Tam daleko, daleko od morza


No i się w końcu zebrałem do porządnego pisania 😉  Poniżej próbka. A czemu taki tytuł wpisu? Będzie w 8 rozdziale.

 

(…)

Rozdział I

Ostatni bój sezonu

Słońce powoli chyliło się za wzgórzami, a ja nadal byłem w robocie. W tym akurat momencie mojego życia nosiłem nogi do „dwunastki”. Wzgórza o których piszę wznosiły się z dwóch stron showgroundu „Melplash”[i].  Dolina niewielkiej rzeczki wyglądała dość swojsko, przypominała niższe partie karpackich pogórzy.  Kończyła się przystanią morskich jachtów i sportowych motorówek. Położoną uroczo pomiędzy dwoma ogromnymi, wapiennymi klifami[ii]. Showground oznacza tyle, co „miejsce, pole imprezy”. Ta miała ponad stuletnią tradycję. Co roku, końcem lata, farmerzy i hodowcy z całego hrabstwa Dorset zjeżdżali do tej doliny jak nasi podkarpaccy do Rudawki Rymanowskiej. Oglądają, gadają, podziwiają i  chwalą się. Jedzą, piją i śpiewają tak samo jak nasi w Rudawce. Wielkie rolnicze pokazy wymagają wielu pawilonów i namiotów. My je budowaliśmy, a po imprezie rozbieraliśmy. Kończyliśmy akurat demontaż „dwunastki” czyli namiotu „framowego”[iii] o szerokości 12 metrów[iv], a długości – wedle życzenia klienta i możliwości zleceniobiorcy. „Noga” to po prostu jeden z filarów podpierających dach. Aluminiowa, ale ze stalowym rdzeniem na końcu. Ciężka jak jasna cholera. Kształtem przypominająca trochę krzyż. Według legend przeniesienie jednej z miejsca na miejsce na odległość więcej niż dziesięciu kroków daje odpust za jeden grzech onanizmu. Tent[v]  był najdłuższym na tym show więc i nóg miał wiele. Do lorki[vi] ustawiła się  kolejka facetów trzymających na barkach owe krzyże pokutne. Socjologicznie rzecz ujmując były to tak naprawdę  dwie kolejki. Jedna brytyjska, druga polska. Przez kilka lat moich zarobkowych wyjazdów do UK przez firmę w której pracowałem przewinęło się mnóstwo barwnych typów brytyjskich. Anglicy, Kornwalijczycy, Szkoci, Cyganie i Fidżyjczycy. Studenci fizyki  trenujący rugby i analfabeci. Bokserzy, weterani Iraku i Afganistanu. Byli pensjonariusze brytyjskich zakładów karnych i ośrodków odwykowych. Młodzi chłopcy wysłani do tej roboty przez ojców „by zmężnieli”. Stare chłopy którym w życiu coś nie wyszło, albo zwyczajnie nie bali się ciężkiej harówki. Natomiast polska była co roku  niemal jednorodna. Młode „polskie chłopce malowane”, którzy wyruszyli na rejs by „pokazać” i by „zdobyć”. Pokazać, że umieją, że potrafią „zdobyć”. Co? Wiadomo – zasób twardej waluty. Prawdziwy pieniądz. Banknoty o kuszącej teksturze, z których łaskawym wzorkiem patrzyła młoda Elżbieta Windsor. Powiedzieć swoim dziewczynom i narzeczonym, ojcom, wujkom, kuzynom i braciom, a także kolegom ze swoich osiedli i wiosek – „spójrzcie oto i jestem , wróciłem zza morza, oto moje łupy”. Jak dawni Waregowie, Kozacy czy inni konkwistadorzy.

Na pace lorki stał Huan. Mylicie się jeśli myślicie, Huan nie pochodzi z jednej z brytyjskich kolonii. To góral z Gór Słonnych tylko wygląda jak Latynos, stąd i ksywa. Silny i krzepki jak stare buki i jodły z jego rodzinnych gór (tylko troszkę niżejpienny od nich). Stoi dumnie,  z odsłoniętym  torsem gladiatora i raperską czapką na głowie. Którą nosił „na bakier” co dodawało jego postaci drapieżnej malowniczości Przejmuje nogi od workerów[vii] na dole i układał je na stosie innych części namiotu. Huan od paru lat jeździł (a raczej latał) „na namioty”. Teoretycznie nie powinien. Miał wyższe wykształcenie większa połowa polskiej części załogi tego przedsiębiorstwa[ix]. Teoretycznie, praktycznie co roku wracał nad rzekę Exe by gromadzić zapas twardej waluty, opalać się w słońcu, ćwiczyć musukuły i hartować się w sztormach. Nogi były ostatnimi elementami jakie załadowano na sevenhalfa[x]. .Krzyś przekręcił kluczyki w stacyjce, ryknął endżin[xii], słońce chyliło się już za widnokręgiem by zatonąć na czas nocy w wodach kanału La Manche.

Nieco później rozkładałem z Kondzikim[xiii] małe framki. Właściwie była już noc, wiała nocna bryza, ale ostatnie promienie słońca i światło księżyca umożliwiały sprawną pracę. Zdejmowaliśmy perliny[xiv] za pomocą pushupera[xv] . Powoli, gdzie nam się miało śpieszyć? Tak czy siak było już bardzo późno. Godzina w tą, czy w tą – co za różnica.  Byliśmy schowani na  polance w zakolu rzeczki. Wśród szuwarów, murków i krzaków Ściągaliśmy i gadaliśmy. Co chwilę robiliśmy przerwę, a na papieroska, a to by  rozprostować kości. Zauważył nasze powolne ruchy  Timothy[xvi] i zaczął iść w naszym kierunku.  Jeszcze jak szedł do nas ostro gestykulował drąc się  „Fokinhell !!!”[xvii]. Fokinhell to było jego ulubione słowo, gdy się zirytował. Irytował się  często, gdyż miał naturę najdzikszego choleryka. Tylko marihuana i rockednroll (którego był autentycznie wielkim znawcą i wyznawcą) potrafiły zrobić z niego łagodnego baranka. Timowi się spieszyło to wieczornego jointa i winyli więc patrolował   vanem wszystkie polanki i place showgrundu.  Patrol miał dwa cele – doglądać jak przesuwa się front robót. Drugi – wyszukiwać dekowników i bumelantów. Dopadł i  nas. Wyrwał mi z rąk pushupera i sam zaczął zdejmować pelriny. Robił to nerwowo i szybko. Nieuważnie i gwałtownie. Nic dziwnego, że w pewnym momencie jedna z nich, kolokwialnie mówiąc, pierdolnęła go w łeb. Wściekł się jeszcze bardziej. Wyglądał ten gniew bardzo malowniczo bo Tim miał specyficzny styl. Wyglądał jak… wyobraźcie sobie hybrydę generała Baden-Powella[xviii], Robinsona Crusoe i wojownika kungfu z filmów akcji. Lub prościej – mógł grać w „Piratach z Karaibów” bez charakteryzacji. Gdy pirat się uspokoił, wrócił do swojego rydwanu. Rzucił na koniec:

-pośpieszcie się chłopcy, fokinhell !!!

-Nasza spieszyć się panie Timothy, twoja być zadowolona, nasza robić dobrze, nasza robić szybko – odpowiedziałem mu najbardziej kurtuzyjnie jak potrafiłem, choć z trudem powstrzymując śmiech.

Dokończyliśmy te framki. Załadowaliśmy na pakę wana pracując w świetle reflektorów, zasztrapowaliśmy[xix] i ruszyliśmy do bazy w Nowym Rzepniku[xx]. Noc była piękna.  Jasna, księżycowa. Jak ta w którą poznałem Weronikę. Nie pisała ze swojej Francji od trzech dni. Nie dzwoniłem, stwierdziłem, że jak będzie chciała sama wykręci mój numer.  Cóż zrobić?  „Niedługo koniec rejsu to się wszystko okaże” – pomyślałem. Kondziki puścił playlistę z heavymetalem. Żelazna Dziewica  uderzyła młotem w bębenki naszych uszu.  Nasz van mknął ku kolacji i ciepłej kołdrze. Fajrant ! – to było ważne w tej chwili.

(…)

 

[i] Melpash – czytaj Melplaż. Wieś- przedmieście Bridportu w hrabstwie Dorset.

[ii] Ta okolica zwie się „Wybrzeżem Jurajskim”. Pofalowana wyzyna urywa się 100-200 metrowymi klifami. Ich skały są pełne skamieniałości z okresu Jury.

[iii] Framowy – składający się z szeregu bliźniaczo podobnych „baz”. W Polsce coraz popularniejsze są takie namioty ustawiane jako tymczasowe magazyny i warsztaty.

[iv] 12 metrów – Brytyjczycy na budowie używają równolegle obu systemów. Na przykład  namioty „framowe” „liczyliśmy” w systemie metrycznym, a „klasyczne” były „na stopy i yardy”.

[v] Z angielskiego – namiot.

[vi] Lorka – spolszczone „lorry” – ciężarówka

[vii] Worker -robotnik

[ix] Ah! Byliśmy synami swoich czasów. Szliśmy na te nasze „humanistyczne wydziały” bo takie były czasy. Mawiano nam „teraz i sprzątaczka musi być magistrem, a dziadek klozetowy musi mieć co najmniej licencjat”. Straszono żandarmami, którzy  „zabiorą wojska i rok życia w plecy”. Kuszono „studia to piwo, wino, wódka, trawa, sex, dziewczyny i zabawa”. To i szliśmy dziesiątkami i setkami tysięcy na owe studia co miało przenieść Rzeczpospolitą. Epokowo „do XXI wieku” i geograficznie – „na Zachód”.  Na cóż Huanowi  i mi te studia? Huan zajmuje się dziś semtexem, walką na noże i skokami spadochronowymi. Gdyby jeszcze skończył jakąś afganologię, czy filologię arabską czy rosyjską to może i byłyby mu przydatnymi, ale nie takie kończył. Ja pracuję w fabryce motyk 😉

[x] Sevenhalf – spolszczone „seven and half” czyli siedem i pół ton. Co ciekawe, jeszcze całkiem niedawno wyrobienie sobie brytyjskiego „prawka”  kategorii „B” uprawniało do poruszania się po drogach taką maszyną.

[xi] Krzyś to pół-Walijczyk, fanatyk wędkarstwa,  Criss. Kierowca.

[xii][xii] Endżin – spolszczone engine –motor, silnik.

[xiii] Kondziki – inny polski kolega. Też motocyklista m.in stąd ksywa.

[xiv] Perlina – po prostu łata dachowa. W namiocie tego typu – aluminiowa.

[xv] Pushuper – coś w rodzaju wideł, chwytaka. W innych firmach namiociarskich zwali go, zdaje się, „perlinprooperem”. Służył do zakładania i ściągania perlinek.

[xvi] Timothy – lewa ręka Dejva, szefa firmy. Stary wyga, namioty stawiał od 16 roku życia. Swoją karierę skończył w wieku 65 lat.  

[xvii] Fokinhell – czyli „fucking hell”. Coś pomiędzy „do stu diabłów” a „do stu chujów”.

[xviii] Baden Powell – generał brytyjski, twórca skautingu.

[xix] Sztrapować – z anglopolo – zabezpieczać pasami ładunek na odkrytym pojeździe.

[xx] Nowy Rzepnik – Dunchideock Burton. Wieś koło Exeter. Wizualnie podobna nieco do Rzepnika na Pogórzu Dynowskim więc ją tak „ochrzciłem”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *