Tam daleko, daleko od morza cz.2


Jak się już rozpisałem …  😉

Po robocie

Po niecałej godzinie dojechaliśmy na stor[i]. Była już ciemna noc, więc nie rozładowywaliśmy stafu[ii].  Nałożyliśmy tylko plandekę na pakę Taki-vana[iii]. Co by nam nie rozkradli „złomu”[iv]. Zrobiliśmy klokauta[v] i popędziliśmy prosto na exeterską  Transylwanię, gdzie mieszkaliśmy[vi]. Skąd taka dziwna nazwa „Transylwania”? Wayne[vii] lubił tworzyć różne wesołe  rymowanki.  Zrymowała mu się więc  Pensylwania Street z Transylwanią. Polskę całkiem zręcznie połączył geograficznie z Rumunią. W sumie to parę razy wspólną granicę z Wołochami mieliśmy, więc wiele się nie pomylił. Mieszkaliśmy przy ulicy Pensylwańskiej, właściwie w jednej z jej bocznych odnóg. Baza firmy mieściła się zaś na wzgórzach otaczających nadmorskie miasto.  Spadała w dół, kręciła  jak zaskroniec. W lewo, prawo i znów lewo i znów w prawo. Obramowana była  starymi drzewami[viii] i wysokimi hejdżami[ix]. Dalej wjeżdżało się w wąskie uliczki Nowej Głowienki[x]. Za nią było już handlowo-przemysłowe przedmieście zwane Marsch Burton. Kawałek dalej przejeżdżało most nad Exe. Mijało miejskie mury pamiętające podobno czasy rzymskie,  przecinało Hajstrit[xi]  koło pubu „Pod Królem Billem”[xii] i już, już był nasz flat[xiii].

Jakaż to ulgą było zdjąć robocze ubrania i ciężkie sejftbuty[xiv]! Zmyć z siebie pył. Ze skóry, z włosów, z oczu. Napełnić brzuch  potrawą złożoną z ryżu, jarzyn, curry i kurczaka. Wypić wieczornego drajcajdra[xv] w naszym ogródeczku[xvi]. Po odbyciu tego codziennego rytuału udałem się, do pokoju naszego vajzora[xvii] Londona. Brygadzista „był w posiadaniu internetu”. Były to bowiem czasy (serio tak kiedyś było) kiedy „internet w telefonie” nie był czymś tak naturalnym jak spłuczka w klozecie. Sesja  nie trwała zbyt długo. Sprawdziłem wiadomości. Nie pisała ani Weronika, ani nikt inny. Potem poczytałem o tym co zdarzyło się w dalekiej Polsce i na reszcie globu.  Pod Iłowajskiem dudniły armaty. W Iraku RAF i USAF dokonywały zrzutów w górach Sindżar i bombardowały pozycje ISIS[xviii]. W Polsce nadal szumiało wokół taśm nagranych w knajpie  „U Sowy”. Na końcu sesji sprawdziłem jaka pogoda czeka mnie w Polsce po moim powrocie. Parę dni temu miałem sen, w którym z wzgórza nad Bridportem ujrzałem kotlinę w której leży Krosno. Rano Wayne [xix] poinformował Londona, że w tym sezonie moja namiociarska kariera się kończy na początku września. Firma zaprasza za rok. Bilet miałem już kupiony i wydrukowany.   Obok niego leżała papierowa torba z moją dolą[xx]. Byłem już prawie spakowany. W torbie nie schowałem tylko paru najpotrzebniejszych rzeczy. Na przykład pierwszego tomu „Historii Polski” Nowaka[xxi]. Jako, że nie miałem zbyt dużego dostępu do sieci WWW miałem czas na czytanie. Otworzyłem opasłe tomiszcze. Zakrzywiony róg oznaczał miejsce do którego doszedłem poprzedniego wieczoru. Zacząłem czytać i przeniosłem się do Polski Bolesława Krzywoustego. W znużonej głowie lektura wywoływała barwne wizje. Oto i  groźny kniaź wojuje z walecznymi Pomorzanami. Chrzci i pali, zawiera sojusze i macha mieczem. Konie jego drużyny tratują puszczańskie trakty i pomorzańską piechotę. Wojowie wjeżdżają na bałtycką plażę. Na horyzoncie widać lanskipy chąsników[xxii]. Przy ognisku potężny kniaź dostaje informację o niemieckiej inwazji. Wrogowie maszerują na Głogów! Książę każe przygotowywać marsz na południowy-zachód. Na spotkanie z Henrykiem V!

Ciekawe, ciekawe, ale zmęczenie dawało  o sobie znać. Przecież doczytam jutro – pomyślałem. Zresztą wiem jak się dla Henryka V skończy ta ekspedycja. Zaznaczyłem zagiętym rogiem kolejne miejsce i poszedłem do kuchni. Kawa? Herbata? Zastanawiałem się. Na pewno potrzebowałem wypić coś ciepłego. I nikotyny, jeszcze nikotyny. Szczególnie nikotyny!  

Księżyc nad Exeter

Potrzebowałem by zasnąć jeszcze jednej dawki nikotyny. Papierosów już nie miałem. Wyszedłem więc za róg, do Społem. No właściwie te sklepy nazywały się „Cooperative”[xxiii], ale „Społem” brzmi bardziej swojsko prawda? Za ladą stał mój ulubiony ekspedient.

-Cześć mejt[xxiv]

-Cześć –odpowiedział młody Hindus

-Moja chcieć co zwykle – uśmiechnąłem się podając piwo „Złoty Jeleń”[xxv] i jeszcze połówkę.

Ekspedient wyjął zza lady halfę plejersów[xxvi]. Dziesięć szlugów powinno mi starczyć, aż do Texaco Axminister[xxvii] – stwierdziłem w duchu.

-Na razie, mieć miła robota  kolego!

-Tobie miłej nocy kolego! Odpowiedział, jak zawsze bardzo grzeczny, śniady sprzedawca.

Ja wiem czy taka miła była? Czułem się samotnym. Zacząłem się zastanawiać czy nie lepiej zostać tu na zawsze. To życie tenterskie  wydawało mi się dużo łatwiejsze. Jest tylko drużyna i zadania do wykonania. Proste, twarde życie. Pozbawione kobiet i wygód. Czyli  proste. Bez gonitwy, bo i gdzie masz gonić?? I tak pracujesz od wschodu słońca do nocy. Niczego nie przyśpieszysz. Zimą zaś biesiadujesz z mejtami.  Taka prostota, a po powrocie do polski tyle skomplikowanych problemów na mnie czekało. Zaręczyny! No wypada w końcu, pierścionek miałem już zakupiony od pewnego czasu. Teraz trzeba było go użyć. Tylko, że właścicielka palca nie pisała i nie dzwoniła z tej swojej Francji[xxviii]. Może miała kochanka? Czemu by i nie. Młoda kobieta, a ruda do tego. Nie widzieliśmy się od paru miesięcy. Związek erodował. Cóż było jednak robić? Jakby, jakiś tajemniczy filantrop  dał mi worek funtów to bym nigdzie nie jechał. Nie dostałem go od nikogo. Leżał obok mnie, zdobyty ciężką robotą. Może jednak wszystko się ułoży? Snułem plany, gdzie pojedziemy, gdy się spotkamy. Może Bałtyk? Trochę za zimno, Arłamów? Węgry? Gdzieś, gdzie będzie ciepłe słońce, ciepła woda i czas dla Nas. Tylko czy My jeszcze będziemy? –  Znów naszły mnie złe przeczucia – Zaręczyny, zaręczyny, a potem kołowrót weselny. Stoliki w prostokąt czy okrągłe? Więcej balonów białych czy różowych?  Impreza weselna w „Małym Wersalu” czy „Białych Łabędziach”? Catering zamówić w „Kuchni Magnackiej” czy „Zajeździe pod Mocnym Kułakiem”? Jak zatańczyć pierwszy taniec jak ja tańczyć nie umiem? Może bez tego? Jak bez tego?  Hańba by była. Znaczy pan młody jakiś cherlawy tuż przed nocą poślubną. Nad wszystkim wisieć będzie jej i moja rodzina. Pouczać, radzić, naprowadzać, wybrzydzać. Najbardziej lękałem się teściowej. Nie prościej rzucić to wszystko w pizdu? Nie wiem znaleźć jakąś Murkę z Odessy, albo Oksanę z Osmołody? Zostać tutaj, robić namioty. Poznać jakąś angielkę na dyskotece w Exeter czy Plymouth. Angielki są ładne. Ożenić się tutaj, płodzić Polaczków i żyć po swojemu? A żebym miał jeszcze tu jebać slejdżhamerem[xxix] trzy lata, oddam wszystkie funty byle z tym weselem mieć spokój – pomyślałem ze złością gasząc papierosa na ceglanym murku. Drugi szlug i kolejne łyki piwa były już przyjemniejsze. Znów wróciły myśli o wielkim łóżku, dla dwojga. O szerokiej wannie, dla dwojga. O korzystaniu z zawartości papierowego worka, który leżał obok mnie na murku. Worka pełna szeleszczących papierków z których uśmiechała się młoda Elżbieta Windosor. Wyciągnąłem je z worka i zacząłem się nimi bawić. Tasować, przeliczać, układać w kupki.  To była ładna kobieta- pomyślałem- książę Filip miał fajną żonkę jak był młodym księciem. Ale, że „ten teges” ? Królowa była w ogóle  kiedyś młoda? Uprawiająca seks w różnych pozycjach? Przecież Elżbieta wydaje się tak dostojna i wiekowa, że pewnie pamięta jak sir Drake[xxx] gromił Hiszpanów na wodach pod Plymouth. Dostojna i wiekowa Elżbieta takie rzeczy? Wydało mi się to tak abstrakcyjne, że aż się roześmiałem. Dopiłem „Jelenia”. Poczułem senność. Kot siedzący na daszku ganku domu stojącego naprzeciw skontaktował się ze mną za pomocą telepatii. Jego przekaz był krótki  i treściwy.

-Idź spać mate! Jest 23.42. Wstajesz o 4.30.

-Dziękuję Kocie. Telepatycznie odpowiedziałem zwierzowi.

Usnąłem gwałtownie na wielkim tapczanie. Śpiwór był ciepły i ból ramienia był jakby troszkę mniejszy. Dokuczał mi niemal nieustannie, ale z różnym nasileniem. Dopiero po powrocie do Polski okazało się, że pracowałem z naderwanymi ścięgnami łączącymi przedramię z barkiem. Bywa, cena braku tężyzny fizycznej o którą trzeba było zadbać przed wyjazdem. W nocy śniły mi się dwie sowy.

-Huhu pizdeusz z Ciebie mate –huczała jedna

-Huhu ni chuja – pohukiwała druga

-Huhu ostatni w peletonie, samczyk omega.

-Huhu nie przejmuj się – odhukiwała druga

-Huhu, huhu patrz, gdzie jesteś w życiu? Huhu W tym wieku to się powinno kończyć pokoje dla dzieci  huhu, huhu. Huhu ile sezonów musisz tu robić, żeby dom zbudować?

-Huhu, masz jeszcze czas – odparowywała druga sowa swojej przeciwniczce.

A potem śniły się lądowe i morskie boje Krzywoustego. Narady dworskie i uczty na zamku w stołecznym Płocku. Na końcu widziałem we śnie kniazia Racibora. Stał na dziobie bojowej łodzi. Płynął na Konungahelę. Kniaź popatrzył mi w oczy groźnym wzrokiem. Miał zimne, potężne oczy. W tym momencie budzik ustawiony na 4.30 zaczął swój jazgot. No cóż, koniec dobrego. Pora zmierzyć się kolejny raz z showgrundem Melplash.


[i] Stor – spolszczone „Store” – tyle co magazyn, baza, skład

[ii] Staf –spolszczone Staff czyli sprzęt, wyposażenie.

[iii] Taki-van – stary i mocno zużyty ford z odkrytą paką. Taki-van znaczy „głupi van”. Głupi bo nie chciało mu się iść na emeryturę.

[iv] Co by nie rozkradli – parkowaliśmy część aut pod mieszkaniem w Exeter.

[v] Klokaut – splszczone „clock-out”, wymeldowanie z pracy. W tamtym czasie odbywało się za pomocą wpisu w księdze wejść i wyjść. Po wszystkim zamykaliśmy magazyn.

[vi] W czasie wyjazdów mieszkałem część sezonu w mieszkaniach „studenckich” w Exeter, a część w przyczepie cempingowej w Nowym Rzepniku. Od 2017 roku kwaterowaliśmy wyłącznie w „caravanach” co miało swoje minusy, ale moim zdaniem plusów było więcej. Szczególnie finansowych.

[vii] Wayne – prawa ręka szefa. Barwna postać, o której jeszcze nie raz opowiem.

[viii] W Wielkiej Brytanii nie ma zbyt wielu lasów. Ani starych ani młodych. Jest jednak mnóstwo pomnikowych dębów, jesionów, buków czy lip.

[ix] Hejdże – spolszczone „Hedge”. Żywopłoty okalające pola, pastwiska i wiejskie drogi w Wielkiej Brytanii, Irlandii i niektórych regionach północno-zachodniej Francji. Jedne budowane w postaci kamiennego murku. Inne przyjmowały postać ziemno-kamiennych wałów obrośniętych roślinnością. W hrabstwie Devon mają nie raz po kilka metrów wysokości.

[x] Nowa Głowienka – wioska Ide. „Ochrzciłem” ją tak bo jest „wioską –przedmieściem” exeter. Tak jak Głowienka dla Krosna.

[xi] Hajstrit – High Street. Główna ulica w brytyjskich miastach.

[xii] Nie jestem do końca pewny czy ta kanjpa miała dokładnie taką nazwę. Ostatni raz byłem na exeterskim High Street w sierpniu 2019 roku.

[xiii] Flat – mieszkanie

[xiv] Sejftibuty – spolszczone „safety shoes” – obuwie robocze z stalowymi „noskami”.

[xv] Drajcajder – spolszczone „dry cider”. Wytrawny cydr, tani a dobry. Bez masy ulepszaczy smaku.

[xvi] Ogródeczek miał powierzchnię mniej więcej trzy na trzy metry. Nazwijmy go jednak ogródkiem.

[xvii] Spolszczone – supervisor – brygadzista, kierownik.

[xviii] Bitwa pod Iłowajskiem – największa batalia wojny na wschodzie Ukrainy. Zrzuty w Sindżarze – w sierpniu 2014 roku lotnictwo amerykańskie i brytyjskie zrzucało na spadochronach żywność i leki dla uchodźców, którzy chronili się w górach Sindżar przed hordami Państwa islamskiego.

[xix] Wayne –prawa ręka szefa i mózg logistyki naszej firmy. Namiociarstwem zajmował się od szesnastego roku życia. W życiu był też kierowcą tirów, mechanikiem, bramkarzem na dyskotekach. Twierdził uparcie, że zna polski i powiedzmy na swój sposób znał.

[xx] Papierowa torba – możecie nie wierzyć, ale przez wszystkie sześć rejsów do UK nigdy nie założyłem konta w brytyjskim banku. Korzystałem z subkont, a „dolę” odbierałem w gotówce. Miło było po powrocie położyć się na dywanie z banknotów.

[xxi] Nowaka – chodzi o  profesora Andrzej Nowaka z Krakowa.

[xxii] Lanskipy chąśników – langskip to tzw. „długa łódź” wikingów. Chąśnicy – słowiańscy wikingowie mówiąc najprościej. Tu mała uwaga – ich łodzie różniły się nieco od okrętów nordyckich wikingów.

[xxiii] Sieć Cooperative – brytyjska  sieć spółdzielczych sklepów.

[xxiv] Mate – mejt. Bardzo ważne słowo. Mejt to towarzysz pracy i walki. Używa się tego słowa także w innym kontekście. Na przykład, gdy pytasz obcego mężczyznę o to która jest godzina, lub prosisz użyczenie zapalniczki.

[xxv] Konkretnie to nazywało się „Exmoor Golden Ale”. Ale, to ale miało na etykiecie wielkiego rogacza z których słyną lasy Pogórza Exmoorskiego.

[xxvi] Halfa plejersów – spolszczone od „half” czyli „połówka” i „pack” czyli paczka. Paczka „połówka” z 10 papierosami. Players – popularna marka tanich szlugów.

[xxvii] Texaco w Axminsiter – podczas jazdy   expresówką A-35, która jeździliśmy do Bridportu zatrzymywaliśmy się często „na serwis” na stacji benzynowej koncernu Texaco w miejscowości Axminister. Była to jedna z formowych tradycji.

[xxviii] Weronika pracowała w hotelu w Alpach. Weronika to nie jest jej prawdziwe imię. Czemu tak? Może by nie chciała, żebym je zdradzał? Ja też nie mam potrzeby by go podawać.

[xxix][xxix] Slejdżhamer – spolszone „sledge hammer”, ciężki kowalski młot. Jedno z podstawowych narzędzi tentera.

[xxx] Nawiasem mówiąc legendarny angielski korsarz, admirał i odkrywca Sir Francis Drake urodził się w Tawvistock w hrabstwie Devon.

C.D.N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *