Perun uderza w kowadło


Zmiana się powoli kończy, a Motyka zaczyna gadać o kebabach. Taśmociąg chodzi  naookoło i nieustannie. To cześć wielkiej Machiny. Machina jest  jak Żmij Niesmiertelny.  Nie śpi tylko żeruje wiecznie głodna. Porywa do swojej paszczęki   kolejne dawki stali. Bo żywi się ów potwór  hartowaną stalą. Sam jeszcze niedawno przygotowywałem mu jadło hartując formatki w piecu hartowniczym. Dziś rzucam mu tą stal w gadzią gębę. Tasmociąg pracuje, do fajrnatu już i aż  godzina. Człowiek coraz głodniejszy.  Coraz mniej chce mu się schylać,  chodzić wzdłuż stalowej gąsienicy i zawieszać na niej stalowe haki. Karmić Żmija.  Tymczasem Motyka dalej drąży temat. Baranina czy kurczak? Frytki i ser czy świeże warzywa? Zawijany czy na talerzu? Głodnieje.  Staram się więc temat zmienić, rzucam temat – „praca”. Polska, zagranica. Różne kraje, różne miasta, różne prace. Gdzie lepiej, gdzie więcej pieniędzy.  Jak się gada czas leci szybciej. Kawałek dalej stoi  Mirek. Robi,  za dużo nie gada. Swoje o zagranicy wie. Wiele lat był hutnikiem w Skandynawii. Żmij dalej huczy, dalej pożera stal. Do fajrantu jeszcze 52 minuty. Smok dalej pochłania stal. Do końca zmiany jeszcze 47 minut…

**

 Słowika znajduję pod pomidorami rasy Perun. Skad się tam wziął? Sądzę, że  była to robota kuny. Zostawiła na później czy jak? Kuna, nie kuna, pewnym było, że Nocny Śpiewak był martwy i trzeba go było pochować. Jesli to kuna to niech się obejdzie ze smakiem. Niech złapie sobie innego ptaka, a  najlepiej jakąś mysz. Co toza perwersja , zeby zabić i wystawić na widok ofiarę? Ptaszka chowam z honrami, pod jabłonią. Sypka ziemie przygniatam dodatkowo kamieniami. Taki nagrobek funkcjonalny, tak  żeby lis nie wydarł go z grobu. Kto wie, może taki słowik stałby się wtedy słowiczym upiorem? Słoneczne promienie, które przenikają przez liście jabłoni są intensywnie złote. Swaróg chyli się już do snu. Jego złota twarz zniżała się coraz bardziej ku linii horyzontu. Piekna iluminacja dla słowika, w jego drodze w ptasie zaświaty. Zastanawiam się.  Ciekawe czy ten martwy słowik to tylko martwy słowik czy jakowyś omen? Myślę intensywnie. Wierzę w znaki i się trochę och obawiam. Siedzi mi w głowie ta ofiara kuny. Czy znak czy po prostu prawa przyrody? 

***

Gadamy z wujkiem o drewnie i  drzewie. Wujek to szpec jakich mało. Cieśla, stolarz, drwal.  O drzewach z karpackich puszcz wie prawie wszystko. Siedzimy na drewnianej belce i patrzymy na burzowe chmury, które po niebie przegania wicher. Na chmurach siedzą płanetniki – duchy burzy. One to prowadzą sztormy niczym jeźdźcy konie, albo sternicy długie wareskie łodzie. Brutek, pies sąsiada, trochę się boi. Burza to żywioł niepsi. Pies,z natury,  boi się duchów sztormowych.  Kuli się Brutek, ale dłoń wujkowa go uspokaja. Pijemy kawę, palimy papierosy. Opowiadam o drewnianych cudach zwiedzonych podczas robienia Wielkiej Ósemki Podkarpackiej. O cerkwii w Uluczu i kościele w Sekowej. Budowle te  stawiane były  przez ludzi nie znających pisma, ni rysunku technicznego. Bez elektronarzędzi, bez gwoździ nawet. Przetrwały zarazy lokalne i światowe pandemie, wojny, najazdy, powodzie, wichury, głody. Są. Niezwykłe.

Daleko, gdzieś od strony Bramy Frysztackiej, słychać grzmoty. Noc zapowiada się burzowo. W sumie dobrze, bo chce ponabijać jutro kije do groszku. Ulewa nocna da miękką ziemię. Patyki wejdą w nią łatwo. 

** **

Czarny kot Czarny, niewzruszony wichrem, przegląda kolejne pasy ściętej trawy. Lustruje je wzrokiem, przewraca pokos łapką z wysuniętymi pazurami.  Pierwsze krople zaczynają uderzać o przednią szybę. Wjeźdżam już na końcowy odcinek. Chce zdąrzyć przed burzą. Wśród wysokich traw widac głowę Kotka Zezika. Też poluje, tylko w innym rewirze niż Czarny. Wicher jest coraz silniejszym, jednak jeszcze się nie łyska, jeszcze nie lunęło. 

** * **

Nocne powietrze rozerwał potężny grzmot. Nawet światła wiele nie było, ale huk poteżny. Gromki.

-Burza?

–Ano burza, Perun uderzył w kowadło i iskry sypią się. Jak dwa lata temu, nad Dnieprem. Też taka burza była.

W tym momencie bóg burzy znów udrzył swym boskim młotem w kowadło i powietrze znów rozdarł huk grzmotu. Jest pół do drugiej, trzeba spać dalej. Więc śpimy.

 

*** ***

Rano czytam o polityce, do herbaty, do gotowanego jaja i bułki z masłem. Swaróg już wstał. Podniósł zza horyzontu swe złote oblicze. Jem, piję i patrzę na ekran smartfona.  Co tam w polityce? Nie mija hałas wokół wywiadu, który Stanowksiemu udzielił Jaś Kapela. Pierwszy Próżniak Rzeczpospolitej. Lecę dalej. Skroluję w dół. Już nie głupoty tylko geopolityka.  Amerykanie powoli, rakiem wycofują się z Europy. A więc wojna? Może i wojna, potop azjatycki, covid-26. Przegryzam bułkę, popijam herbatę. Będzie co ma być. Żaden człowiek, żadne państwo i żadna cywilizacja nie uniknie tego co jej zapisane. Żaden i żadna. Skroluję dalej. 

*** *  ***

Znad mgieł wystają tylko dwie kobiece głowy ozdobione długimi włosami. Jedna to głowa księżniczki z baśni słowiańskich, mitów nordyckich, albo eposów fińskich. Włosy ma platynowe, północne. Cerę jasną jak mgła. Druga na odwrót. Brunetka krukoczarna. Południowa, śniada cera. Szeherezada, królowa Tamar, księzniczka z legend ormiańskich czy tatarskich.

Lecz to nie zwidy, nie duchy, nie mgielne tumany. Im bliżej jestem bramy fabrycznej, tym wyraźniej widzę. To Biała i Czarna i jeszcze obok nich Student. Nie było go widać, bo stał nieco dalej. Skończyli nocną zmianę, przeszli fabryczną bramę. Fajrant! Droga ku łózku, droga ku snom. Trochę im zazdroszczę, a trochę żałuję. Noc bez snu to ciężka sprawa.

–Pierdolnął nocą piorun co?

-A daj spokój, aż się można było przestraszyć – odpowiada dziewczyna z kart Kalevali.

Myslę sobie hehe łądnie się Perun popisał. Krzepko uderzył w kowadło. Może akurat spodobały mu się dziewczyny i zrobił taki dowcip. Taki popis siły. faceci przecież lubią się tak popisywać, troche dziewczyny postraszyć. Perun jest wszak facetem. Może to była przyczyna nocnej burzy, a nie żadne tam zjawiska fizyki atmosfery?

–A stane sobie jeszcze z wami, zapalę

-Stań, stań cała zmiana przed tobą

–Heh ano tak, jeszcze tylko cała zmiana

Za bramą powitał mnie fabryczny kot. Rzuciłem mu kawałek dorsza. Miauknął z zachwytem. I tak zaczął się kolejny roboczy dzień. Dzień jak co dzień, a ile w takich dniach, i w takich nocach, baśni?

–

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *