Manewry w Dzikich Polach
Od jakiegoś czasu Rosja koncentruje siły przy granicach Ukrainy. Podobno najwięszka taka, w tej „okolicy” od 2015 roku. Czyli od czasu ostatnich większych walk w wojnie (nigdy do końca nie zakończonej) wschodnioukraińskiej. Czy Putin chce zaatakować? Jeśli tak to czemu akurat teraz i co chciałby podbić?
Cóż, z pewnością Rosja nie ma obecnie ochoty na „wyzwolenie” Charkowa, Kijowa i Odessy. Rosja boryka się, tak samo jak inne kraje, z pandemią covida. Nawet S-Putnik V tego nie zmieni w najbliższym czasie. Ceny ropy i gazu też nie są, delikatnie mówiąc, zbyt wysokie. Rosji nie stać na wielką wojnę i nowe sankcje. Natomiast możliwa jest mała wojna. No powiedzmy taka średnia. Taka, która doprowadzi do połączenia „ludowych republik” z Donbasu z Krymem i uczyni Morze Azowskie wewnętrznym morzem Rosji. Jeszcze ważniejszym celem wydaje się uchwycenie ujścia Dniepru i położonego blisko niego Kachowskiego Zbiornika Zaporowego. Woda z tego sztucznego jeziora wpływa do Kanału, a jakże, Północnokorymskiego. Ukraińcy jakiś czas po aneksji Krymu zamknęli kanał, a ów półwysep jest krainą gdzie słodkiej wody zawsze było niewiele. Rosjanie mają z tego powodu poważne problemy. Oczywiście można zbudować sieć stacji odsalania morskiej wody, można (chyba?) zbudowac „akwedukty” nad Cieśninę Kreczeńską, ale to wszystko nie są tanie rzeczy. Może wojna była by tańsza? Czas ku kolejnemu uderzeniu na Ukrainie jest najlepszy od dawna. Tak jak jesienią świat interesował się 2 falą pandemii, a nie walkami na Kaukazie taki i teraz 3 fala skupia uwagę bardziej niż potencjalna wojna na „jakiejś tam Ukrainie”.
Mimo to walk takich jak w latach 2014-2015 lub większych raczej nie będzie. Teoretycznie Putin może zająć nowe terytoria na Ukrainie na dwa sposoby. Pierwszy to wielkie uderzenie z różnych kierunków. Takie, które zwiąże i spraliżuje ukraińską armię. Główne siły inwazyjne w tym czasie zajmą to co trzeba. Potem tak się okopią, że „żółto-niebiescy” nie będa mieli szansy na skuteczną kontrofensywę. To jednak było by zbyt kosztowne. Nie militarnie, a politycznie. Pozostaje więc opcja „małej wojny”. Jest jednak rok 2021 a nie 2014. Sytuacja jest zupełnie inna. Tamtej wiosny Ukraina była w chaosie. Na Krymie i w Donbasie tysiące ukraińskich obywateli powstało by walczyć z „banderowską juntą”. Armia była w rozsypce, a funkcjonariusze MSW często przechodzili na stronę wroga. Dziś jest inaczej. Ze wsparciem logistycznym NATO wojsko ukraińskie może stawić opór „małej inwazji”. Na ile skuteczny? Nie wiadomo, ale na pewno było by inaczej niż wiosną siedem lat temu. Można to porównać do walki boksera-amatora z zawodowcem, który ma jedną rękę związaną za plecami. Wątpię, że Putin chciałby podjąć taką walkę. Wykluczyć eskalacji oczywiście nie można, ale obecne ruchy wojsk rosyjskich to raczej testowanie administracji sklerotyka z Waszyngtonu. Tak mi się wydaje, a czy mam rację? Nie wiem.
Na fotce: model śmigłowca Ka-50/52 😉
P.S.
Warto zwrócić też uwagę, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego wojska Azerbejdżanu jesienią 2020 roku cały czas walczyły na własnym terytorium. Nikt bowiem, nawet sama Armenia (sic!) nie uznaje istnienia Górskiego Karabachu. Natomiast wojska rosyjskie na Ukrainie to wojska agresora.
P.S. 2
Jutro 11 rocznica katastrofy w Smoleńsku. Katastrofy do dziś nie wyjaśnionej mimo tego, że brat Lecha Kaczyńskiego rządzi Polską od 5,5 roku.