Fajerwerk na koniec Ramadanu


Gaza dziś

Mam mocno ambiwalentny stosunek do żydowskiego państwa. Za obecnym premierem Izraela nie przepadam, choć mój atawistyczny umysł podziwia jego wojenne czyny z młodych lat. Wiem dobrze, że Izrael przypomina pod wieloma względami , dawne RPA. To sprzed 1994 roku.  Pamiętam o tym co się stało we wrześniu 1982 roku w zachodniej cześci Bejrutu. Filosemitą nie jestem stanowczo, ale… Ale nie rozumiem tego atakowania Izraela za „brutalność” jego wojska i policji. „Bo giną dzieci!” – mówią „obrońcy Palestyńczyków”.  Tak giną, ale nie da się nie zabijać dzieci prowadząc  wojnę w terenie bardzo gęsto zaludnionym.  Hamas odpala swoje rakiety, więc IDF (wojsko żydowskie) odpala swoje. Kireg ist krieg  jak mawiali dawni Niemcy.   Nie rozumiem do końca czego chcą od Żydów  ci wszyscy (lewicowi i prawicowi)  „obrońcy Palestyńczyków”? Mają się ograniczyć do pasywnej obrony za pomocą „Żelaznej Kopuły”? To nie w ich stylu. Gdyby ograniczali  się do czystej samoobrony to ich państwo zniknęło by z mapy świata już kilka dekad temu. Kontratakują, ale trzeba to podkreślić, w stosunkowo cywilizowany sposób. Jak ktoś ma inne zdanie na ten temat to niech zerknie  tuż za izraelską granicę, za Wzgórza Golan. Do Syrii wyniszczonej  tak straszliwie jakby znów spadł na nią najazd Timura Niszczyciela.  Gdyby Gaza leżała w Syrii została by zablokowana i tygodniami równana z ziemią. Ogniem  z ziemi, morza i powietrza. Lub czekałby ją   zmasowany szturm, a potem brutalna „zaczistka”. Tysiące ludzi „zniknęłoby”  w piaskach pustynii Negew. Gdyby Izrael był Syrią to przeciwko  manifestantom nie używano by pałek, gazu pieprzowego i gumowych kul. Lecz działka automatyczne i tym podobny sprzęt. Izraelczycy niewiniatkami nie są, ale na Bliskim Wschodzie jest wielu gorszych. Naprawdę wielu.  Rozumiem za to doskonale Arabów i wszystkie wojny jakie prowadzili przeciwko Żydom. Prowadzone na wszelkie sposoby, a rozpoczęte jeszcze przed II wojną światową. To już inna rzecz.

Liban jutro?

Na fotce – patrol bojowy  żydowskiej Marynarki Wojennej w okolicach Bejrutu. Zdjęcie z 1982 rok czyli czasu  I wojny libańskiej (interwencja Izraela w pograzonym w wojnie domowej Libanie). To co dzieje się teraz w Izraelu to mała wojna. Właściwie dobrym słowem jest „konfrontacja”. Konfrontacja czyli coś większego od „zbrojnego incydentu”, a mniejszego od wojny. Wojną w pełnym rozumieniu tego słowa będzie III wojna libańska. Czyli kolejne bezpośrednie i długotrwałe zwarcie IDF z libańskim Hezbollahem. 

 

 

Inwazja IDF  na Liban = walki w górach. Walki w górach z zdeterminowanym i zaprawionym w bojach przeciwnikiem. Wrogiem, który latami rozbudowywał umocnione i skryte pozycje. Tak samo było w Górskim  Karabachu zeszłej jesieni. Dlatego ten konflikt był uważnie obserwowany przez żydowskich analityków. Podobnie jak walki w sąsiedniej Syrii, konflikty w Afganistanie,  Libii czy Jemenie. Specjaliści i sztabowcy Hezbollahu też, z pewnością, obserwują, robią notatki, wyciągają  wnioski. Ta formacja przez dekadę brała udział w syryjskiej wojnie domowej. Bić się umieją, a broni (również najnowoczęsniejszej) i amunicji mają sporo. II wojna libańska stoczona latem 2006 roku skończyła się czymś w rodzaju remisu. Czyli de facto przegraną Izraela. Czy wybuchnie zapowiadana od lat III wojna libańska? Jaki będzie jej wynik jeśli do niej dojdzie? Nie wiem, ale wolałbym żeby jednak nie wybuchała. Pokój może jest nudny, ale wojna straszna. 

To tyle, za tydzień coś o Ukrainie, o Śląsku i o Jugosławii. Mniej więcej o tym. Do przeczytania.

P.S.

Jak przewidywałem ( https://chutornik.pl/2021/04/manewry-w-dzikich-polach/ ) do eskalacji działań wojennych na Dzikich Polach nie doszło. I pewnie nie dojdzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *