Olek wróć
Tak sobie przeglądam jutuba i mi wyskakuje uliczny wywiad. Dziennikarka pyta młodego chłopca imieniem Olek co sądzi na ten temat. No właściwie to nie wiem czy to Olek („z twarzy”byłaby z niego całkiem niezła Ola) , ale niech będzie , że Olek skoro się tak deklaruje. Rzeczony Olek mówi , że jest nie tylko za pełną liberalizacja , ale i prawem rodziców do „usypiania jak psy” swoich dzieci do 4 roku życia. Pomyślałem „oto i przyszłość polskiej lewicy”. Ale …pamiętam innego Olka z lat mojej młodości. Pana prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Jego nie można było pomylić , z żadną Ola czy Jola. 100 % męskości. Elegancja i siła. Potrafił wypić nocą 0.7 a rano, skoro świt iść na kort i ciupac w tenisa z Alganowem do samego zmierzchu. Ok, w Charkowie trochę nie dał rady , ale zadajmy sobie pytanie zasadnicze. Mianowicie ile my byśmy wytrzymali siedząc na biesiadzie między biskupem Glodziem, a Leonidem Kuczma? Szczerze powiem – ja bym nie wstał. Za panowania Olka Kwasa byliśmy Tygrysem Europy , weszliśmy do NATO i UE. Olek był owszem postkomunista , ale przecież sam Nasz Papież woził go papamobilem. Seminaria były pełne kleryków. Nie było inceli , alternatywnek, transów tylko normalne subkultury – punki, skiny, szalikowcy itd. Nie było transów , qeerow , bigenderow. Nawet lesbian nie było. Przynajmniej w Krośnie. Serio. Pamiętam , że pierwsza lesbiane spotkałem dopiero w krakowskiej dyskotece „Kitsh”. Poprosiłem do tańca jedna drobna blondynkę , gdy nagle jakąś ogromna kobieta zaczęła mnie okładać pięściami. „Zostaw ją świnio , to moja DZIEWCZYNA” krzyczała podczas tej walki, lub raczej rozgromu. Bylem w szoku, ocierając krew z rozbitej twarzy pomyślałem „leabiany! One istnieją , a myślałem , że to tylko legenda!”.