochu. Pisałem, nie skończyłem. Potem pisałem o Wielkanocy, covidzie, Obajtku, Braunie i Ferencu. O singlozie, bombelkolatrii, marksizmie-julkizmie i anarchofaszyzmie. O osławionym „upadku Okcydentu”. O korku w Kanale Sueskim. Pisałem…ale nie skończyłem. Jestem zmęczony, nie mam sił pisać. Bardzo chce żeby już było dobrze. Tak szerzej, „publicznie”- żeby się epoka covidowa skończyła. Tak prywatnie, żeby było lżej na sercu. Dobrze jak wtedy, nad szmaragdową rzeką Bordog wpadajacą do szafirowo-zielonej Cisy. Chciałbym, żeby już nie było smutno. A smutno mi jest.
I smutne te czasy. Statystyka zgonów to jedno, a depresyja wisząca w powietrzu to kolejne. To drugie dużo gorsze, bo umrzeć fizycznie to jedno, a umrzeć za życia dużo gorzej. Wydaje się, że wojna była by lepsza. Wojna to jednak emocje, namiętności -śmierć, ale i życie. Epoka covida to zaś czas nie dzikich namiętności, a rozkładu. Ten wirus z dalekiego Wuhanu najpierw uderza na mózgi. Chyba już nam wszystkim uderzył. Kiedyś może będzie lepiej. Dobrze, jak nad szmaragdowym Bordogiem. Słowa te piszę w Niedzielę Kwietną, a więc to są takie specyficzne życzenia na specyficzną Wielkanoc. Życzenia naszego Zmartwychwstania.
P.S.
Stare, prorocze… https://chutornik.pl/2018/10/nemezis/ , https://chutornik.pl/2019/06/slowo-na-niedziele-ogniowa-proba/
P.S. 2
Odkrycie filmowe – https://www.youtube.com/watch?v=a-NqrEsfcEo i muzyczne – https://www.youtube.com/watch?v=uDFpcSc7IcY
