Co dalej z Afganistanem?
Sowietom poszło lepiej
Wiosną wróżyłem, że Afgański rząd nie pociągnie zbyt długo – https://chutornik.pl/2021/04/praszczajtie-gory-do-swidania-afgan/ nie sądziłem jednak, że rebeliantom pójdzie tak łatwo. Było nie było, sowiecka 40 Armia uchodziła się z tego kraju w karnym porządku. Ostatnim jej żołnierzem, który przekroczył graniczny most był sam jej naczelny wódz towarzysz generał Gromow. Powiewały dumnie radzieckie chorągwie, grała wojskowa orkiestra. Po wycofaniu wojsk sowieckich komunistyczny (właściwie postkomunistyczny) rząd przetrwał jeszcze ponad trzy lata. Do samego końca kontrolując najważniejsze miasta i główne szlaki komunikacyjne.
Indochińskie analogie
Do tego, dla większej hańby Amerykanów, Sajgon był zdobywany przez regularną armię, a Kabul przez partyzantów. Owszem większą część wojny wietnamscy komuniści walczyli metodami partyzanckimi. Jednak de facto byli to, od 1968 roku, głównie poborowi z Wietnamu Północnego. Zbrojeni przez Układ Warszawski i Chiny Ludowe. Talibowie zaś do ludzie z górskich wiosek amunicję kupujący za zyski z makowych i konopnych pól. Mieli oczywiście wsparcie i zza granic Afganistanu, ale absolutnie nie można tego porównywać z „bratnią pomocą” dostarczaną dla bojowników Vietkongu.
Wojna wietnamska była wielką konfrontacją. W sensie ogromu zaangażowania ludzi i środków oraz liczby poległych. Tu tak nie było. Talibowie nigdy nie przeporwadzili ataków porównywalnych z ofensywą Tet czy ofensywą z wiosny 1972 roku. Nie mniej jednak poległo w tym konflikcie prawie 150 000 żołnierzy, bojowników i policjantów. To liczba nie mała. Siły rządowe ponosiły krwawe straty i często biły się bohatersko. Tak samo jak niegdyś Armia Południowego Wietnamu. I tak samo, trawiły je korupcja, nepotyzm, dezercje, infiltracja przez partyzancki wywiad, narkomania i maruderstwo. Mimo wszystko jednak obie armie wojowały i odpierały ataki. Gdy jednak zabrakło poczucia, że stoi za nimi Ameryka – to i to wojsko rozleciało się jak domek z kart.
Czy ta wojna mogła skończyć się innaczej? Trudno powiedzieć. Być może mówiąc o hańbie Ameryki (i jej natowskich sojuszników) mocno przesadzam. Afganistan to Afganistan. Kraj do którego łatwo wejść, ale trudno z niego wyjść. Mówiąc o hańbie myślę kategoriami europejsko-rycerskimi, a nie jak afgański wojownik. Możliwe, że to była wojna nie do wygrania. Po prostu niektórych konfliktów nie sposób wygrać na sposób militarny, siłowo.
Psychologiczny bliztkrieg na dwa sposoby
Upadek Kaubulu porównuje się także z tym co działo się w irackim Mosulu w 2014. Owszem afgańskie struktury siłowe „wyparowały”, lecz istnieją zasadnicze różnice. Tu i tu żołnierze i policjanci dezerterowali masowo. Tu i tu jednym z głównych powodów była głeboka niechęć do rządu centralnego. Jednak proszę zauważyć – Państwo Islamskie obiecywało jeńcom, o ile nie poddadzą się bez walki, podrzynanie gardeł. Zwycięzcy partyzanci z Afganistanu obiecują zaś powszechną amnestię. ISIS wprost mówiło, o stworzeniu apokaliptycznego, totalitarnego państwa ciągnącego się od Półwyspu Iberyjskiego po Indie. Talibowie mówią o kobietach w przyszłym rządzie. Przedstawiają się jako konserwatystów, a nie czarną reakcję. Deklarują, że będą rządzić inaczej niż w latach 1996-2001. Inna sprawa czy to prawda czy propaganda. Być może za parę tygodni rozpoczną się egzekucje. Przeprowadzane nocą na pustyni. Jeśli nie będzie ogromnych rzezi świat przymknie oko. Jeśli będą najprawdopodobniej się z nimi pogodzi.
.
Koniec wojny?
Czy wojna jest skończona? W dolinie Panczszeru grupują się ci, którzy nie chcą się poddać. Chcą walczyć dalej. Ich lideram jest Ahmad Masud, syn sławnego Ahmada Szaha Masuda. Oraz jego krajan, viceprezydent upadłego państwa Amrullah Saleh. Były podkomendny Masuda seniora. Czy mają szansę? Kluczem do tej szansy wydaje się Hazaradżat. To rozległa, poprzecinana dzikimi górami wyżyna. Zamieszkują ją Hazarowie. Nie mylcie ich z średniowiecznymi Chazarami znad Wołgi. Choć też wywodzą się z Wielkiego Stepu. Lud to spokrewniony z Mongołami i Buriatami, ale wyznający islam. W wersji szyickiej. W latach 80-tych XX wieku, z wsparciem Iranu wojowali z Sowietami. W latach 90-tych zaś bili się z talibami. Talibowie bowiem prześladowali szyitów jako heretyków. Jeśli talibów-pragmatyków zastąpią fanatycy, albo cynicy udający fanatyków to tam właśnie może wybuchnąć drugie ognisko oporu. Z czasem rozlać na cały kraj, podobnie jak to miało miejsce u nas w czasach potopu szwedzkiego. Afganistan może też znów stać się polem zastępczych bitew. Tym razem chińsko-amerykańskich. Przy okazji Amerykanie mogli by chcieć rozpalić ogień buntu w chińskiej Ujgurii. Taki scenariusz jest (jak się wydaje) realny, tak samo jak wybuch walk między frakcjami w ruchu talibskim. Tak samo jak wybuch konfliktu etnicznego. Trzeba pamiętać, że w latach 1992-1996 toczyła się zacięta wojna domowa pomiędzy Tadżykami i Uzbekami z jednej a Pasztunami z drugiej. Po 1996 zmieniła się w walkę opozycji zbrojnej z reżymem Talibanu.
Lecz to wszystko spekulacje. Powstanie antytalibskie pewnie nie wybuchnie szybko o ile w ogóle. Żeby się rozwinęło trzeba rebeliantom zrzucać broń, lub dostarczać ją przez góry. Trzeba wsparcia. Bez niego duch upadnie i nawet odizolowany Panczszir w końcu się podda. Tu też spekuluję. Afganistan to Afganistan. Talibowie radzili sobie bez zrzutów. Potrafili zwyciężyć wojnę, ale czy będą potrafili rządzić w czasie pokoju? Rządzić „islamsko”, ale nie na modłę dżyhadystów z nieświętej pamięci Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku? Czy Ismalski Emirat Afganistanu może przypominać za 20 lat Iran czy biedniejszą wersję Kataru?
Nowi -starzy gracze
Kto będzie rozgrywał gry pod Hindukuszem po „wyjściu Zachodu”. Ci co zwykle. Rosja i Iran. Do września 2001 roku jedyni poważni sojusznicy antytalibskiego Sojuszu Północnego. Pakistan, do września 2001 najbliższy sojusznik Talibanu. Al-Kaida, która nadal istnieje. Państwo Islamskie, które także nie zostało rozbite i ma siatki na całym świecie. Mafie narkotykowe, lokalni „panowie wojny” i wodzowie góralskich szczepów. Turcja, która co prawda nie graniczy z Afganem, lecz jest krajem i islamskim i mocarstwowym. Monarchie islamsko-naftowe znad Perskiej Zatoki. W końcu wywiad indyjski, żywo zainteresowany tym by Pakistan nie miał spokoju na swych zachodnich granicach.
Nie wspomnę już o Chinach. Afganistan to geopolityczny zwornik łączący Bliski Wschód, indyjski subkontynent i Azję Środkową. To też kraj z ogromnymi bogactwami naturalnymi z wielkim złożami tzw. metali ziem rzadkich na czele. Chińczycy mieszali w tym kotle już za czasów walk z Sowietami. Będa mieszać i dalej. Mieszać i budować. Co na przykład? A na przykład linię kolejową, która połączy Islamabad z Kabulem i dalej nowymi górniczymi zagłębiami.
Uwaga!
Eskpertem od Afganistanu nie jestem. Byłem nim (oraz specjalistą od Kaukazu), gdy moi koleżkowie z klasy interesowali się amerykańskim gangsta rapem i Ligą Mistrzów 😉 To powyżej to amatorska analiza. Warto jednak pamiętać, że generał Gromow był profesjonalistą, a Ahmad Szah Masud amatorem.
Na fotce – sowiecki helikopter Mi-17 leci obok słynnych posągów Buddy w Bamian, na wyżynie Hazaradżat. Posągów już nie ma, w 2001 roku wysadzili je w powietrze talibowie. Mi-17 to zaś jeden z najpopularniejszych środków transportu w tym dzikim kraju. Znam paru weteranów tej 42 letniej wojny. Jedni mówią po rosyjsku, inni po polsku jeszcze inni po angielsku. Wszyscy latali nad górami Afganu na pokładzie tego śmigłowca.
P.S.
O wiem o kim chce napisać. Generał Dostum! Komunistyczny aparatczyk, generał szkolony przez Armię Radziecką. „Big Friend” Amerykanów i ostatni minister obrony reżimu Nadżibullaha. Którego zresztą zdradził, gdy było trzeba. Najbliższy sojusznik Masuda w wojnie z Talibanem. Uzbecki chan. Archetyp watażki. Do tego wszystkiego ostatni generał operujący wielkimi oddziałami kawalerii. Nie powietrznej, konnej.
P.S. 2
Ten kot co przyszedł z uchodźcami na pogranicze polsko-białoruskie, aż z Hindukuszu wydaje mi się strasznie grubawy jak na weterana takiej podróży. Nie wiem, może to manuł oswojony? Manuł to taki żbik z tamtejszych gór. Nie wiem, mało znam się na długodystansowych marszach kocich. Wiem za to, że uchodźcy i migranci są używani jako swego rodzaju broń. Szczegółów sprawy nie znam, nie nteresowałem się, więc i się nie wypowiadam.